 |


Dzieje Pryciun

Jedną z ciekawszych miejscowości gminy - są
Pryciuny. Obecnie jest to zaścianek liczący
jedynie dwa gospodarstwa. Pamiątką z dawnych
czasów Pryciun jest zbudowana w roku 1837
murowana kapliczka w stylu klasycystycznym.
Pierwotnie przeznaczona była jako miejsce
wiecznego spoczynku przedstawicieli rodu
Łazarewiczów. Nie tak dawno, bo w okresie
sowieckim, była całkowicie zdewastowana przez
"poszukiwaczy skarbów", jednak z początkiem
odrodzenia Litwy, staraniem miejscowej ludności,
została pięknie odrestaurowana. Kilka lat temu
Pryciuny doczekały się zaszczytnego gościa -
metropolity diecezji wrocławskiej, ks. kardynała
H. Gulbmowicza, który pochodzi z parafii
bujwidzkiej. Wróćmy jednak do czasów
odleglejszych. Omawiając przeszłość tej
miejscowości, równolegle postaram się krótko
opowiedzieć o dziejach najbliższych okolic. Na
początku należałoby spojrzeć na prahistorię tych
ziem, w tym celu muszę skorzystać z materiału
archeologicznego. Wykopaliska dowodzą, że
okolice Pryciun były zamieszkane co najmniej od
2 tysięcy lat. Nie opodal zaścianku Dolna
znajduje się dość duże cmentarzysko kurhanowe.
Przed paru laty ekipa archeologów litewskich
przeprowadziła badania tego obiektu, z których
wynika, że z cmentarzyska korzystano na
przestrzeni kilku wieków. Znaleziska - to
głównie wyroby z żelaza, brązu, ceramika, a
także rewelacyjna biżuteria z IV wieku n. e.,
pochodząca z regionu czarnomorskiego.
Cmentarzysko prawdopodobnie pochodzi z X - XI
wieku n. e. Tyle z dziedziny archeologii. W
czasach średniowiecznych Pryciuny oraz
najbliższe okolice należały do Ekonomii Woj.
Wileńskiego, czyli była to ziemia królewska.
Wzmianki historyczne o Pryciunach, a raczej o
niedalekich Szukiszkach pochodzą z połowy XVI
wieku. Przeprowadzona wówczas reforma rolna (pomiara
włóczna) jest dość dobrze udokumentowana. W
materiałach źródłowych z roku 1557 mówi się o "siele"
Szukiany z mieszkającym tam chłopem Maciejem
Szukieniem (nazwa wsi zapewne pochodzi od
nazwiska jej mieszkańców). Istniało także wtedy
i "sioło" Preczuny, które mogło z czasem stać
się opisywanymi teraz Pryciunami. W roku 1704
król polski August II Sas nadał wieś Szukiszki -
Szukiany z zaściankami Pryciuliszki i Kureliszki
niejakiemu Dominikowi Szamawskiemu. Majątek
liczył wówczas tylko cztery włóki ziemi.
Ówczesne Pryciuliszki można utożsamić z
późniejszymi Pryciunami. Do majątku wchodził
także zaścianek Apidema - Poddębie. Nazwa "apidema"
istnieje nadal - jest to nieduża łąka z laskiem
w okolicach Majkun. Majątek Szukiszki był więc
małą majętnością graniczącą ze wsią jezuicką
Żwiniany, z należącą do zakonu Karmelitanek
Bosych wsią Majkuny. Na północy Szukiszki
graniczyły ze Świątnikami (majątek
prestymonialny Katedry Wileńskiej), od zachodu
ze szlachecką okolicą Szostaków (późniejsze
Korejwiszki, Szykszniszki, Fabianiszki).
Niektórych majątków szlacheckich, np. Zabłoć
żyzna, Pieszkowszczyzna, Gogociewszc żyzna
(właściciele Śnieżkowie, Pieszkowie,
Wyszomirscy) nie da się już zlokalizować. W roku
1722 Szukiszki znowu są w składzie Ekonomii
Wileńskiej, należą do wójtostwa kłaczuńskiego,
klucza niemieżańskiego. W dokumencie pochodzącym
z tego właśnie roku jest napisane - "sioło
Szukiany, włók 13, osiadłych włók 3, odłogiem
stoi 8. Przy tym siole jest zaścianek
Pryciuniszki, w nim włók dwie. W tym siole jest
karczma Ławnika". Liczące wówczas cztery
gospodarstwa Szukiszki zamieszkałe były przez
chłopów o nazwiskach Strukas, Augunas, Janucis
Ławnik, Czepulionis, Rynkunas, Rudis. W drugiej
połowie XVIII Szukiszki były zasiedlone w
większości przez rodzinę Wapsów - Wąsewiczów (w
metrykach kościelnych z końca XVIII wieku
czasami używało się nawet nazwy "Wapsy", gdy się
mówiło o samej wsi). Metryki kościelne z końca
XVIII wieku podają sporo nazw nieistniających
teraz (lub istniejących pod innymi nazwami)
miejscowości z okolic Pryciun - jak np.
Joczepiewie, Karpołopie, Zabłoczyzna (był tu
także cmentarz), Niskodworce, Wejna (może
teraźniejsza Dolna?), Mokra. Na mocy uchwały
konstytucji z roku 1790 Ekonomia Wileńska
została oddana Radziwiłłom. W tym też roku
wojewoda wileński Karol Radziwiłł "Panie
Kochanku" oddał wieś Szukiszki z zaściankami
Michałowi hr. Ogińskiemu. Ten wkrótce odsprzedał
majętność Józefowi Kolińskiemu. W roku 1791
Szukiszki miały już nowego właściciela -
Antoniego Trappa, byłego komisarza porządkowego
powiatu wileńskiego, aktualnie - kupca. Za
czasów Trappa została zbudowana rezydencja w
Pryciunach. W dokumencie czytamy: "(...) Antoni
Trapp posydując erygował w kosztownej budowli
folwark, pod nazwaniem Pryciun, przez co i wieś
Szukiszki w swoim nazwaniu staje się tegoż
nazwaniem aktorstwem...". Ostatni właściciel
znacznie powiększył swój majątek, kupując ziemię
od swych sąsiadów: w 1799 r. - wieś
Gogociewszczyzna czyli Wysoka od Franciszka
Szostaka, folwark Piaskowszczyzna od Bernarda
Szostaka, a także inne zaścianki, takie jak
Rynkowszczyzna, Zabłoczyzna, Balińce.
W
roku 1811 powiększony majątek Pryciuny znowu był
w rękach Józefa Kolińskiego, który za żonę miał
Kunegundę z Trappów. Po upływie kilku lat, bo w
1818 roku 8 sierpnia Pryciuny zostały zakupione
przez Antoniego Łazarewicza (herbu Kościesza),
ówczesnego sekretarza kancelarii wileńskiego
cywilnego gubernatora. Wraz z żoną Teklą (z domu
Ehrenkreutza, córka majora wojsk polskich
Michała von Ehrenkreutz, uczestnika Powstania
Kościuszkowskiego, zginął podczas obrony
Warszawy przed wojskami rosyjskimi) i dziećmi,
Łazarewicz przybył do Wilna z Poznania, gdzie
służył w strukturach policyjnych. Młodsze
pokolenie Łazarewiczów to synowie Antoni i
Romuald oraz córki Natalia, Tekla, Eufemia. W
1825 roku Antoni Łazarewicz zmarł i został
pochowany na cmentarzu pryciuńskim, obok nowo
nabytego dworu. Kilkanaście lat później, syn
Antoni wybuduje tu murowaną kapliczkę, która w
przyszłości miała służyć jako miejsce wiecznego
spoczynku dla przedstawicieli rodziny
Łazarewiczów. Jednak jedyną osobą, która
spoczęła w podziemiach kaplicy, był właśnie
Antoni Łazarewicz senior. Wdowa po Antonim w
1826 roku powtórnie wyszła za mąż za
gubernialnego sekretarza Stanisława Dolińskiego
(herbu Sas). Z drugiego małżeństwa byli: syn
Artur (1831 rok), córka Karolina (l 827 rok).
Młodsze pokolenie Łazarewiczów otrzymało dobre
wykształcenie, a zwłaszcza syn Antoni. Przez
długi czas pracował w Zarządzie Dóbr Państwa. Po
uzyskaniu emerytury pracował w oświacie, zdobył
tytuł asesora kolegialnego (m. in. przez długi
okres był nauczycielem w szkółce niemenczyńskiej).
Wiele czasu spędzał w odziedziczonych po ojcu
Pryciunach. Już od roku 1840 pisywał wiersze,
gromadził przyczynki historyczne, artystyczne i
inne pamiątki Wilna. Od 1844 roku zaczął wydawać
własnym nakładem (często z przeznaczeniem na
cele dobroczynne) różne prace: tłumaczenia
zachodnioeuropejskich poetów, utwory autorów
krajowych. Opublikował także własne dzieła:
zbiory wierszy "Raszyna" (l 863), "Wiązanka z
pierwiosnków" (1881), prace historyczne - "Opis
dzienny szkół i Uniwersytetu" (1876), "Diariusz
znaczniejszych wypadków w Wilnie z 1781 - 1824"
(1876). Po powstaniu styczniowym zyskał
popularność jako pisarz dewocyjny -opublikował
kilka modlitewników i książek do nabożeństwa.
Próbował swych sił także na niwie pedagogiki
-przygotował i wydał kilka podręczników
szkolnych, a mianowicie: "Elementarz z
czytankami" (l 879), "Elementarz polski" (1894),
"Zarys geografii powszechnej" w wierszowanym
opracowaniu. Dzieła swe najczęściej publikował
pod pseudonimem Władysław Tekieliński (lub
Teliński). Pod koniec życia Łazarewicz zajął się
badaniem cmentarzy wileńskich i skrzętnie
inwentaryzował ich nagrobki. Zbierał także
przysłowia ludowe, stare druki. Pozostawił w
rękopisie "Opis cmentarzy wileńskich
katolickich_. Powszechnie szanowany, znany z
dobroczynności zmarł bezżennie w 1905 roku.
Pochowany na Rossie, obok matki, sióstr i
dalszej rodziny. Romuald Łazarewicz przez
długi czas pracował w urzędach państwowych. W
połowie XIX wieku Romuald wraz ze swą żoną
porzucili życie świeckie wstępując do zakonu (Łazarewicz
wstąpił do zakonu Trynitarzy w Wilnie). Po
zdławieniu powstania styczniowego uciekł do
Włoch, gdzie w 1871 roku wydał "Słownik
gramatyki łacińskiej_. Zmarł w Rzymie.
Nieprzeciętną osobą był i Artur Doliński.
Jeszcze jako dziecko opuścił Litwę i przez długi
czas mieszkał w Petersburgu. Tam ukończył
gimnazjum i postąpił na służbę państwową.
Dosłużył się do tytułu radcy stanu (titularnyj
sowietnik) i po wyjściu na emeryturę wrócił do
Wilna. Była to osoba wszechstronnie utalentowana
-muzyka, literatura, archeologia, medycyna - to
tylko część zainteresowań Artura Dolińskiego.
Łucjan Uziębło pisał: "był to znany już w
Petersburgu meloman, amator śpiewak, który potem
w Wilnie gościnnie otwierał swój salon artystom
przejezdnym i u mego był uczczony przez
społeczeństwo wileńskie nasz wielki pianista
Ignacy Paderewski, który cały dochód z jednego
koncertu ofiarował na ubogą uczącą się młodzież
polską. Doliński niekiedy w prasie warszawskiej
i ?Kraju_ petersbugskim zamieszczał swe ciekawe
wzmianki o życiu muzycznym w Wilnie". Żywo
interesował się historią, współpracował z Adamem
Kirkorem (wysyłał swe teksty z Petersburgu do
wydawnictw wileńskich Kirkora), miał talent
pisarski, o czym świadczą pisane pięknym stylem
listy i pamiętniki. Należał do Imperatorskiego
Towarzystwa Archeologicznego. Podobno posiadał
piękny głos i pewnie, żeby się kształcił w tym
kierunku, zostałby śpiewakiem operowym. Śpiew
był chyba główną domeną Dolińskiego. Zresztą
wieczorki muzyczne dość często odbywały się w
dworku pryciuńskim. Przy akompaniamencie
fortepianu, swymi umiejętnościami wokalnymi
popisywał się nie tylko Doliński, ale i jego
późniejsza żona, siostry i goście. W 1870 roku
Artur Doliński w Petersburgu ożenił się z
Kleopatrą de Brittick. Mieli dwie córki -
Genowefę i Ludwikę. Doliński zmarł w 1909 roku.
Pochowany na wileńskiej Rossie.
Jak
już pisałem wyżej, Doliński sporą część swego
życia spędził w Rosji. Do Wilna i Pryciun, gdzie
przebywała matka i reszta rodzeństwa przyjeżdżał
dość rzadko, raz na kilka lat. Podróż na Litwę
było dla niego wielkim świętem i przeżyciem.
Przetrwałe do naszych czasów pamiętniki i listy
Dolińskiego pięknie ilustrują życie w ówczesnych
Pryciunach, obyczaje, gwarę z tych terenów
(przetrwał także nieduży słowniczek gwary
prychińskiej). W niniejszej pracy pragnę
zamieścić fragmenty pamiętników Dolińskiego
dotyczące właśnie wydarzeń w XIX-to wiecznych
Pryciunach. Z listów do ojca w Petersburgu
(Stanisław Doliński zmarł w 1873 roku w
Petersburgu, pochowany na cmentarzu katolickim):
1853
rok 15 sierpnia, Wilno - "wróciłem z Pryciun, w
których zabawiłem cztery dni, pogoda sprzyjała,
nasycałem się przechadzką na świeżym powietrzu,
jeździłem do Bujwidz w przeszłą niedzielę, a we
wtorek byłem w Balingródku. U bujwidzkiego
księdza wielką mam łaskę, od kilku lat
niezasłużone oddaje mnie pochwały przed
parafianami i teraz zatem X. Witkiewicz spotkał
mnie jak najmilej i tysiące nagadał
komplementów. W Balingródku teraz X. Woliński,
ten sam (jeśli Papo pamięta) co był niegdyś w
Wilnie w kościele św. Jana i zajmował się
pogrzebami. Odnowiłem z nim znajomstwo, mówił,
że zna i Papę. Jest to bardzo godny i
powszechnie szanowany kapłan, szczególnie za to,
że z gorliwością odbywa wszystkie kościelne
usługi, jak np. do chorego i w dzień i w nocy
piechotą nawet idzie, kiedy konia nie przyszłą.
Pryciuny już drugi rok wypuszczone w arendę
szlachcicowi Godlewskiemu, który był kiedyś
ekonomem u Sumina; jest to porządny człowiek i
bardzo dobry gospodarz (...). Possesor mieszka w
oficynie, oddano mu połowę ogrodu fruktowego, a
pałacyk zostawiony na mieszkania dla dziedziców
(...). Kilka lat temu sprzedano las pryciuński
za 5000 rsr. i już kończy się wyrąbać. Zostały
tylko nietykalne Bryżyszki, Zabłoczyzna i las
dyfferencyjny. Jeszcze kochany Papo nie widział
kapliczki, postawionej na cmentarzu w
Pryciunach. Są to wiele starań i pracy dobrego
Antosia (Łazarewicza - przyp. aut), który jak
najszczęśliwiej dokonał tego przedsięwzięcia,
kapliczka ta ozdobiona marmurowym kamieniem, na
którym Antoś, bardzo zręcznie wyrąbał stosowny
napis i litery wyzłocił".
Do
połowy XIX wieku Pryciuny najczęściej były
oddawane w dzierżawę dla różnych osób, później
gospodarstwem w Pryciunach zajęła się sama Tekla
Dolińska (primo voto Łazarewiczowa). Doliński
pisał: "mama bez przerwy prawie w tym czasie
zajmowała się gospodarką w Pryciunach, aż do
chwili nadwyrężenia sobie wzroku (...). Później
majątek ten nie przynoszący dotąd prawie żadnego
dochodu, gdy wskutek familijnego układu
przeszedł w ręce siostry naszej Natalii i męża
jej Karola Mongina, oraz z powodu pomyślnych
okoliczności i poprowadzenia przez nas
interesów, co do wypisania liczących się przy
tym majątku włościan i wolnych ludzi, przez co
uniknięto nadziału ich ziemią, począł przynosić
dziesięciokroć wyższy dochód niż poprzednio".
Dodam, że Natalia Łazarewiczówna wyszła za mąż
za Karola Mongina (powstańca z 1830 roku) w 1855
roku. Mongm planował zrobić z Pryciun wzorowe
gospodarstwo - "Mongm w Pryciunach chce zrobić
wielkie przeistoczenie: ma sprowadzić różne
machiny i osadzić tam kolonię Niemców, dla czego
projektuje odbyć podróż do Prus. Jak widać,
wszystko objęto duchem progressu, aż do Łakisów
i Kirdejków włącznie" -pisał Doliński. Wielkie
zmiany w życiu Pryciun przyniósł wybuch
powstania. Karol Mongin został oskarżony przez
władze carskie o udzielanie pomocy powstańcom
(pretekstem oskarżenia był donos sporządzony
przez jednego z gospodarzy arendujących ziemię
od Pryciun). Mongina zesłano do guberni
orenburskiej, miasta Sterlitamak, skąd już nigdy
nie wrócił (w 1869 roku zmarł od febry
azjatyckiej). Majątek postanowiono sekwestrować,
jednak dzięki prośbom Natalii Monginowej i
protekcji niektórych urzędników czasowo
zostawiono go w spokoju, nałożone jednak zostały
wysokie podatki. Z pierwszych lat
popowstaniowych pozostał opasły foliał
dokumentów, znajdujących się obecnie w jednym z
archiwów wileńskich. Interesuje nas zwłaszcza
lustracja majątku, na podstawie której można
odtworzyć wygląd ówczesnych Pryciun. Otóż,
majątek liczył ponad 1200 hektarów gruntów
uprawnych, łąk i lasów. W obrębie pryciuńskim
były wsie: Nowosiołki, Wysoka, Szukiszki oraz
zaścianki: Łazaryszki, Balińce, Dolna, Leoniszki,
Antopunża. Budynki dworskie pochodziły
prawdopodobnie z przełomu XVIII - XIX wieku. Dom
mieszkalny drewniany, oszalowany, z gontowym
dachem, nieduży ganeczek na słupach. Był to dość
pokaźny budynek, bo liczył aż 6 pokoi czystych,
miał 4 kaflowe piece. Jak się zdaje, miał wygląd
typowego dworku kresowego. Prawie identyczna co
do budowy i wymiarów była oficyna, która stała
me opodal. W niedalekiej odległości stało
ogromne gumno, spiżarnia, obory, stajnie,
wozownia oraz kamienna lodownia (jedyny, prócz
kaplicy, budynek, który przetrwał do naszych
czasów). Gospodarstwo otaczał wielki, liczący
ponad 100 drzew sad owocowy. W odległości
paruset metrów, na wzgórzu, przy trakcie
bystrzyckim między starymi sosnami bielała
kaplica. Na ziemiach pryciuńskich była jedna
karczma w zaścianku Dolna, którą w owych czasach
arendował Żyd. Owa karczma stała tam już od
bardzo dawnych czasów. Dokument z pocz. XVIII
wieku wspomina o "karczmie Wejny", którą można
zlokalizować w późniejszym zaścianku Dolna.
Miejsce to było bardzo dogodne dla handlu, gdyż
znajduje się na skrzyżowaniu dość ludnych
traktów - bystrzyckiego (m. in. do Łyntup
Połocka) oraz punżańskiego (w Punżanach działała
przeprawa przez Wilię). Jak już pisałem wyżej,
rodzina właścicieli majątku popadła w niełaskę
władzy rosyjskiej. W 1865 roku, na mocy ukazu
cara, majątki walczących o niepodległość
Polaków, musiały być sprzedane osobom
pochodzenia rosyjskiego, przybyłym z centralnych
gubernii Rosji. Otóż w 1867 roku dwór Pryciuny
został pod przymusem sprzedany za sumę 16
tysięcy rubli niejakiemu Aleksandrowi
Gorbamowowi. Jak się zdaje, był on w dobrej
komitywie z Arturem Dolińskim, który, jak już
wiemy, był spokrewniony z rodziną Łazarewiczów.
W ciągu następnych dziesięcioleci majątek
faktycznie dalej zostawał we władaniu dawnych
właścicieli, chociaż formalnie należał do A.
Gorbaniowa, który większą część swego życia
spędzał w rdzennej Rosji.

W
drugiej połowie XIX wieku w Pryciunach zaczął
gospodarzyć Antoni Łazarewicz. Po wyjściu na
emeryturę często bywał tutaj. Razem z siostrami
i chorą matką (Tekla Dolińska zmarła w 1877
roku, pochowana na Rossie) prowadzili swój
nieduży majątek. Czasami z Petersburga na
wakacje przyjeżdżał Artur Doliński z rodziną.
Wspomnienia z przyjazdu w roku 1877 zostały
utrwalone w pamiętnikach Dolińskiego: "30
czerwca we czwartek o godzinie 12 1/4 po
południu wyjechaliśmy z żoną i dziećmi z Wilna
do Pryciun, drogą kołową, koczem zaprzężonym
czterema pocztowymi końmi. Chciałem przejechać
tą drogą, którą zwykle jechałem ze śp. Mamą w
dzieciństwie. Były tu wówczas po drodze
następujące oberży, niby stacje: za milę od
Wilna - Romansówka, potem Werżówka, Topiele,
Wilniszki (wieś), Dębówka, Bezdany, Skirsobole,
Dolna i Pryciuny, obecnie wiele z tych oberży
pokasowano, z innych porobiono zaścianki,
natomiast stanęły niektóre nowe karczmy. W
Bezdanach popasaliśmy więcej godziny i
jechaliśmy w ogóle nie śpiesząc się, bo
rodzeństwo tego żądało chcąc przygotować się na
nasze przyjęcie. Natalia z Antosiem pojechali do
Pryciun przed trzema dniami, Eufemia zaś z
córkami Tecią i Femeczką oraz z wnukiem
Kostusiem przybyli tylko godzinę przed nami,
Tekla zmuszona była zostać dla interesów w
Wilnie jeszcze na dni parę. Deszcz, chociaż
niewielki padał od rana, gdy wyjechaliśmy jednak
po popasie z Bezdan (gdzie za garniec lekkiego
piwa wzięto z nas tylko 20 kop.) deszcz ustał.
Około w pół do szóstej dojechaliśmy do granicy
pryciuńskiej, gdzie przy samych kopcach spotkał
nas konno leśnik Michał Wąsewicz, który
pozdrowił nas i powiedział, że wszyscy w
Pryciunach przesyłają nam najniższe uszanowanie
i z utęsknieniem nas czekają, przytem podał
żonie i dzieciom trzy bukieciki złożone z
polnych pryciuńskich kwiatów. Gdy ruszyliśmy
dalej, leśnik galopował przed nami o kroków
kilkadziesiąt. Koło oberży Dolnej wszyscy
zatrzymaliśmy się. Wyszła tam na nasze spotkanie
arendarzowa Ałakinowa z matką i dziećmi i
uprzejmie prosiła abyśmy wstąpili do niej na
chwilę. Nie mogąc odmówić, zaszliśmy na chwilę
do czysto przybranej izby, gdzie stół zastawiony
był piwem, poziomkami i jeszcze jakimś napojem.
Skosztowawszy wszystkiego wyszliśmy z karczmy,
gdzie przedstawiali się nam gospodarze z
pobliskiej pryciuńskiej wioski Balińce oraz
kilku mężczyzn i niewiast z innych miejscowości
pryciuńskich. Stamtąd ruszyliśmy dalej,
poprzedzeni przez leśnika, jadąc już ciągle
ziemią pryciuńską, przez wioskę Szukiszki, gaj
Bryżyszki. Około 6 1/2 po południu stanęłyśmy w
Pryciunach. Dom mieszkalny znaleźliśmy ozdobiony
chorągiewkami różnokolorowemi; latarenkami,
wieńcami z dębów, któremi ozdobiona była i
główna brama przed dziedzińcem. Na facjacie
pałacyku w górze zawieszony był ogromnej
wielkości herb nasz dziedziczny, otoczony
chorągiewkami i zieleniną. Przy ganku spotkała
nas Natalia i Eufemia z chlebem i solą oraz
wszyscy inni członkowie rodziny, dzieciom i
żonie podane były wieńce kwiatów i bukiety. Na
fortepianie wykonywał się przez siostrzenice
marsz tryumfalny. Przy obiedzie, który prędko
nastąpił, kochany Antoś powitał nas wierszowaną
swojej utwory mową. Po obiedzie zjawił się
possesor Balsewicz z żoną i dziatkami, które
przyniosły kwiaty. Wieczorem Antoś urządził
iluminację, która i zakończyła uroczystość
przyjęcia nas, chociaż chorągiewki, wianki i
wszystkie ozdoby przez dni kilka jeszcze były na
swoim miejscu.
W
ciągu lata zwiedziliśmy wszystkie wioski,
zaścianki i w ogóle każdą chatę w obrębie
Pryciun. Niektórzy mieszkańcy spotkali nas z
chlebem i solą. Jednego wieczora jeździliśmy
o kilka wiorst ku rzeczce Papunży łowić raki.
Połów się nie udał, bo była wielka woda (złapano
jednego raka), ale przejażdżka ta fantastyczna,
widok ciemnej nocy i zapalone łuczywa nad wodą i
na murawie, przyjemne nader pozostawiła
wrażenie. W lipcu, gdy żeli żyto, w niektóre
dni było na polu jednocześnie do 100 żnici.
Według odbytego w lipcu 1877 roku popisu
ludności, okazało się, że w folwarku, wszystkich
wioskach i zaściankach pryciuńskich oraz w calem
territorium pryciuńskim liczy się mieszkańców
około 200 osób płci obój ej. 27 lipca 1877
roku odbyły się w Pryciunach sprawione przez nas
dożynki. Wianek, przy stosownych śpiewach,
podano mojej Klopci, niosła wianek Teofila
Szostakówna. Nastąpiła potem wieczerza;
chłodnik, kasza, jajecznica, pierogi, ser, wódka
i piwo. Przy wieczerzy my z Klopcią częścią
siedzieliśmy razem z włościanami przy wspólnym
stole i kosztowaliśmy niektóre potrawy
drewnianymi łyżkami z ogólnej misy, częścią zaś
usługiwaliśmy gościom. Przy końcu wieczerzy
piliśmy zdrowie wszystkich gości, do których ja
miałem wtedy następujące przemówienie:
Kochani Goście i Sąsiedzi! Po 13-to letniej
niebytości w Pryciunach, miło mi było spotkać tu
dawnych znajomych i poznać nowych mieszkańców
tej miejscowości. Poczciwość, pracowitość i
zgoda panujące po większej części w rodzinnem i
towarzyskiem życiu tutejszych rolników sprawiły
na nas nader przyjemne wrażenie. Dziesiejszy
dzień, w którym mamy ukontentowanie prawie
wszystkich was tu oglądać, podaje mi sposobność
do wyrażenia wam, Kochani Goście i Sąsiedzi,
serdecznych życzeń zdrowia, urodzajów i
wszelkich darów Bożych. W imieniu więc swojem,
żony, dzieci i rodzeństwa, piję zdrowie dawnych
i teraźniejszych mieszkańców pryciuńskich i w
ogóle wszystkich zgromadzonych tu gości. Wiwat!
Po wieczerzy nastąpiły tańce. Trzy skrzypce i
dwa bębenki zachęcały do tańców i stanowiły
improwizowaną orkiestrę. W ogóle gości było
około 140 osób mieszkańców pryciuńskich, znaczna
część ich tańczyła. My z Klopcią takoż jeden raz
przetańczyliśmy, również dzieci. Illiuminacja,
bengalskie i elektryczne ognie dopełniły
uroczystość, która się kończyła aż o godz. l po
północy, bo wszyscy bardzo wesoło i ochoczo
tańczyły. Dożynki te kosztowały nam około 30
rubli. 30 lipca w sobotę urządziliśmy bal
dziecinny. Zaproszone były wszystkie dzieci
mieszkańców pryciuńskich. Zebrało się ich
przeszło 60 osób, od 3 do 12 lat. Bal zaczął się
o 6-tej i skończył się o 9-tej po południu. Z
początku grano w różne gry, potem tańczono przy
skrzypcach i bębenku. Dawano dzieciom: piwo, ser
z chlebem, potem herbatę z pierogiem, w końcu po
dwie karmelki. Palono elektryczne ognie. Bal ten
kosztował 6 rubli. Ludwisia i Giefsia były jakby
gospodynie, przyjmowali gości i tańcowały z
włościańskimi chłopcami, z liczby których byli
niektórzy bardzo zręczni tancerze, piłem w
gronie dzieci i miałem do nich krotkę przemowę
treści moralnej. 31 lipca - dzień moich
urodzin obchodziliśmy w Pryciunach. Byli pp.
Daukszowie, ks. proboszcz, pp. Balsewiczowie i
panna Pilecka. Wieczorem była iluminacja i ognie
bengalskie i elektryczne, cała droga z mego
pokoju usypana była kwiatami. Zewnętrzna część
domu ubrana girlandami, chorągiewkami, herbami,
latarenkami etc. Podczas bytności w
Pryciunach, co niedzielę jeździliśmy do
bujwidzkiego kościoła o 6 wiorst oraz
odwiedzaliśmy pp. Daukszów w Rubnie o 5 wiorst,
Pileckich w Alfonsowie o 10 wiorst, Rabcewiczów
w Korejwiszkach o l 1/2 i Balsewiczów w
Kojranach o 3 mile. Brat tego ostatniego,
Konstanty Balsewiczjest possesorem w Pryciunach.
Jak on, tak i żona jego Zofia z domu
Rabcewiczówna, są to bardzo zacni i uprzejmi
ludzie, od których odbieramy tu tysiące usług i
dowodów życzliwości.
W
Pryciunach mam wielką homeopatyczną praktykę.
Codziennie przybywa do mnie dużo chorych nieraz
o 4 mile i widać homeopacja im pomaga, bo liczba
pacjentów codziennie się wzmaga. Bywa ich od 5
do 10 na dzień i więcej. Najbardziej trafne
wyleczenia były: kobieta uderzyła kłosem oko, na
którym zrobiło się bielmo i bardzo mało
widziała. Przez trzy dni przyjmowała Belladonę i
została uzdrowiona zupełnie. W końcu były dnie
takie, że chorych przychodziło i przyjeżdżało
osób 30, a niektórzy z nich brali lekarstwo dla
kilku nieobecnych osób. Bawiłem w Pryciunach dni
58, ale że w pierwszych dniach praktyki nie
miałem, licząc więc 50 dni praktyki tylko po 10
osób, wypadnie, że przyjąłem najmniej 500 wizyt
chorych, a lekarstwa wydałem najmniej dwa razy
tyle.
Raz
byliśmy w kościele w miasteczku Niemenczynpp.
Parczewskich o 12 wiorst od Pryciun. Kościół
murowany. Nie dojeżdżając do Niemenczyna przez
parę wiorst ciągnie się prześliczna górzysta
pozycja ponad brzegiem Wilii, nad którą w jednym
miejscu wielka przepaść, a z góry odkrywa się
cudowny widok na Wilię, las, doliny etc.
Oglądaliśmy również majętność Bohuszewiczów
Czyżyszki trzy wiorsty od Pryciun. Górzysta i
ładna pozycja,- oraz Balingródek z zamkniętym
murowanym kościołem nad Wilią, również trzy
wiorsty od Pryciun. 18 sierpnia gościnnie
przyjmowali nas w Kojranach (o 3 mile od
Pryciun) pp. Balsewiczowie. Majątek Pokrajczyzna
nad Wilią o 6 wiorst od Pryciun ma bardzo piękną
pozycję.
Dawnemi czasy na ziemi pryciuńskiej były
następujące rodziny poddanych: Mikulewicz, Woj
cię chów ski, Matulewicz, Czapliński, Łakis,
Kirdejko, Wołodkowicz, Wąsewicz. W ogóle
poddanych było dawnej w Pryciunach przeszło 50
dusz płci męskiej, a więc zapewne niemniej 100
dusz płci obojej. Z czynszowników przypominam
sobie Wyszomirskiego w Leomszkach, Piotrowskiego
w Szukiszkach, Hrymewskiego w Balińcach, Dawida
Karczmarza w Dolnej. Obecny (1877 r.) skład
mieszkańców pryciuńskich jest następujący: I.
Wieś Wysoka albo Nowosiołki, odległa od dworu
1/2 wiorsty, na chat 8, dawniej sześć było,
ziemi i łąk włók 8. Nazwiska gospodarzy
następujące: Mikulewicz Ignacy, Matulewicz
Mateusz, Piotrowski Ludwik, Czapliński Bazyli,
Jarmołowski Ignacy, Szostak Michał. II. Wieś
Łazaryszki, odległa od dworu l wiorsta, ma ziemi
i łąk przeszło 3 włoki. Miała niegdyś chat 5,
potem 3, a dziś 2 - Wołodko Michał,
Marcinkiewicz Tomasz. III. Wieś Balińce,
odległa l 1/2 wiorsty od dworu, ziemi i łąk włók
6. Miała i ma chat 3 - Ajewski Mateusz,
Pietkiewicz Stanisław, Lewrowski Adam. IV.
Wieś Szukiszki, odległa od dworu 2 1/2 wiorsty,
ma włók 9. Było i jest chat 4 - Jarmołowski
Ignacy, Ajewski Antoni, Bogucki Jan, Kulesza
Józef. Zaścianek Dolna, od dworu 3 wiorsty -
Biedulski Jan ma 1/2 włoki, Bogucki Romuald - l
włoka, Grzymajło Ignacy - l włoka, Zdanowska
Emilia - 1/2 włoki. Zaścianek Antypapunża, od
dworu 3 1/2 wiorsty. Ziemi l włoka - Wyszomirski
Edward. Zaścianek Wygoda, od dworu 5 wiorst,
ma l włókę - Paszkiewicz Kazimierz. Oprócz
tego, karczmę Dolną odległą od dworu o 3 wiorsty
arenduje starozakonny Alakin. Jest jeszcze
leśnik Michał Wąsewicz mający domek (odległy od
dworu o 1/2 wiorsty) z 8 morgami ziemi i łąki.
Do dworu należą laski: Bryżyszki,
Rynkowszczyzna, Zabłoczyzna i Błotniszki
(podMajkunami). Gatunek drzew: sosna, brzoza,
jodła, niekiedy olcha, klon, dąb i topól.
Widoki wszędzie prześliczne, widnokrąg odległy
na mil kilka, szczególniej ze strony dworu i od
kaplicy. Widać gołym okiem Kalwaria o 4 1/2 mile
odległa. Do dworu należy 3 1/2 włók ziemi i l
1/2 włóki łąk. Arenduje possesor Konstanty
Balsewicz. On i żona jego Zofia są bardzo zacni
ludzie. Balsewicz płaci arendy 600 rsr.
Czynszownicy i karczmarz opłacają 1268 rsr. W
ogóle dochód ryczałtowy Pryciun stanowi 1868
rsr. W ogóle całe Pryciuny mają ziemi, łąk i
lasów włók około 60, t, j. 1800 morgów lub około
9000 dziesięcin. Według skarbowych obliczeń
widocznie z dyferencją pokazuje w ogóle 1140
dziesięcin (urzędowe sprawozdanie), ale w tej
liczbie jest dużo ziemi nieużytecznej pod
bagnami, zaroślami, pastwiskami. Granice
Pryciun: wieś Majkuny, wieś Żwiniany, folwark
Chorążyszki, wieś Świętniki i majątki:
Pokrajczyzna i Czyżyszki. 27 sierpnia w
sobotę o godz. 10 1/2 z rana wyjechaliśmy z
Pryciun, o godz. l 1/4 z Bezdan, a około godz. 2
do Wilna". W końcu XIX wieku rozpoczęła się
powolna parcelacja ziem majątkowych. Gospodarze
arendujący ziemię dworską powoli wykupywali ją,
często zaciągając pożyczki w Rosyjskim Banku
Rolnym. Powstała sporo niedużych zaścianków,
których właścicielami była jedna, rzadziej dwie
rodziny. Ziemia przy samym dworze Pryciuny
przeszła w posiadanie rodziny Rodziewiczów.
Dawni właściciele zostawili sobie dworek, a
także kilka hektarów gruntu koło swej siedziby.
W roku 1899 na byłych ziemiach pryciuńskich były
następujące zaścianki (i ich nowi właściciele):
Wygoda, Kostulin, Giewciany (Miłosz), Liudwipol,
Romusiewo (Czepułkowski, Romusiewski), Antonopol
- Teklany (Łakis), Dolna (Gajewski), Arturowo
(Kuleszo), Szukiszki, Franopol, Balińce
(Wąsewicz), Łazaryszki (Gajewski), Bryżyszki
(Orłowski), Rynkowszczyzna (Balciul,
Maculewicz), Symonówka (Sienkiewicz), Natalin I
i II (Pieszko), Dolinowe (Czepułkowski), Wysoka
(Kieżun), Maripol (Sokołowski), Leoniszki
(Werkowski).
W
roku 1905 zmarł Antoni Łazarewicz, po nim
własność do pozostałości Pryciun przechodzi do
Artura Dolińskiego (majątek został prawnie
przysądzony l lipca 1906 roku). Po upływie
czterech lat, w roku 1909 umiera i Doliński
(pochowany na cmentarzu Rossa, dotychczas
istnieje piękny pomnik z czarnego granitu). W
międzyczasie została uroczyście wyświęcona
kaplica, dotąd na ogół nie używana do
odprawiania nabożeństw (budowana była jako
mauzoleum rodowe). O wyświęceniu kaplicy w
pamiętniku Dolińskiego jest napisane: ?1905
r. 19 lipca - uroczyście poświecona w Pryciunach
przez ks. inspektora Antoniego Czerniawskiego,
kaplica pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli.
Procesja wyszła z domu mieszkalnego i przybyła
na miejsce ze śpiewami, nastąpiło poświęcenie i
msza św. Całe sąsiedztwo i licznie zebrany lud
był obecny. 30 lipca. Po raz pierwszy
służyłem do mszy w kaplicy pryciuńskiej, po
wieloletniej przerwie. Mieliśmy w ciągu lata w
pryciuńskiej kaplicy 15 mszy św". Majątek
został przejęty przez zakonnice, które należały
do bezhabitowego zakonu Sióstr od Aniołów.
Zakonnice prowadziły także Towarzystwo
Filantropijne - Oświatowe "Labor". Zgromadzenie
zostało założone w Wilnie w 1889 roku dnia 31
marca przez ks. Kluczyńskiego, zaś w 1913 roku
zostało potwierdzone przez Papieża Piusa X. Swą
"centralę" zakonnice miały w Wilnie, dom przy
Trackiej 9 (był to prezent od Zofii hr.
Tyszkiewiczowej) Na Trackiej działało
schronisko staruszek, pracownia krawiecka i
pralnia. Do Sióstr Anielskich należały także
lokale przy Bobrujskiej 7, Piwnej 15, na
Antokolskiej, przy Kalwaryjska szosa 20. Swe
oddziały Zakon miał w Oszmianie, Mińsku
Litewskim, Baranowiczach, Nowogródku, Warszawie,
Krakowie. Do ?Laboru_ należało około 100 kobiet,
Towarzystwo zajmowało się dobroczynnością,
oświatą, prowadziło internaty dla dziewczynek. W
"daczy" w Pryciunach przez cały czas mieszkało
kilka zakonnic, latem na wakacje przyjeżdżały
grupy dziewczynek z internatów. Zakon i
Towarzystwo aktywnie działały do roku 1940, zaś
nielegalnie - aż do 1950 roku, kiedy to
"zainteresowało" się nim NKWD. Przełożonymi
generalnymi u Sióstr Anielskich w okresie
międzywojennym były: od 1921 roku - Maria
Moniuszkówna, od 1934 roku - Konrada Herman -
Iżycka. Przejęcie Pryciun przez zakonnice można
wytłumaczyć tym, że jedną z nich była córka
Dolińskiego, Ludwika.
Okres międzywojenny był łaskawy dla tych terenów
i miejscowej ludności. W latach dwudziestych w
Pryciunach, w budynku majątkowym otwarto
4-oddziałową szkołę, nie opodal w kaplicy
odbywały się nabożeństwa 2 razy w tygodniu
odprawiane przez proboszcza bujwidzkiego, pod
opieką zakonnic i miejscowego nauczyciela
uroczyście obchodzono święta państwowe i
kościelne. Szkoła w Pryciunach powstała około
roku 1925. Przez cały czas była pod "nadzorem"
zakonnic mieszkających w tymże budynku (w byłym
budynku dworskim, prócz szkoły, w 1925 roku
urządzono także domową kaplicę). Pierwszą
pryciuńską nauczycielką była Magdalena
Hryniewiczówna. W 1928 roku do szkoły
uczęszczało 51 uczni. Z wizytacji pryciuńskiej
szkoły, odbytej w tymże roku, wynika, że
"wiadomości dzieci III -go oddziału z jęz.
polskiego i rachunków, szczególnie z geometrii -
bardzo słabe. Poziom naukowy IV-go oddziału
przedstawia się nieco lepiej. Prace pisemne
dzieci niestaranne, rzadko przeglądane przez
nauczycielkę. Uzdolnienie pedagogiczne wykazuje
nauczycielka średnie, pracuje bezplanowo,
trzymając się więcej podręcznika niż programu,
do lekcji słabo przygotowana. Rutynę w nauczaniu
wykazuje słabą. Administruje szkołę nieudolnie,
kancelarię prowadzi mało umiejętnie. Stosunek do
dzieci i rodziców dobry. Czytelnictwo postawione
słabo". Hryniewiczówna przepracowała w
Pryciunach do roku 1935, w międzyczasie
zajmowała się nauczaniem także zakonnica Aniela
Olechnowicz. W 1935 roku przybył nowy nauczyciel
- Józef Szyrwiński. Jednak ?nie zżył" się z
zakonnicami, więc nauczał w Pryciunach chyba
parę lat. Następnie był niejaki A. Bohdanowicz,
zaś po nim - Kotecki.
W
okresie międzywojennym prężnie się rozwijało
rolnictwo na terenach podpryciuńskich. Celem
modernizowania rolnictwa i oświaty mieszkańców
wsi w dziedzinie agronomii, zootechniki i
postępowych form uprawy roślin, zakładano tzw.
kółka rolnicze. Jedno z kółek powstało w 1926
roku z centrum w Balmpolu (3 km na płn. - zach.
od Pryciun). Założycielami byli Jan Marcin
Falewicz (ur. 1867 r. właściciel folwarku
Balinpol, z wykształcenia inżynier - technolog),
Stanisław Wołejszo z Symonówki i Wincenty
Grygojć ze Ślepiszek. Do zorganizowanego Kółka
Rolniczego należeli mieszkańcy następujących
miejscowości: Balinpol, Ochotniki, Chorążyszki,
Symonówka, Janopol, Rynkowszczyzna, Pryciuny,
Czyżyszki, Bryżyszki, Dolna, Łazaryszki,
Żwiniany, Korejwiszki, Tauruliszki, Punżany,
Ślepiszki, Gałganiszki. W 1931 roku centrum
kółka przeniesiono do Ochotnik. Od 1935 roku
prezesem kółka był Jerzy Sienkiewicz z
Symonówki. W tym okresie w Ochotnikach
wybudowano budynek mleczarni i powstała tu
spółdzielnia mleczarska. W 1936 roku koło
rolnicze w Ochotnikach liczyło 63 członków.
Zorganizowano także Koło Gospodyń Wiejskich w
Ochotnikach (w 1936 roku były 24 członkinie).
Kółko Rolnicze organizowało kupno nasion
(zwłaszcza dobrych, urodzajnych odmian), nawozów
mineralnych, maszyn rolniczych. Urządzano także
odczyty o treści rolniczej (z Wilna przyjeżdżali
fachowi znawcy rolnictwa), pokazywano
przezrocza.
Z
danych za 1936 rok wynika, że przy szkole w
Pryciunach istniała biblioteka (146 tomów),
działał zespół dramatyczny (13 członków),
istniała świetlica, gdzie odbywały się spotkania
towarzyskie, wspólne czytanie, przedstawienia.
Prócz tego, w Pryciunach działało Stowarzyszenie
Młodzieży Katolickiej (19 członków) i Krucjata
Eucharystyczna (50 osób, pod opieką zakonnic
Rozalii Rodziewiczówny i Wandy Boniszewskiej).
Okres wojny i pierwsze lata powojenne przyniosły
nowe zmiany. Najpierw pożoga wojenna, później
"polowania" NKWD, kolektywizacja, repatriacja.
Sowieckie służby represyjne już od kilku lat
miały na oku zakonnice oraz szkołę w Pryciunach.
Aż się wyjaśniło, że ukrywa się tu zagrożony
przez NKWD i poszukiwany kapłan jezuita o.
Antoni Ząbek. Wiosną 1950 r. zostały aresztowane
zakonnice oraz ukrywający się kapłan.
Aresztowany został także ostatni kierownik
Pryciuńskiej Szkoły Podstawowej Medard Gajewski,
który brał czynny udział w ukrywaniu
poszukiwanego Antoniego Ząbka. Zatrzymano go w
Wilnie na dworcu kolejowym. Przybył właśnie z
uczniami szkoły w Pryciunach na wycieczkę do
Wilna... Rodzina Gajewskich (lub Ajewskich)
zamieszkuje w parafii bujwidzkiej już półtora
wieku. Legenda rodzinna twierdzi, że przybyli na
Litwę z Mazowsza. W drugiej połowie XVIII wieku
zamieszkiwali przy dworze Lubów koło Niemenczyna
(w dokumentach figuruj ą jako "wolni arendarze".
Nie posiadali własnej ziemi, więc dzierżawiono
ją w różnych majątkach). W połowie XIX wieku
bracia Antoni i Mateusz Gajewscy przybyli do
parafii bujwidzkiej i zamieszkali w Szukiszkach,
gdzie dzierżawili 40 dziesięcin ziemi. Jeden z
braci następnie przeniósł się do niedalekich
Balińc. Po kilkunastu latach Gajewscy wyruszyli
?w świat" - do innych dworów. Przez krótki czas
dzierżawiono ziemię u hr. Tyszkiewicza (folwark
Ustronie, parafia Korkożyszki) i u właścicieli
Rubna (zaścianek Nowianki). W końcu XIX wieku
potomkowie Mateusza Gajewskiego wrócili do
pryciuńskiego majątku i w czasie parcelacji
majątku kupili folwark Łazaryszki (ok. 80 ha) i
zaścianek Dolna (ok. 100 ha), a także zaścianek
Skinderyszki (parafia sużańska, ok. 100 ha),
gdzie mieszkali do połowy XX wieku. Wróćmy do
Pryciun z okresu powojennego.
Z
czasem podupadłe budynki dworskie zostały
rozebrane. Teraz można odszukać tylko porosłe
chwastami fundamenty. Z inicjatywy
bujwidzkiego proboszcza przez ostatnie trzy
lata, w końcu lipca, w dniu św. Ignacego Loyoli
(patrona kaplicy) była odprawiana msza św.
polowa, na którą tłumnie zbierała się okoliczna
ludność. Jest to piękny powrót do dawnej
tradycji. Mam nadzieję, że i w przyszłości stare
Pryciuny doczekają się tak licznych gości,
spotykając ich cieniem wiekowych sosen i
powiewem łagodnego wiatru na wzgórzu przy
kaplicy.
Źródła archiwalne
I CVIA (Państwowe Archiwum Historyczne w Wilnie)
f. 438 ap. l - 492; f. 525 ap. 15 - 603;
f. 526 ap. l - 3252; f. 526 ap. 3 - 2481;
f. 526 ap. 2-435,478; f. 694 ap. 3 - 76;
f. 1282 ap. l -658,6360; f. 1135 ap.
20-97-103. SA. (Dawne akta) - 74, 3819.
IIMAB (Biblioteka Akademii Nauk) - Dział
rękopisów f. 44 - 745, 746, 747, 749, 750,
751; f. 151 -1455, 1456, 1457. 
Rozdział:
poprzedni,
następny

Data pierwszej publikacji: 20.VI.2004
Data ostatniej aktualizacji: 05.V.2007 |
 |