Dzieje Pryciun


 

Jedną z ciekawszych miejscowości gminy - są Pryciuny. Obecnie jest to zaścianek liczący jedynie dwa gospodarstwa. Pamiątką z dawnych czasów Pryciun jest zbudowana w roku 1837 murowana kapliczka w stylu klasycystycznym. Pierwotnie przeznaczona była jako miejsce wiecznego spoczynku przedstawicieli rodu Łazarewiczów. Nie tak dawno, bo w okresie sowieckim, była całkowicie zdewastowana przez "poszukiwaczy skarbów", jednak z początkiem odrodzenia Litwy, staraniem miejscowej ludności, została pięknie odrestaurowana. Kilka lat temu Pryciuny doczekały się zaszczytnego gościa - metropolity diecezji wrocławskiej, ks. kardynała H. Gulbmowicza, który pochodzi z parafii bujwidzkiej. Wróćmy jednak do czasów odleglejszych. Omawiając przeszłość tej miejscowości, równolegle postaram się krótko opowiedzieć o dziejach najbliższych okolic. Na początku należałoby spojrzeć na prahistorię tych ziem, w tym celu muszę skorzystać z materiału archeologicznego. Wykopaliska dowodzą, że okolice Pryciun były zamieszkane co najmniej od 2 tysięcy lat. Nie opodal zaścianku Dolna znajduje się dość duże cmentarzysko kurhanowe. Przed paru laty ekipa archeologów litewskich przeprowadziła badania tego obiektu, z których wynika, że z cmentarzyska korzystano na przestrzeni kilku wieków. Znaleziska - to głównie wyroby z żelaza, brązu, ceramika, a także rewelacyjna biżuteria z IV wieku n. e., pochodząca z regionu czarnomorskiego. Cmentarzysko prawdopodobnie pochodzi z X - XI wieku n. e. Tyle z dziedziny archeologii. W czasach średniowiecznych Pryciuny oraz najbliższe okolice należały do Ekonomii Woj. Wileńskiego, czyli była to ziemia królewska. Wzmianki historyczne o Pryciunach, a raczej o niedalekich Szukiszkach pochodzą z połowy XVI wieku. Przeprowadzona wówczas reforma rolna (pomiara włóczna) jest dość dobrze udokumentowana. W materiałach źródłowych z roku 1557 mówi się o "siele" Szukiany z mieszkającym tam chłopem Maciejem Szukieniem (nazwa wsi zapewne pochodzi od nazwiska jej mieszkańców). Istniało także wtedy i "sioło" Preczuny, które mogło z czasem stać się opisywanymi teraz Pryciunami. W roku 1704 król polski August II Sas nadał wieś Szukiszki - Szukiany z zaściankami Pryciuliszki i Kureliszki niejakiemu Dominikowi Szamawskiemu. Majątek liczył wówczas tylko cztery włóki ziemi. Ówczesne Pryciuliszki można utożsamić z późniejszymi Pryciunami. Do majątku wchodził także zaścianek Apidema - Poddębie. Nazwa "apidema" istnieje nadal - jest to nieduża łąka z laskiem w okolicach Majkun. Majątek Szukiszki był więc małą majętnością graniczącą ze wsią jezuicką Żwiniany, z należącą do zakonu Karmelitanek Bosych wsią Majkuny. Na północy Szukiszki graniczyły ze Świątnikami (majątek prestymonialny Katedry Wileńskiej), od zachodu ze szlachecką okolicą Szostaków (późniejsze Korejwiszki, Szykszniszki, Fabianiszki). Niektórych majątków szlacheckich, np. Zabłoć żyzna, Pieszkowszczyzna, Gogociewszc żyzna (właściciele Śnieżkowie, Pieszkowie, Wyszomirscy) nie da się już zlokalizować. W roku 1722 Szukiszki znowu są w składzie Ekonomii Wileńskiej, należą do wójtostwa kłaczuńskiego, klucza niemieżańskiego. W dokumencie pochodzącym z tego właśnie roku jest napisane - "sioło Szukiany, włók 13, osiadłych włók 3, odłogiem stoi 8. Przy tym siole jest zaścianek Pryciuniszki, w nim włók dwie. W tym siole jest karczma Ławnika". Liczące wówczas cztery gospodarstwa Szukiszki zamieszkałe były przez chłopów o nazwiskach Strukas, Augunas, Janucis Ławnik, Czepulionis, Rynkunas, Rudis. W drugiej połowie XVIII Szukiszki były zasiedlone w większości przez rodzinę Wapsów - Wąsewiczów (w metrykach kościelnych z końca XVIII wieku czasami używało się nawet nazwy "Wapsy", gdy się mówiło o samej wsi). Metryki kościelne z końca XVIII wieku podają sporo nazw nieistniających teraz (lub istniejących pod innymi nazwami) miejscowości z okolic Pryciun - jak np. Joczepiewie, Karpołopie, Zabłoczyzna (był tu także cmentarz), Niskodworce, Wejna (może teraźniejsza Dolna?), Mokra. Na mocy uchwały konstytucji z roku 1790 Ekonomia Wileńska została oddana Radziwiłłom. W tym też roku wojewoda wileński Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" oddał wieś Szukiszki z zaściankami Michałowi hr. Ogińskiemu. Ten wkrótce odsprzedał majętność Józefowi Kolińskiemu. W roku 1791 Szukiszki miały już nowego właściciela - Antoniego Trappa, byłego komisarza porządkowego powiatu wileńskiego, aktualnie - kupca. Za czasów Trappa została zbudowana rezydencja w Pryciunach. W dokumencie czytamy: "(...) Antoni Trapp posydując erygował w kosztownej budowli folwark, pod nazwaniem Pryciun, przez co i wieś Szukiszki w swoim nazwaniu staje się tegoż nazwaniem aktorstwem...". Ostatni właściciel znacznie powiększył swój majątek, kupując ziemię od swych sąsiadów: w 1799 r. - wieś Gogociewszczyzna czyli Wysoka od Franciszka Szostaka, folwark Piaskowszczyzna od Bernarda Szostaka, a także inne zaścianki, takie jak Rynkowszczyzna, Zabłoczyzna, Balińce.

W roku 1811 powiększony majątek Pryciuny znowu był w rękach Józefa Kolińskiego, który za żonę miał Kunegundę z Trappów. Po upływie kilku lat, bo w 1818 roku 8 sierpnia Pryciuny zostały zakupione przez Antoniego Łazarewicza (herbu Kościesza), ówczesnego sekretarza kancelarii wileńskiego cywilnego gubernatora. Wraz z żoną Teklą (z domu Ehrenkreutza, córka majora wojsk polskich Michała von Ehrenkreutz, uczestnika Powstania Kościuszkowskiego, zginął podczas obrony Warszawy przed wojskami rosyjskimi) i dziećmi, Łazarewicz przybył do Wilna z Poznania, gdzie służył w strukturach policyjnych. Młodsze pokolenie Łazarewiczów to synowie Antoni i Romuald oraz córki Natalia, Tekla, Eufemia. W 1825 roku Antoni Łazarewicz zmarł i został pochowany na cmentarzu pryciuńskim, obok nowo nabytego dworu. Kilkanaście lat później, syn Antoni wybuduje tu murowaną kapliczkę, która w przyszłości miała służyć jako miejsce wiecznego spoczynku dla przedstawicieli rodziny Łazarewiczów. Jednak jedyną osobą, która spoczęła w podziemiach kaplicy, był właśnie Antoni Łazarewicz senior. Wdowa po Antonim w 1826 roku powtórnie wyszła za mąż za gubernialnego sekretarza Stanisława Dolińskiego (herbu Sas). Z drugiego małżeństwa byli: syn Artur (1831 rok), córka Karolina (l 827 rok). Młodsze pokolenie Łazarewiczów otrzymało dobre wykształcenie, a zwłaszcza syn Antoni. Przez długi czas pracował w Zarządzie Dóbr Państwa. Po uzyskaniu emerytury pracował w oświacie, zdobył tytuł asesora kolegialnego (m. in. przez długi okres był nauczycielem w szkółce niemenczyńskiej). Wiele czasu spędzał w odziedziczonych po ojcu Pryciunach. Już od roku 1840 pisywał wiersze, gromadził przyczynki historyczne, artystyczne i inne pamiątki Wilna. Od 1844 roku zaczął wydawać własnym nakładem (często z przeznaczeniem na cele dobroczynne) różne prace: tłumaczenia zachodnioeuropejskich poetów, utwory autorów krajowych. Opublikował także własne dzieła: zbiory wierszy "Raszyna" (l 863), "Wiązanka z pierwiosnków" (1881), prace historyczne - "Opis dzienny szkół i Uniwersytetu" (1876), "Diariusz znaczniejszych wypadków w Wilnie z 1781 - 1824" (1876). Po powstaniu styczniowym zyskał popularność jako pisarz dewocyjny -opublikował kilka modlitewników i książek do nabożeństwa. Próbował swych sił także na niwie pedagogiki -przygotował i wydał kilka podręczników szkolnych, a mianowicie: "Elementarz z czytankami" (l 879), "Elementarz polski" (1894), "Zarys geografii powszechnej" w wierszowanym opracowaniu. Dzieła swe najczęściej publikował pod pseudonimem Władysław Tekieliński (lub Teliński). Pod koniec życia Łazarewicz zajął się badaniem cmentarzy wileńskich i skrzętnie inwentaryzował ich nagrobki. Zbierał także przysłowia ludowe, stare druki. Pozostawił w rękopisie "Opis cmentarzy wileńskich katolickich_. Powszechnie szanowany, znany z dobroczynności zmarł bezżennie w 1905 roku. Pochowany na Rossie, obok matki, sióstr i dalszej rodziny.
Romuald Łazarewicz przez długi czas pracował w urzędach państwowych. W połowie XIX wieku Romuald wraz ze swą żoną porzucili życie świeckie wstępując do zakonu (Łazarewicz wstąpił do zakonu Trynitarzy w Wilnie). Po zdławieniu powstania styczniowego uciekł do Włoch, gdzie w 1871 roku wydał "Słownik gramatyki łacińskiej_. Zmarł w Rzymie.

Nieprzeciętną osobą był i Artur Doliński. Jeszcze jako dziecko opuścił Litwę i przez długi czas mieszkał w Petersburgu. Tam ukończył gimnazjum i postąpił na służbę państwową. Dosłużył się do tytułu radcy stanu (titularnyj sowietnik) i po wyjściu na emeryturę wrócił do Wilna. Była to osoba wszechstronnie utalentowana -muzyka, literatura, archeologia, medycyna - to tylko część zainteresowań Artura Dolińskiego. Łucjan Uziębło pisał: "był to znany już w Petersburgu meloman, amator śpiewak, który potem w Wilnie gościnnie otwierał swój salon artystom przejezdnym i u mego był uczczony przez społeczeństwo wileńskie nasz wielki pianista Ignacy Paderewski, który cały dochód z jednego koncertu ofiarował na ubogą uczącą się młodzież polską. Doliński niekiedy w prasie warszawskiej i ?Kraju_ petersbugskim zamieszczał swe ciekawe wzmianki o życiu muzycznym w Wilnie". Żywo interesował się historią, współpracował z Adamem Kirkorem (wysyłał swe teksty z Petersburgu do wydawnictw wileńskich Kirkora), miał talent pisarski, o czym świadczą pisane pięknym stylem listy i pamiętniki. Należał do Imperatorskiego Towarzystwa Archeologicznego. Podobno posiadał piękny głos i pewnie, żeby się kształcił w tym kierunku, zostałby śpiewakiem operowym. Śpiew był chyba główną domeną Dolińskiego. Zresztą wieczorki muzyczne dość często odbywały się w dworku pryciuńskim. Przy akompaniamencie fortepianu, swymi umiejętnościami wokalnymi popisywał się nie tylko Doliński, ale i jego późniejsza żona, siostry i goście. W 1870 roku Artur Doliński w Petersburgu ożenił się z Kleopatrą de Brittick. Mieli dwie córki - Genowefę i Ludwikę. Doliński zmarł w 1909 roku. Pochowany na wileńskiej Rossie.

Jak już pisałem wyżej, Doliński sporą część swego życia spędził w Rosji. Do Wilna i Pryciun, gdzie przebywała matka i reszta rodzeństwa przyjeżdżał dość rzadko, raz na kilka lat. Podróż na Litwę było dla niego wielkim świętem i przeżyciem. Przetrwałe do naszych czasów pamiętniki i listy Dolińskiego pięknie ilustrują życie w ówczesnych Pryciunach, obyczaje, gwarę z tych terenów (przetrwał także nieduży słowniczek gwary prychińskiej). W niniejszej pracy pragnę zamieścić fragmenty pamiętników Dolińskiego dotyczące właśnie wydarzeń w XIX-to wiecznych Pryciunach. Z listów do ojca w Petersburgu (Stanisław Doliński zmarł w 1873 roku w Petersburgu, pochowany na cmentarzu katolickim):

1853 rok 15 sierpnia, Wilno - "wróciłem z Pryciun, w których zabawiłem cztery dni, pogoda sprzyjała, nasycałem się przechadzką na świeżym powietrzu, jeździłem do Bujwidz w przeszłą niedzielę, a we wtorek byłem w Balingródku. U bujwidzkiego księdza wielką mam łaskę, od kilku lat niezasłużone oddaje mnie pochwały przed parafianami i teraz zatem X. Witkiewicz spotkał mnie jak najmilej i tysiące nagadał komplementów. W Balingródku teraz X. Woliński, ten sam (jeśli Papo pamięta) co był niegdyś w Wilnie w kościele św. Jana i zajmował się pogrzebami. Odnowiłem z nim znajomstwo, mówił, że zna i Papę. Jest to bardzo godny i powszechnie szanowany kapłan, szczególnie za to, że z gorliwością odbywa wszystkie kościelne usługi, jak np. do chorego i w dzień i w nocy piechotą nawet idzie, kiedy konia nie przyszłą.

Pryciuny już drugi rok wypuszczone w arendę szlachcicowi Godlewskiemu, który był kiedyś ekonomem u Sumina; jest to porządny człowiek i bardzo dobry gospodarz (...). Possesor mieszka w oficynie, oddano mu połowę ogrodu fruktowego, a pałacyk zostawiony na mieszkania dla dziedziców (...). Kilka lat temu sprzedano las pryciuński za 5000 rsr. i już kończy się wyrąbać. Zostały tylko nietykalne Bryżyszki, Zabłoczyzna i las dyfferencyjny. Jeszcze kochany Papo nie widział kapliczki, postawionej na cmentarzu w Pryciunach. Są to wiele starań i pracy dobrego Antosia (Łazarewicza - przyp. aut), który jak najszczęśliwiej dokonał tego przedsięwzięcia, kapliczka ta ozdobiona marmurowym kamieniem, na którym Antoś, bardzo zręcznie wyrąbał stosowny napis i litery wyzłocił".

Do połowy XIX wieku Pryciuny najczęściej były oddawane w dzierżawę dla różnych osób, później gospodarstwem w Pryciunach zajęła się sama Tekla Dolińska (primo voto Łazarewiczowa). Doliński pisał: "mama bez przerwy prawie w tym czasie zajmowała się gospodarką w Pryciunach, aż do chwili nadwyrężenia sobie wzroku (...). Później majątek ten nie przynoszący dotąd prawie żadnego dochodu, gdy wskutek familijnego układu przeszedł w ręce siostry naszej Natalii i męża jej Karola Mongina, oraz z powodu pomyślnych okoliczności i poprowadzenia przez nas interesów, co do wypisania liczących się przy tym majątku włościan i wolnych ludzi, przez co uniknięto nadziału ich ziemią, począł przynosić dziesięciokroć wyższy dochód niż poprzednio". Dodam, że Natalia Łazarewiczówna wyszła za mąż za Karola Mongina (powstańca z 1830 roku) w 1855 roku. Mongm planował zrobić z Pryciun wzorowe gospodarstwo - "Mongm w Pryciunach chce zrobić wielkie przeistoczenie: ma sprowadzić różne machiny i osadzić tam kolonię Niemców, dla czego projektuje odbyć podróż do Prus. Jak widać, wszystko objęto duchem progressu, aż do Łakisów i Kirdejków włącznie" -pisał Doliński. Wielkie zmiany w życiu Pryciun przyniósł wybuch powstania. Karol Mongin został oskarżony przez władze carskie o udzielanie pomocy powstańcom (pretekstem oskarżenia był donos sporządzony przez jednego z gospodarzy arendujących ziemię od Pryciun). Mongina zesłano do guberni orenburskiej, miasta Sterlitamak, skąd już nigdy nie wrócił (w 1869 roku zmarł od febry azjatyckiej). Majątek postanowiono sekwestrować, jednak dzięki prośbom Natalii Monginowej i protekcji niektórych urzędników czasowo zostawiono go w spokoju, nałożone jednak zostały wysokie podatki. Z pierwszych lat popowstaniowych pozostał opasły foliał dokumentów, znajdujących się obecnie w jednym z archiwów wileńskich. Interesuje nas zwłaszcza lustracja majątku, na podstawie której można odtworzyć wygląd ówczesnych Pryciun. Otóż, majątek liczył ponad 1200 hektarów gruntów uprawnych, łąk i lasów. W obrębie pryciuńskim były wsie: Nowosiołki, Wysoka, Szukiszki oraz zaścianki: Łazaryszki, Balińce, Dolna, Leoniszki, Antopunża. Budynki dworskie pochodziły prawdopodobnie z przełomu XVIII - XIX wieku. Dom mieszkalny drewniany, oszalowany, z gontowym dachem, nieduży ganeczek na słupach. Był to dość pokaźny budynek, bo liczył aż 6 pokoi czystych, miał 4 kaflowe piece. Jak się zdaje, miał wygląd typowego dworku kresowego. Prawie identyczna co do budowy i wymiarów była oficyna, która stała me opodal. W niedalekiej odległości stało ogromne gumno, spiżarnia, obory, stajnie, wozownia oraz kamienna lodownia (jedyny, prócz kaplicy, budynek, który przetrwał do naszych czasów). Gospodarstwo otaczał wielki, liczący ponad 100 drzew sad owocowy. W odległości paruset metrów, na wzgórzu, przy trakcie bystrzyckim między starymi sosnami bielała kaplica. Na ziemiach pryciuńskich była jedna karczma w zaścianku Dolna, którą w owych czasach arendował Żyd. Owa karczma stała tam już od bardzo dawnych czasów. Dokument z pocz. XVIII wieku wspomina o "karczmie Wejny", którą można zlokalizować w późniejszym zaścianku Dolna. Miejsce to było bardzo dogodne dla handlu, gdyż znajduje się na skrzyżowaniu dość ludnych traktów - bystrzyckiego (m. in. do Łyntup Połocka) oraz punżańskiego (w Punżanach działała przeprawa przez Wilię). Jak już pisałem wyżej, rodzina właścicieli majątku popadła w niełaskę władzy rosyjskiej. W 1865 roku, na mocy ukazu cara, majątki walczących o niepodległość Polaków, musiały być sprzedane osobom pochodzenia rosyjskiego, przybyłym z centralnych gubernii Rosji. Otóż w 1867 roku dwór Pryciuny został pod przymusem sprzedany za sumę 16 tysięcy rubli niejakiemu Aleksandrowi Gorbamowowi. Jak się zdaje, był on w dobrej komitywie z Arturem Dolińskim, który, jak już wiemy, był spokrewniony z rodziną Łazarewiczów. W ciągu następnych dziesięcioleci majątek faktycznie dalej zostawał we władaniu dawnych właścicieli, chociaż formalnie należał do A. Gorbaniowa, który większą część swego życia spędzał w rdzennej Rosji.

W drugiej połowie XIX wieku w Pryciunach zaczął gospodarzyć Antoni Łazarewicz. Po wyjściu na emeryturę często bywał tutaj. Razem z siostrami i chorą matką (Tekla Dolińska zmarła w 1877 roku, pochowana na Rossie) prowadzili swój nieduży majątek. Czasami z Petersburga na wakacje przyjeżdżał Artur Doliński z rodziną. Wspomnienia z przyjazdu w roku 1877 zostały utrwalone w pamiętnikach Dolińskiego:
"30 czerwca we czwartek o godzinie 12 1/4 po południu wyjechaliśmy z żoną i dziećmi z Wilna do Pryciun, drogą kołową, koczem zaprzężonym czterema pocztowymi końmi. Chciałem przejechać tą drogą, którą zwykle jechałem ze śp. Mamą w dzieciństwie. Były tu wówczas po drodze następujące oberży, niby stacje: za milę od Wilna - Romansówka, potem Werżówka, Topiele, Wilniszki (wieś), Dębówka, Bezdany, Skirsobole, Dolna i Pryciuny, obecnie wiele z tych oberży pokasowano, z innych porobiono zaścianki, natomiast stanęły niektóre nowe karczmy. W Bezdanach popasaliśmy więcej godziny i jechaliśmy w ogóle nie śpiesząc się, bo rodzeństwo tego żądało chcąc przygotować się na nasze przyjęcie. Natalia z Antosiem pojechali do Pryciun przed trzema dniami, Eufemia zaś z córkami Tecią i Femeczką oraz z wnukiem Kostusiem przybyli tylko godzinę przed nami, Tekla zmuszona była zostać dla interesów w Wilnie jeszcze na dni parę. Deszcz, chociaż niewielki padał od rana, gdy wyjechaliśmy jednak po popasie z Bezdan (gdzie za garniec lekkiego piwa wzięto z nas tylko 20 kop.) deszcz ustał. Około w pół do szóstej dojechaliśmy do granicy pryciuńskiej, gdzie przy samych kopcach spotkał nas konno leśnik Michał Wąsewicz, który pozdrowił nas i powiedział, że wszyscy w Pryciunach przesyłają nam najniższe uszanowanie i z utęsknieniem nas czekają, przytem podał żonie i dzieciom trzy bukieciki złożone z polnych pryciuńskich kwiatów. Gdy ruszyliśmy dalej, leśnik galopował przed nami o kroków kilkadziesiąt. Koło oberży Dolnej wszyscy zatrzymaliśmy się. Wyszła tam na nasze spotkanie arendarzowa Ałakinowa z matką i dziećmi i uprzejmie prosiła abyśmy wstąpili do niej na chwilę. Nie mogąc odmówić, zaszliśmy na chwilę do czysto przybranej izby, gdzie stół zastawiony był piwem, poziomkami i jeszcze jakimś napojem. Skosztowawszy wszystkiego wyszliśmy z karczmy, gdzie przedstawiali się nam gospodarze z pobliskiej pryciuńskiej wioski Balińce oraz kilku mężczyzn i niewiast z innych miejscowości pryciuńskich. Stamtąd ruszyliśmy dalej, poprzedzeni przez leśnika, jadąc już ciągle ziemią pryciuńską, przez wioskę Szukiszki, gaj Bryżyszki. Około 6 1/2 po południu stanęłyśmy w Pryciunach. Dom mieszkalny znaleźliśmy ozdobiony chorągiewkami różnokolorowemi; latarenkami, wieńcami z dębów, któremi ozdobiona była i główna brama przed dziedzińcem. Na facjacie pałacyku w górze zawieszony był ogromnej wielkości herb nasz dziedziczny, otoczony chorągiewkami i zieleniną. Przy ganku spotkała nas Natalia i Eufemia z chlebem i solą oraz wszyscy inni członkowie rodziny, dzieciom i żonie podane były wieńce kwiatów i bukiety. Na fortepianie wykonywał się przez siostrzenice marsz tryumfalny. Przy obiedzie, który prędko nastąpił, kochany Antoś powitał nas wierszowaną swojej utwory mową. Po obiedzie zjawił się possesor Balsewicz z żoną i dziatkami, które przyniosły kwiaty. Wieczorem Antoś urządził iluminację, która i zakończyła uroczystość przyjęcia nas, chociaż chorągiewki, wianki i wszystkie ozdoby przez dni kilka jeszcze były na swoim miejscu.

W ciągu lata zwiedziliśmy wszystkie wioski, zaścianki i w ogóle każdą chatę w obrębie Pryciun. Niektórzy mieszkańcy spotkali nas z chlebem i solą.
Jednego wieczora jeździliśmy o kilka wiorst ku rzeczce Papunży łowić raki. Połów się nie udał, bo była wielka woda (złapano jednego raka), ale przejażdżka ta fantastyczna, widok ciemnej nocy i zapalone łuczywa nad wodą i na murawie, przyjemne nader pozostawiła wrażenie.
W lipcu, gdy żeli żyto, w niektóre dni było na polu jednocześnie do 100 żnici.
Według odbytego w lipcu 1877 roku popisu ludności, okazało się, że w folwarku, wszystkich wioskach i zaściankach pryciuńskich oraz w calem territorium pryciuńskim liczy się mieszkańców około 200 osób płci obój ej.
27 lipca 1877 roku odbyły się w Pryciunach sprawione przez nas dożynki. Wianek, przy stosownych śpiewach, podano mojej Klopci, niosła wianek Teofila Szostakówna. Nastąpiła potem wieczerza; chłodnik, kasza, jajecznica, pierogi, ser, wódka i piwo. Przy wieczerzy my z Klopcią częścią siedzieliśmy razem z włościanami przy wspólnym stole i kosztowaliśmy niektóre potrawy drewnianymi łyżkami z ogólnej misy, częścią zaś usługiwaliśmy gościom. Przy końcu wieczerzy piliśmy zdrowie wszystkich gości, do których ja miałem wtedy następujące przemówienie:

Kochani Goście i Sąsiedzi!
Po 13-to letniej niebytości w Pryciunach, miło mi było spotkać tu dawnych znajomych i poznać nowych mieszkańców tej miejscowości. Poczciwość, pracowitość i zgoda panujące po większej części w rodzinnem i towarzyskiem życiu tutejszych rolników sprawiły na nas nader przyjemne wrażenie. Dziesiejszy dzień, w którym mamy ukontentowanie prawie wszystkich was tu oglądać, podaje mi sposobność do wyrażenia wam, Kochani Goście i Sąsiedzi, serdecznych życzeń zdrowia, urodzajów i wszelkich darów Bożych. W imieniu więc swojem, żony, dzieci i rodzeństwa, piję zdrowie dawnych i teraźniejszych mieszkańców pryciuńskich i w ogóle wszystkich zgromadzonych tu gości. Wiwat!
Po wieczerzy nastąpiły tańce. Trzy skrzypce i dwa bębenki zachęcały do tańców i stanowiły improwizowaną orkiestrę. W ogóle gości było około 140 osób mieszkańców pryciuńskich, znaczna część ich tańczyła. My z Klopcią takoż jeden raz przetańczyliśmy, również dzieci. Illiuminacja, bengalskie i elektryczne ognie dopełniły uroczystość, która się kończyła aż o godz. l po północy, bo wszyscy bardzo wesoło i ochoczo tańczyły. Dożynki te kosztowały nam około 30 rubli. 30 lipca w sobotę urządziliśmy bal dziecinny. Zaproszone były wszystkie dzieci mieszkańców pryciuńskich. Zebrało się ich przeszło 60 osób, od 3 do 12 lat. Bal zaczął się o 6-tej i skończył się o 9-tej po południu. Z początku grano w różne gry, potem tańczono przy skrzypcach i bębenku. Dawano dzieciom: piwo, ser z chlebem, potem herbatę z pierogiem, w końcu po dwie karmelki. Palono elektryczne ognie. Bal ten kosztował 6 rubli. Ludwisia i Giefsia były jakby gospodynie, przyjmowali gości i tańcowały z włościańskimi chłopcami, z liczby których byli niektórzy bardzo zręczni tancerze, piłem w gronie dzieci i miałem do nich krotkę przemowę treści moralnej.
31 lipca - dzień moich urodzin obchodziliśmy w Pryciunach. Byli pp. Daukszowie, ks. proboszcz, pp. Balsewiczowie i panna Pilecka. Wieczorem była iluminacja i ognie bengalskie i elektryczne, cała droga z mego pokoju usypana była kwiatami. Zewnętrzna część domu ubrana girlandami, chorągiewkami, herbami, latarenkami etc.
Podczas bytności w Pryciunach, co niedzielę jeździliśmy do bujwidzkiego kościoła o 6 wiorst oraz odwiedzaliśmy pp. Daukszów w Rubnie o 5 wiorst, Pileckich w Alfonsowie o 10 wiorst, Rabcewiczów w Korejwiszkach o l 1/2 i Balsewiczów w Kojranach o 3 mile. Brat tego ostatniego, Konstanty Balsewiczjest possesorem w Pryciunach. Jak on, tak i żona jego Zofia z domu Rabcewiczówna, są to bardzo zacni i uprzejmi ludzie, od których odbieramy tu tysiące usług i dowodów życzliwości.

W Pryciunach mam wielką homeopatyczną praktykę. Codziennie przybywa do mnie dużo chorych nieraz o 4 mile i widać homeopacja im pomaga, bo liczba pacjentów codziennie się wzmaga. Bywa ich od 5 do 10 na dzień i więcej. Najbardziej trafne wyleczenia były: kobieta uderzyła kłosem oko, na którym zrobiło się bielmo i bardzo mało widziała. Przez trzy dni przyjmowała Belladonę i została uzdrowiona zupełnie. W końcu były dnie takie, że chorych przychodziło i przyjeżdżało osób 30, a niektórzy z nich brali lekarstwo dla kilku nieobecnych osób. Bawiłem w Pryciunach dni 58, ale że w pierwszych dniach praktyki nie miałem, licząc więc 50 dni praktyki tylko po 10 osób, wypadnie, że przyjąłem najmniej 500 wizyt chorych, a lekarstwa wydałem najmniej dwa razy tyle.

Raz byliśmy w kościele w miasteczku Niemenczynpp. Parczewskich o 12 wiorst od Pryciun. Kościół murowany. Nie dojeżdżając do Niemenczyna przez parę wiorst ciągnie się prześliczna górzysta pozycja ponad brzegiem Wilii, nad którą w jednym miejscu wielka przepaść, a z góry odkrywa się cudowny widok na Wilię, las, doliny etc. Oglądaliśmy również majętność Bohuszewiczów Czyżyszki trzy wiorsty od Pryciun. Górzysta i ładna pozycja,- oraz Balingródek z zamkniętym murowanym kościołem nad Wilią, również trzy wiorsty od Pryciun. 18 sierpnia gościnnie przyjmowali nas w Kojranach (o 3 mile od Pryciun) pp. Balsewiczowie. Majątek Pokrajczyzna nad Wilią o 6 wiorst od Pryciun ma bardzo piękną pozycję.

Dawnemi czasy na ziemi pryciuńskiej były następujące rodziny poddanych: Mikulewicz, Woj cię chów ski, Matulewicz, Czapliński, Łakis, Kirdejko, Wołodkowicz, Wąsewicz. W ogóle poddanych było dawnej w Pryciunach przeszło 50 dusz płci męskiej, a więc zapewne niemniej 100 dusz płci obojej. Z czynszowników przypominam sobie Wyszomirskiego w Leomszkach, Piotrowskiego w Szukiszkach, Hrymewskiego w Balińcach, Dawida Karczmarza w Dolnej. Obecny (1877 r.) skład mieszkańców pryciuńskich jest następujący:
I. Wieś Wysoka albo Nowosiołki, odległa od dworu 1/2 wiorsty, na chat 8, dawniej sześć było, ziemi i łąk włók 8. Nazwiska gospodarzy następujące:  Mikulewicz Ignacy, Matulewicz Mateusz, Piotrowski Ludwik, Czapliński Bazyli, Jarmołowski Ignacy, Szostak Michał.
II. Wieś Łazaryszki, odległa od dworu l wiorsta, ma ziemi i łąk przeszło 3 włoki. Miała niegdyś chat 5, potem 3, a dziś 2 - Wołodko Michał, Marcinkiewicz Tomasz.
III. Wieś Balińce, odległa l 1/2 wiorsty od dworu, ziemi i łąk włók 6. Miała i ma chat 3 - Ajewski Mateusz, Pietkiewicz Stanisław, Lewrowski Adam.
IV. Wieś Szukiszki, odległa od dworu 2 1/2 wiorsty, ma włók 9. Było i jest chat 4 - Jarmołowski Ignacy, Ajewski Antoni, Bogucki Jan, Kulesza Józef.
Zaścianek Dolna, od dworu 3 wiorsty - Biedulski Jan ma 1/2 włoki, Bogucki Romuald - l włoka, Grzymajło Ignacy - l włoka, Zdanowska Emilia - 1/2 włoki.
Zaścianek Antypapunża, od dworu 3 1/2 wiorsty. Ziemi l włoka - Wyszomirski Edward.
Zaścianek Wygoda, od dworu 5 wiorst, ma l włókę - Paszkiewicz Kazimierz.
Oprócz tego, karczmę Dolną odległą od dworu o 3 wiorsty arenduje starozakonny Alakin.
Jest jeszcze leśnik Michał Wąsewicz mający domek (odległy od dworu o 1/2 wiorsty) z 8 morgami ziemi i łąki.
Do dworu należą laski: Bryżyszki, Rynkowszczyzna, Zabłoczyzna i Błotniszki (podMajkunami). Gatunek drzew: sosna, brzoza, jodła, niekiedy olcha, klon, dąb i topól.

Widoki wszędzie prześliczne, widnokrąg odległy na mil kilka, szczególniej ze strony dworu i od kaplicy. Widać gołym okiem Kalwaria o 4 1/2 mile odległa.
Do dworu należy 3 1/2 włók ziemi i l 1/2 włóki łąk. Arenduje possesor Konstanty Balsewicz. On i żona jego Zofia są bardzo zacni ludzie.
Balsewicz płaci arendy 600 rsr. Czynszownicy i karczmarz opłacają 1268 rsr. W ogóle dochód ryczałtowy Pryciun stanowi 1868 rsr.
W ogóle całe Pryciuny mają ziemi, łąk i lasów włók około 60, t, j. 1800 morgów lub około 9000 dziesięcin. Według skarbowych obliczeń widocznie z dyferencją pokazuje w ogóle 1140 dziesięcin (urzędowe sprawozdanie), ale w tej liczbie jest dużo ziemi nieużytecznej pod bagnami, zaroślami, pastwiskami. Granice Pryciun: wieś Majkuny, wieś Żwiniany, folwark Chorążyszki, wieś Świętniki i majątki: Pokrajczyzna i Czyżyszki.
27 sierpnia w sobotę o godz. 10 1/2 z rana wyjechaliśmy z Pryciun, o godz. l 1/4 z Bezdan, a około godz. 2 do Wilna".
W końcu XIX wieku rozpoczęła się powolna parcelacja ziem majątkowych. Gospodarze arendujący ziemię dworską powoli wykupywali ją, często zaciągając pożyczki w Rosyjskim Banku Rolnym. Powstała sporo niedużych zaścianków, których właścicielami była jedna, rzadziej dwie rodziny. Ziemia przy samym dworze Pryciuny przeszła w posiadanie rodziny Rodziewiczów. Dawni właściciele zostawili sobie dworek, a także kilka hektarów gruntu koło swej siedziby. W roku 1899 na byłych ziemiach pryciuńskich były następujące zaścianki (i ich nowi właściciele): Wygoda, Kostulin, Giewciany (Miłosz), Liudwipol, Romusiewo (Czepułkowski, Romusiewski), Antonopol - Teklany (Łakis), Dolna (Gajewski), Arturowo (Kuleszo), Szukiszki, Franopol, Balińce (Wąsewicz), Łazaryszki (Gajewski), Bryżyszki (Orłowski), Rynkowszczyzna (Balciul, Maculewicz), Symonówka (Sienkiewicz), Natalin I i II (Pieszko), Dolinowe (Czepułkowski), Wysoka (Kieżun), Maripol (Sokołowski), Leoniszki (Werkowski).

W roku 1905 zmarł Antoni Łazarewicz, po nim własność do pozostałości Pryciun przechodzi do Artura Dolińskiego (majątek został prawnie przysądzony l lipca 1906 roku). Po upływie czterech lat, w roku 1909 umiera i Doliński (pochowany na cmentarzu Rossa, dotychczas istnieje piękny pomnik z czarnego granitu). W międzyczasie została uroczyście wyświęcona kaplica, dotąd na ogół nie używana do odprawiania nabożeństw (budowana była jako mauzoleum rodowe). O wyświęceniu kaplicy w pamiętniku Dolińskiego jest napisane:
?1905 r. 19 lipca - uroczyście poświecona w Pryciunach przez ks. inspektora Antoniego Czerniawskiego, kaplica pod wezwaniem św. Ignacego Loyoli. Procesja wyszła z domu mieszkalnego i przybyła na miejsce ze śpiewami, nastąpiło poświęcenie i msza św. Całe sąsiedztwo i licznie zebrany lud był obecny.
30 lipca. Po raz pierwszy służyłem do mszy w kaplicy pryciuńskiej, po wieloletniej przerwie. Mieliśmy w ciągu lata w pryciuńskiej kaplicy 15 mszy św".
Majątek został przejęty przez zakonnice, które należały do bezhabitowego zakonu Sióstr od Aniołów. Zakonnice prowadziły także Towarzystwo Filantropijne - Oświatowe "Labor". Zgromadzenie zostało założone w Wilnie w 1889 roku dnia 31 marca przez ks. Kluczyńskiego, zaś w 1913 roku zostało potwierdzone przez Papieża Piusa X. Swą "centralę" zakonnice miały w Wilnie, dom przy Trackiej 9 (był to prezent od Zofii hr. Tyszkiewiczowej) Na Trackiej działało schronisko staruszek, pracownia krawiecka i pralnia. Do Sióstr Anielskich należały także lokale przy Bobrujskiej 7, Piwnej 15, na Antokolskiej, przy Kalwaryjska szosa 20. Swe oddziały Zakon miał w Oszmianie, Mińsku Litewskim, Baranowiczach, Nowogródku, Warszawie, Krakowie. Do ?Laboru_ należało około 100 kobiet, Towarzystwo zajmowało się dobroczynnością, oświatą, prowadziło internaty dla dziewczynek. W "daczy" w Pryciunach przez cały czas mieszkało kilka zakonnic, latem na wakacje przyjeżdżały grupy dziewczynek z internatów. Zakon i Towarzystwo aktywnie działały do roku 1940, zaś nielegalnie - aż do 1950 roku, kiedy to "zainteresowało" się nim NKWD. Przełożonymi generalnymi u Sióstr Anielskich w okresie międzywojennym były: od 1921 roku - Maria Moniuszkówna, od 1934 roku - Konrada Herman - Iżycka. Przejęcie Pryciun przez zakonnice można wytłumaczyć tym, że jedną z nich była córka Dolińskiego, Ludwika.

Okres międzywojenny był łaskawy dla tych terenów i miejscowej ludności. W latach dwudziestych w Pryciunach, w budynku majątkowym otwarto 4-oddziałową szkołę, nie opodal w kaplicy odbywały się nabożeństwa 2 razy w tygodniu odprawiane przez proboszcza bujwidzkiego, pod opieką zakonnic i miejscowego nauczyciela uroczyście obchodzono święta państwowe i kościelne. Szkoła w Pryciunach powstała około roku 1925. Przez cały czas była pod "nadzorem" zakonnic mieszkających w tymże budynku (w byłym budynku dworskim, prócz szkoły, w 1925 roku urządzono także domową kaplicę). Pierwszą pryciuńską nauczycielką była Magdalena Hryniewiczówna. W 1928 roku do szkoły uczęszczało 51 uczni. Z wizytacji pryciuńskiej szkoły, odbytej w tymże roku, wynika, że "wiadomości dzieci III -go oddziału z jęz. polskiego i rachunków, szczególnie z geometrii - bardzo słabe. Poziom naukowy IV-go oddziału przedstawia się nieco lepiej. Prace pisemne dzieci niestaranne, rzadko przeglądane przez nauczycielkę. Uzdolnienie pedagogiczne wykazuje nauczycielka średnie, pracuje bezplanowo, trzymając się więcej podręcznika niż programu, do lekcji słabo przygotowana. Rutynę w nauczaniu wykazuje słabą. Administruje szkołę nieudolnie, kancelarię prowadzi mało umiejętnie. Stosunek do dzieci i rodziców dobry. Czytelnictwo postawione słabo". Hryniewiczówna przepracowała w Pryciunach do roku 1935, w międzyczasie zajmowała się nauczaniem także zakonnica Aniela Olechnowicz. W 1935 roku przybył nowy nauczyciel - Józef Szyrwiński. Jednak ?nie zżył" się z zakonnicami, więc nauczał w Pryciunach chyba parę lat. Następnie był niejaki A. Bohdanowicz, zaś po nim - Kotecki.

W okresie międzywojennym prężnie się rozwijało rolnictwo na terenach podpryciuńskich. Celem modernizowania rolnictwa i oświaty mieszkańców wsi w dziedzinie agronomii, zootechniki i postępowych form uprawy roślin, zakładano tzw. kółka rolnicze. Jedno z kółek powstało w 1926 roku z centrum w Balmpolu (3 km na płn. - zach. od Pryciun). Założycielami byli Jan Marcin Falewicz (ur. 1867 r. właściciel folwarku Balinpol, z wykształcenia inżynier - technolog), Stanisław Wołejszo z Symonówki i Wincenty Grygojć ze Ślepiszek. Do zorganizowanego Kółka Rolniczego należeli mieszkańcy następujących miejscowości: Balinpol, Ochotniki, Chorążyszki, Symonówka, Janopol, Rynkowszczyzna, Pryciuny, Czyżyszki, Bryżyszki, Dolna, Łazaryszki, Żwiniany, Korejwiszki, Tauruliszki, Punżany, Ślepiszki, Gałganiszki. W 1931 roku centrum kółka przeniesiono do Ochotnik. Od 1935 roku prezesem kółka był Jerzy Sienkiewicz z Symonówki. W tym okresie w Ochotnikach wybudowano budynek mleczarni i powstała tu spółdzielnia mleczarska. W 1936 roku koło rolnicze w Ochotnikach liczyło 63 członków. Zorganizowano także Koło Gospodyń Wiejskich w Ochotnikach (w 1936 roku były 24 członkinie). Kółko Rolnicze organizowało kupno nasion (zwłaszcza dobrych, urodzajnych odmian), nawozów mineralnych, maszyn rolniczych. Urządzano także odczyty o treści rolniczej (z Wilna przyjeżdżali fachowi znawcy rolnictwa), pokazywano przezrocza.

Z danych za 1936 rok wynika, że przy szkole w Pryciunach istniała biblioteka (146 tomów), działał zespół dramatyczny (13 członków), istniała świetlica, gdzie odbywały się spotkania towarzyskie, wspólne czytanie, przedstawienia. Prócz tego, w Pryciunach działało Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej (19 członków) i Krucjata Eucharystyczna (50 osób, pod opieką zakonnic Rozalii Rodziewiczówny i Wandy Boniszewskiej).
Okres wojny i pierwsze lata powojenne przyniosły nowe zmiany. Najpierw pożoga wojenna, później "polowania" NKWD, kolektywizacja, repatriacja. Sowieckie służby represyjne już od kilku lat miały na oku zakonnice oraz szkołę w Pryciunach. Aż się wyjaśniło, że ukrywa się tu zagrożony przez NKWD i poszukiwany kapłan jezuita o. Antoni Ząbek. Wiosną 1950 r. zostały aresztowane zakonnice oraz ukrywający się kapłan. Aresztowany został także ostatni kierownik Pryciuńskiej Szkoły Podstawowej Medard Gajewski, który brał czynny udział w ukrywaniu poszukiwanego Antoniego Ząbka. Zatrzymano go w Wilnie na dworcu kolejowym. Przybył właśnie z uczniami szkoły w Pryciunach na wycieczkę do Wilna...
Rodzina Gajewskich (lub Ajewskich) zamieszkuje w parafii bujwidzkiej już półtora wieku. Legenda rodzinna twierdzi, że przybyli na Litwę z Mazowsza. W drugiej połowie XVIII wieku zamieszkiwali przy dworze Lubów koło Niemenczyna (w dokumentach figuruj ą jako "wolni arendarze". Nie posiadali własnej ziemi, więc dzierżawiono ją w różnych majątkach). W połowie XIX wieku bracia Antoni i Mateusz Gajewscy przybyli do parafii bujwidzkiej i zamieszkali w Szukiszkach, gdzie dzierżawili 40 dziesięcin ziemi. Jeden z braci następnie przeniósł się do niedalekich Balińc. Po kilkunastu latach Gajewscy wyruszyli ?w świat" - do innych dworów. Przez krótki czas dzierżawiono ziemię u hr. Tyszkiewicza (folwark Ustronie, parafia Korkożyszki) i u właścicieli Rubna (zaścianek Nowianki). W końcu XIX wieku potomkowie Mateusza Gajewskiego wrócili do pryciuńskiego majątku i w czasie parcelacji majątku kupili folwark Łazaryszki (ok. 80 ha) i zaścianek Dolna (ok. 100 ha), a także zaścianek Skinderyszki (parafia sużańska, ok. 100 ha), gdzie mieszkali do połowy XX wieku.
Wróćmy do Pryciun z okresu powojennego.

Z czasem podupadłe budynki dworskie zostały rozebrane. Teraz można odszukać tylko porosłe chwastami fundamenty.
Z inicjatywy bujwidzkiego proboszcza przez ostatnie trzy lata, w końcu lipca, w dniu św. Ignacego Loyoli (patrona kaplicy) była odprawiana msza św. polowa, na którą tłumnie zbierała się okoliczna ludność. Jest to piękny powrót do dawnej tradycji. Mam nadzieję, że i w przyszłości stare Pryciuny doczekają się tak licznych gości, spotykając ich cieniem wiekowych sosen i powiewem łagodnego wiatru na wzgórzu przy kaplicy.

Źródła archiwalne
I CVIA (Państwowe Archiwum Historyczne w Wilnie)
f. 438 ap. l - 492;
f. 525 ap. 15 - 603;
f. 526 ap. l - 3252;
f. 526 ap. 3 - 2481;
f. 526 ap. 2-435,478;
f. 694 ap. 3 - 76;
f. 1282 ap. l -658,6360;
f. 1135 ap. 20-97-103.
SA. (Dawne akta) - 74, 3819.
IIMAB (Biblioteka Akademii Nauk) - Dział rękopisów
f. 44 - 745, 746, 747, 749, 750, 751;
f. 151 -1455, 1456, 1457.

 

Rozdział:

poprzedni następny

 

Data pierwszej publikacji: 20.VI.2004

Data ostatniej aktualizacji: 05.V.2007