 |


Henryk Sienkiewicz
o Stankiewiczu na
stronach "POTOPU"
Tom Pierwszy, Rozdział XVI

Tymczasem Kmicic, cały okryty krwią i kurzawą,
stawił się z węgierską banderią w ręku przed Radziwiłłem, który
przyjął go z otwartymi rękoma. Ale pana Andrzeja nie upoiło
zwycięstwo. Owszem, chmurny był i zły, jakby przeciw sercu
postąpił. - Wasza książęca mość! - rzekł- nie chcę słuchać
pochwał i wolałbym sto razy z nieprzyjacielem ojczyzny walczyć niż
z żołnierzami, którzy by się jej przydać mogli. Człeku się zdaje,
że sam sobie krwi upuścił. - A czyjaż wina, jeśli nie tych
buntowników? - odparł książę. - Wolałbym i ja ich pod Wilno
poprowadzić, i tak miałem uczynić... Oni zaś woleli przeciw
zwierzchności się porwać. Co się stało, to się nie odstanie.
Trzeba było i trzeba będzie dać przykład. - Co wasza książęca
mość myślisz robić z jeńcami? - Co dziesiątemu kula w łeb.
Resztę pomieszać z innymi pułkami. Pojedziesz dziś do chorągwi
Mirskiego i Stankiewicza, zawieziesz im rozkaz mój, by do pochodu
byli gotowi. Czynię cię regimentarzem nad tymi dwiema chorągwiami
i nad trzecią Wołodyjowskiego. Namiestnicy mają ci podlegać i we
wszystkim słuchać. Chciałem do tej chorągwi Charłampa naprzód
posłać, ale on do niczego... Rozmyśliłem się. - A w razie
oporu? Bo to u Wołodyjowskiego laudańscy ludzie, którzy okrutnie
mnie nienawidzą. - Ogłosisz, że Mirski, Stankiewicz i
Wołodyjowski natychmiast będą rozstrzelani. - Tedy oni mogą
pójść zbrojno na Kiejdany, aby ich odbić. U Mirskiego wszystko
znaczna szlachta służy. - Weźmiesz ze sobą regiment piechoty
szkockiej i regiment niemieckiej. Naprzód otoczysz ich, potem
ogłosisz rozkaz. - Jak wola waszej książęcej mości!
Radziwiłł wsparł dłonie na kolanach i zamyślił się. - Mirskiego
i Stankiewicza rozstrzelałbym chętnie, gdyby nie to, że oni nie
tylko w swoich chorągwiach, ale w całym wojsku, ba, w całym kraju
mir mają... Boję się wrzawy i otwartego buntu, którego przykład
mieliśmy już przed oczyma... Szczęściem, dzięki tobie, dobrą
dostali naukę i dwa razy pomyśli każda chorągiew, nim się na nas
porwie. Trzeba tylko szybko działać, aby oporni nie przeszli do
pana wojewody witebskiego. - Wasza książęca mość mówiłeś tylko
o Mirskim i Stankiewiczu, a nie wspomniałeś o Wołodyjowskim i
Oskierce. - Oskierkę muszę także oszczędzić, bo to człek
znaczny i szeroko spokrewniony; ale Wołodyjowski z Rusi pochodzi i
nie ma tu relacyj. Dzielny to żołnierz, prawda! Liczyłem też na
niego... Tym ci gorzej, żem się zawiódł. Gdyby diabeł nie był
przyniósł tych przybłędów, jego przyjaciół, może inaczej by
postąpił; ale po tym, co się stało, czeka go kula w łeb, jak
również dwóch Skrzetuskich i tego trzeciego byka, który pierwszy
zaczął ryczeć: "zdrajca ! zdrajca !" Pan Andrzej zerwał się,
jakby go żelazem przypieczono. - Wasza książęca mość! Żołnierze
mówią, że Wołodyjowski życie waszej książęcej mości pod Cybichowem
uratował. - Spełnił swoją powinność i za to Dydkiemie mu w
dożywocie chciałem puścić... Teraz mię zdradził i za to każę go
rozstrzelać. Oczy Kmicica zaiskrzyły się, a nozdrza poczęły
latać. - Wasza książęca mość! Nie może to być!

Data pierwszej publikacji: 20.VI.2004
Data ostatniej aktualizacji: 05.V.2007
|
 |