Dzieje ziemi bujwidzkiej


 

Pięć wieków historii Bujwidz


Otwórzmy wielką księgę historii i zapoznajmy się z przeszłością miasteczka Bujwidze.
 

"Kiedy przejechali strumień, pełen wijących się jak piskorze wodorostów, droga znowu wspięła się na piaszczysty pagór, las rozstąpił się ukazując tuż przed sobą zaczajone miasteczko Bujwidze. Zobaczyli kościół śród drzew na wzgórzu okolony murkiem z kamieni polnych, pochyły plac przed kościołem, na którym stały bryczki, powoziki i zwykłe chłopskie wozy, parę kramów z obwarzankami i piernikami, a to wszystko otoczone kilkoma domami, co stanowiło sedno tego zagubionego w borach miasteczka." Taki widok mieli przed oczyma bohaterowie książki T. Konwickiego pt. "Bohiń". Zresztą w utworach Konwickiego Bujwidze są wspominane dość często. Teraźniejsze osiedle Bujwidze to nieduża miejscowość na płn. - wsch. krańcu rejonu wileńskiego, tuż przy granicy państwowej. Mieści się tu także centrum gminy i parafii bujwidzkiej. Gmina bujwidzka jest zamieszkana w zdecydowanej większości przez Polaków (według danych z roku 1990 w gminie było 1367 mieszkańców, z czego 1297 stanowią Polacy, 13 - Litwini, 30 - Rosjanie oraz 27 - inne narodowości)
Osiedle nie ma teraz żadnych znaczniejszych zabytków architektonicznych ani historycznych, kompensują to jednak walory przyrodnicze - zakola Wilii, łagodne wzgórza morenowe, sosnowe bory. Jest to zresztą teren charakterystyczny dla okolic Wilna. Chociaż oficjalna nazwa osiedla brzmi Buivydżiai, jednak miejscowi mieszkańcy używają starej, przedwojennej nazwy - Bujwidze. W najstarszych dokumentach archiwalnych z XVI wieku nazwa osady brzmi trochę inaczej - Bujwidy bądź Bojwidy. Pochodzenie nazwy osiedla jest trudne do objaśnienia. Sami mieszkańcy Bujwidz tak oto tłumaczą pochodzenie nazwy swego osiedla:
- Pewnego razu Napoleon stał na górze i zobaczył, że w dolinie toczy się walka pomiędzy Francuzami a Rosjanami. Zobaczył i powiedział - "Bój widzę". Stąd jakoby nazwa miasteczka - Bujwidze. Prawdopodobnie opowieść tę można zaliczyć do legend, mającą niedużo wspólnego z prawdą. Nazwę raczej trzeba wywodzić od dość pospolitego niegdyś imienia bądź nazwiska "Bujwid". Nazwa mogła powstać od mieszkającej tu niegdyś rodziny, noszącej nazwisko Bujwid, chociaż opisy z XVI wieku nie wymieniają już tu mieszkających ludzi o tak brzmiącym nazwisku.

Osada założona była na lewym brzegu Wilii, przy ujściu dwóch niedużych strumieni. Większy z nich, zwany teraz Bujwidką, w dokumentach archiwalnych ma, co najmniej trzy wersje nazwy. Spotkałem następujące -Mejłupis, Montka, Munduć. Są to nazwy oryginalne i mające na pewno bardzo stare pochodzenie. Miejsce dawnej osady jest trudne do zlokalizowania, nie przeprowadzano, bowiem w okolicach Bujwidz badań archeologicznych. Ludzie mieszkają tu od dawna, o czym świadczą położone w lasach przy zaścianku Wesełucha kurhany ciałopalne (VIII - XII wiek). Zresztą okolice tych kurhanów mogły też mieć dawniej inne przeznaczenie. Jeszcze w XIX wieku i dawniej istniał tu zaścianek Święty (czasami nazywany Światełka). Sądząc z nazwy, która pochodzi zapewne z czasów pogańskich, mogło tu istnieć jakieś centrum kultu religijnego. Nasuwa się zatem wniosek, że ziemia kryje w sobie wiele tajemnic, potrzebne są tu jednak gruntowne badania archeologiczne.

W czasach późniejszych Bujwidze i okolice miały należeć do lokalnego księstwa Nalszcza (później stało się ono dzielnicą Księstwa Litewskiego). Kilka kilometrów na wschód prawdopodobnie przechodziła granica ogromnego majątku książąt Świrskich z centrum w Świrze (mówią o tym niedalekie Świrany, Świranki itp. blisko Kiemieliszek). Osada była prawdopodobnie położona na pograniczu, gdyż niedaleki Niemenczyn miał być grodem granicznym księstwa Dziawołtwa - Deltuwa. Opisane wyżej księstwo Nalszcza stanowiło olbrzymie terytorium obejmujące wschodnią część teraźniejszej Litwy oraz zachodnią część Białorusi. Z czasem tereny te stały się własnością wielkiego księcia. Bujwidze, będące wówczas ziemią książęcą, następnie królewską, w roku 1537 nadane zostały przez króla Zygmunta Augusta szlachcicowi Andrzejowi Dłuskiemu (herbu Trzaska i Półkozic). Ów Dłuski był prawdopodobnie związany z wojskiem, gdyż w spisie wojska litewskiego z roku 1567 napisane, że Andrzej Dłuski z dworu swego Bujwidz wystawił zbrojnego jeźdźca z koniem, zaś sam służy pani Kiszczynej. Właściciel Bujwidz zmarł w roku 1584 i został pogrzebany przy kościele parafialnym w Bystrzycy w obrzędzie rzymskokatolickim. Zgodnie ze sporządzonym testamentem majątek miał być podzielony między synami: Janem, Mikołajem, Jerzym, Piotrem, Hieronimem i Aleksandrem (do Dłuskich należały wówczas majętności w powiatach lidzkim, mińskim, orszańskim i wileńskim). Dwór bujwidzki otrzymał Jan Dłuski. Z tekstu testamentu dowiadujemy się, że istniał wtedy dworek nad Wilią, także dziesięć gospodarstw chłopskich. Podane są także nazwiska wieśniaków, a mianowicie - Mundutis, Stanisławie lis, Stakun Jeninowicz, Janul Jekiterewicz, Jurgiel Jekiterewicz, Łukasz Joderg. W 1598 roku Dłuscy nabywają także sąsiednie Pilwiszki od sekretarza królewskiego J. Łowejki. W ciągu następnych kilkunastu lat Bujwidze przechodziły z rąk do rąk pomiędzy przedstawicieli rodu Dłuskich. W końcu, w 1620 roku Jan Januszewicz Dłuski odsprzedał Bujwidze dla niejakiego Urbanowicza, jednak z niewiadomej przyczyny majątek został od Urbanowicza zabrany i stając się państwowym (lennym) nadany przez króla w 1621 roku Eliaszowi Skokowskiemu. Następnym właścicielem Bujwidz był Cyprian Paweł Brzostowski, ówczesny stolnik wileński i pisarz dekretowy. Akt nadania był podpisany przez króla Jana Kazimierza w roku 1655 dnia 12 lutego. Rodzina magnacka Brzostowskich (herbu przelęknieni nieprzyjacielskimi krokami, otwarcie przez biskupa inflanckiego rozpoczętymi, a nieznający jeszcze tajnych zamiarów Brzostowskiego, z całą ufnością złożyli mu w depozyt bogate kościelne srebra i summę klasztorną znajdującą się w gotowiźnie, na co Brzostowski zakonników zarewersował. - Brzostowski i Radziszewski wspólnie z biskupem inflanckim, podstępnie przeciw zakonnikom w Rzymie działać musieli, kiedy obaj pod jedną datą tj. 1782 r. Septembra 6 dnia uzyskali od Stolicy Apostolskiej bulle: Biskup Kossakowski na zwrot sobie majątku Widziniszki - dwaj drudzy zaś na odjęcie zakonnikom Miłaszun i Bujwidz. Wskutek buli papieskich, sub dole uzyskanych, obaj zajęli rzeczone dobra. Biskup mający przy tym władzę duchowną w swych ręcach, w 1783 roku całą ruchomość i sprzęt tak kościelny, jako też i klasztorny zabrał, wolę fundatora zniszczył, osoby zakonne wypędził i bez sposobu do życia zostawił, plebanię zaś i probostwo świeckie na miejscu XX. Kanoników ustanowił. Na jakową krzyw de wyrządzoną zakonowi przez biskupa inflackiego, ówczesny infułat widziniski ks. Kazimierz Widmont manifest zapisał. Wszczął się proces zawzięty. Kanonicy Regularni widząc się wyzutymi z funduszów, w 1784 roku zapozwali przed sąd ziemski trocki tak biskupa Kossakowskiego, jako Brzostowskiego i Radziszewskiego o niesłuszny zabór majątków, Brzostowskiego zaś raz jeszcze zapozwali o złożone u niego srebra i summy kościelne. Lubo sąd ziemski bullę papieską, z tytułu, iż ona nadań królewskich unieważniać nie może, dekretem swoim podniósł i jej skutki uchylił, lubo o nieprawny zabór majątków Brzostowskiego i Radziszewskiego obwinił - dobra te zakonnikom wróconymi nie zostały. Pieniano się czas długi o owe dobra i jeszcze w 1806 roku prokurator generalny zakonu ks. Teofil de Błock wchodził z nowymi prośbami na Michała Brzostowskiego i Michała Radziszewskiego o majątki przez nich zabrane (...). Wszystkie zakonników usiłowania i zabiegi okazały się bezskutecznymi albowiem ostatecznie majątek Miłaszuny pozostał przy Brzostowskim, Bujwidze zaś dostał Radziszewski" (herbu Radwan).

Mogę tu jeszcze dodać, że Michał Radziszewski biorąc za żonę siostrę Brzostowskiego Ludwikę, dwór bujwidzki dostał w posagu. Od tej pory Bujwidze stały się majątkiem dziedzicznym Radziszewskich. Właściciel założył tu swoją rezydencję, budując piękny pałac, podobno według projektu Wawrzyńca Gucewicza. Dokładna data rozpoczęcia budowy nie jest znana. Pierwszy opis pałacu, jaki udało się znaleźć, pochodzi z 1820 roku. Z niego wynika, że wówczas budynek nie był do końca urządzony, przy tym zniszczeń dokonały wypadki wojenne roku 1812. Więc czytamy: "Wjeżdżając do dworu linia prosta od kościoła wierzbami i jarzębiną wysadzona, ani bramy, ani ogrodzenia nie masz. Budynek mieszkalny - dwupiętrowy z cegły murowany, frontem do kościoła a przeciwną stroną na wyniosłym brzegu do rzeki Wilii obrócony. Dom ten przez Michała Radziszewskiego postawiony, w czasie ostatniej wojny przez wojska nieprzyjaciela zrujnowany, dotąd niezupełnie wyreparowany, po wielu miejscach tynk poodpadał, ściany popękały, daszek słomą kryty zacieka. Wewnętrzne rozporządzenie następne: na dole sutereny, reszta zaś na dole nieskończona, nieotynkowana, bez podłogi, bez pieców i okien, niezamieszkałe stoi. Na pierwsze piętro wchodzi się po wysypanym ziemią, zamiast gradusow, wejściu - od sieni i prosto do salonu, wzdłuż na dwie duże części cały dom przedzielających. - Po obu stronach sieni i salonu znajdują się, po lewej pięć, a po prawej cztery niewielkie pokoje, po wojnie odnowione i należycie opatrzone. Na samej górze nad salonem duży skład." Obok pałacu stała także nieduża murowana parterowa oficyna oraz stajnia i wozownia. Dalszy teren wokół pałacu wyglądał następująco: "Te trzy budynki oddzielone od zabudowań folwarcznych wąskim a głębokim parowem, opasane w koło ogrodami warzywnymi w kwatery podzielonymi. Na dole przy Wilii, dla osuszenia dolnego ogrodu mała okrągła sadzawka, oprócz kilkunastu sztuk wisien, innych drzew fruktowych nie znajduje się."

Po Michale Radziszewskim objął dziedzictwo w Bujwidzach synjego, Stanisław. Stanisław Radziszewski służył w wojsku francuskim i otrzymał stopień pułkownika. W 1813 r. był podszefem sztabu w korpusie marszałka ks. Belluno. W bitwie pod Lipskiem dostał się do niewoli. Po skończonej wojnie opuścił służbę, pojął za żonę Klarę Abramowiczównę z Biennicy, osiadł na wsi, w majątku swoim liii, Bujwidze zaś oddano w dzierżawę. Przez długi czas sprawował urząd marszałka powiatowego, najpierw w Wilnie, potem w Wilejce. W 1831 roku był naczelnikiem sił zbrojnych powiatu wilejskiego, następnie w korpusie Giełguda dowodził 26. pułkiem liniowym. Po zdobyciu przez wojska rosyjskie Warszawy, emigrował i zmarł w Paryżu. Będąc uczestnikiem powstania listopadowego, był uważany przez rząd rosyjski za niebezpiecznego przestępcę. Majątki takich osób miały być poddane konfiskacie na rzecz skarbu państwa. Tak też się stało z majątkiem Bujwidze w 1835 roku. Przed przejęciem Bujwidz pod administrację państwa, przeprowadzono dokładną lustrację majętności. Dokument ten podaje bardzo dokładny opis wyglądu ówczesnego dworu, także ogólny stan ziem majątkowych. Z opisu pałacu widzimy, że od roku 1820 zaszły tu pewne zmiany. Otóż pałac miał następujące rozmiary - długość ok. 21 m, szerokość ok. 19 metrów. Dach budynku częściowo był kryty dachówką, częściowo - słomą. Parter pałacu składał się z kuchni (z szarym kaflowym piecem oraz ceglaną podłogą) oraz siedmiu różnej wielkości pokoi. Pierwsze piętro - to 14 niedużych pomieszczeń z 2 piecami. Wszystko tu solidnie urządzone - parkietowe podłogi, tynkowane białe sufity. Na poddaszu urządzona była spiżarnia. Nie opodal stojąca oficyna - murowana, parterowa, składała się z 6 pokoi oraz 2 korytarzy. Przy oficynie, z południowej strony, dobudowana była oranżeria. Do zabudowań folwarcznych należały - lodownia, piętrowa syrnica, spiżarnia, browar, młyn na rzeczce Bujwidce. Obory oraz gumno były porządnie pobudowane - na kamiennych fundamentach, drewniane ściany zakładane do kamiennych słupów. Dookoła budynków dworskich urządzony był park angielski (ok. 2 ha) wysadzany dzikimi drzewami. W parku stały dwie drewniane altanki. Ogólne rozmieszczenie budynków widoczne jest na planie majątku (l 829). Na ziemiach majątkowych były wówczas 4 karczmy - w Bulbówce, Szałnojciach, Brzegówce oraz w miasteczku Bujwidzę. Wieś liczyła wtedy 13 siedzib, miasteczko zaś, prócz kościoła, 4 domy. Do majątku należały także zaścianki - Porudzina albo Cegielnia (l siedziba), Polepie (1), Wilkińce (1), Szałnojcie (2), Rakiszki (3).

Dawną historię ma działający niegdyś w Bujwidzach szpital. Schronisko dla ubogich, zwane "szpitalem", istniało przy kościele bujwidzkim już w 1790 roku. Miszkało tu pięciu ubogich, utrzymujących się z jałmużny otrzymywanej pod kościołem. Kilka lat później, ksiądz Dzierdziewicz testamentem założył fundusz na wybudowanie szpitala i domu dla lekarza w miasteczku. Radziszewscy, według nałożonego na nich obowiązku wypełnienia woli zapisodawcy, wybudowali szpital z czterema łóżkami i dom dla felczera. Lekarz na etacie pojawił się już w 1817 roku. Co roku zakupywano w Wilnie potrzebne leki i specjalne sprzęty. Leczono tu dość skutecznie, gdyż na przykład w roku 1839 wyleczono 47 osób. Miejscowy felczer piastował także urząd weterynarza. Trzeba dodać, że wszelkie usługi lekarskie były bezpłatne. Zwłaszcza trudnymi dla miejscowego lekarza były lata 1839 - 40, kiedy to w okolicy grasowała epidemia gorączki (najwięcej ucierpiała wieś Koniuchy, w której zmarło około 300 osób). Szpital działał prawdopodobnie do powstania styczniowego, później wolę księdza Dzierdziewicza zaczęto zaniedbywać. Przez bujwidzki szpital "przewinęło się" sporo felczerów, lekarzy, jak na przykład Michałowski, Meklenburg, Żabski, Dobrowolski, Franceson, Popławski i inni. Prawdopodobnie, według tegoż zapisu Dzierdziewicza, w końcu XIX wieku rozpoczęto budowę murowanego budynku szpitala w Bujwidzach, który niedokończony jeszcze był i w okresie międzywojennym, zaś w latach następnych urządzono tu miejscową szkołę.

Wróćmy jednak do Bujwidz czasów popowstaniowych. Po skonfiskowaniu majątku, urzędnicy postanowili oddać go w dzierżawę dla " swoich" ludzi. W 1836 roku Bujwidze były oddane na 6 - lat dzierżawę dla generała majora Jukiczewa. Po kilku latach postanowiono powiększyć majątek bujwidzki, dołączając do mego wieś Koniuchy z kilkoma zaściankami. Dawniej należała ta wieś do starostwa ławaryskiego. W 1842 roku starostwo także przejął skarb państwa. Wieś Koniuchy liczyła wówczas 7 gospodarstw, a jej mieszkańcy to: Romanowski, Girdziewicz, Maciejkianiec, Grabowski i inni. We wsi była nowo zbudowana karczma, bo stara "zupełnie rozwalona, dach na niej zapadł i na ziemi leży, pustkami stoi." Należące do wsi zaścianki to - Horbaciszki, Kunicki oraz Sanowo. Po przyłączeniu do Bujwidz części starostwa ławaryskiego, majątek liczył ok. 1600 ha gruntów. W latach pięćdziesiątych murowane budynki pałacowe oddane były pod administrację wojskową, jednak faktycznie nikt z nich nie korzystał, więc stały i marniały. Podczas swego pobytu w Bujwidzach w 1857 roku, K. hr Tyszkiewicz tak opisał były dwór: "Niewiele lat temu, pamięć nasza jeszcze tej epoki sięga, kiedy ten pałac cały i świetny, dzisiaj odarty ze swych ozdób, bez okien, drzwi i dachu, w zupełną ruinę jest zamieniony, nietoperze i dzikie kuny w nim się legną (...). Majątek ten już od dwudziestu kilku lat jest własnością rządową. Terytorium dworne i wszelkie budowy gospodarskie za ogrodem będące, drewniane, lecz porządnie wmurowane słupy zarzucane i w dosyć dobrym jeszcze stanie znajdujące się, w tej chwili oddanemi zostały rządowemu włościaninowi. Ten na czynszu w tym miejscu osadzony, na pole i ogrody obrócił dworne dziedzińce, zaorał piękne pałacowe trawniki, obojętnie rąbie dzisiaj na drwa wspaniałe w ogrodzie topole, sadzone niegdyś i pielęgnowane z trudem i pracą ręką kilku pokoleń dziedziców tego pięknego miejsca, i z obojętnością największą czerpie wodę ze strumyka, któren biegnąc po starannie ułożonych z kamienia kaskadach, swoim szmerem ożywiał ten wspaniały ogród."

Mury pałacu zostały rozebrane prawdopodobnie w drugiej połowie XIX wieku. Wygląd pałacu Radziszewskich możemy zobaczyć jedynie na rysunku, który jest zamieszczony w wyżej cytowanej książce, a wykonany przez towarzyszy K. hr Tyszkiewicza w czasie jego podróży Wilią. Powstają wątpliwości co do autentyczności pałacu, porównując budynek z ryciny z budynkiem z opisów inwentarzowych. Na rycinie widzimy jedynie parterową budowlę i chyba nie mogącą pomieścić w sobie aż 20 pokoi, a więc malarz przedstawił ówczesny pałac w jakiejś zminimalizowanej formie, bądź został tu przedstawiony jakiś inny budynek (może oficyna?).

Budynki dworskie oraz nieduży kawał ziemi, znów nazwany majątkiem bujwidzkim, w końcu XIX wieku były sprzedane osobie prywatnej. W " Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego" mówi się, że w roku 1880 Bujwidze należały do niejakiego Jukiewicza, później właścicielką dworu była Wilhelmina Ludwika Wojtkiewiczowa, która testamentem z 1897 Bujwidze zapisała dla Leonarda Łojko. Za Łojków przy Wilii został wybudowany nowy drewniany pałacyk, który przetrwał do II wojny światowej. W okresie przedwojennym Bujwidze były własnością Wacława Makowskiego, byłego posła na Sejm Rzeczypospolitej. Za żonę miał Marię z domu Łojko.

Od dawnych czasów miejscowość Bujwidze składała się z trzech "elementów" - wsi, miasteczka i dworu. Tym ciekawym i mniej znanym "elementem" jest miasteczko bujwidzkie. Miasteczkiem zwano terytorium obejmujące kościół z budynkami plebami, karczmę oraz kilka domów, głównie sklepów, wokół placu kościelnego. Prawdopodobnie już od XIX wieku mieszkali tu głównie Żydzi, trzymając pod swoją kontrolą karczmę oraz handel sklepowy. W 1927 roku w parafii bujwidzkiej było 24 Żydów, z czego zdecydowana większość mieszkała w Bujwidzach. Na ogół współżycie ich z miejscową ludnością układało się dość dobrze, dochodziło jednak czasami do ekscesów na tle narodowościowym. Jakiś zatarg był w 1908 roku, jednak dokładniejszych wiadomości o nim nie udało się znaleźć. Lepiej są udokumentowane szczegóły wypadku, który zdarzył się w 1921 roku. Otóż pewna 18 - letnia dziewczyna z okolicznej wioski, poszła doBujwidz, by kupić igłę do maszyny do szycia. Najpierw poszła do sklepu Kogana, później do Szapiry, nic nie kupiła, jednak do domu nie wróciła. Matka i bracia dziewczyny oświadczyli, że została ona zabita przez Żydów w celach rytualnych i chodząc po domach namawiali mieszkańców, by zemścili się na Żydach. W sklepie i mieszkaniu Kogana brat dziewczyny z żandarmerią polową przeprowadzili rewizję, tym samym całkiem je dewastując. Nic nie znaleźli, jednak oświadczyli, że Kogan chowa ciało w tajnym lochu. Wypadek ten oburzył bujwidzką społeczność żydowską. Napisana została skarga do biskupa i proszono o nagłośnienie tego wypadku w prasie. Działalność niektórych parafian była publicznie potępiona przez proboszcza z ambony. Z dokumentów, pochodzących z tego okresu, znane są nazwiska bujwidzkich Żydów, a mianowicie: Jakub Kogan, Abram Kac, Aron - Jakub Złatkin, Lora Szapiro, Mojżesz Ginsburg, Jona Grudzieński, Lejb Botwinik oraz Jakub Ajzensztadt.

W okresie międzywojennym Bujwidze stały się dość dużą miejscowością. W 1930 roku liczyły około 50 gospodarstw i prawie 300 mieszkańców. Według danych z 1938 roku w Bujwidzach działały 3 sklepy: Aleksandra Czobota, Heleny Kowalskiej i Josiela Złotejabłko (w Bujwidzach mieszkał od 1927 roku). Były tu różne urzędy państwowe, takie jak remiza strażacka (należąca do Ochotniczej Służby Pożarnej, w 1937 roku zorganizowano także oddział Żeńskiej Służby Samarytańsko - Pożarniczej), urząd poczty i telegraf (w 1936 roku kierowniczką była Leontyna Jakszto), posterunek policji państwowej (porządku strzegło 2-3 policjantów). Początki oświaty powszechnej sięgają w Bujwidzach roku 1907, kiedy to otwarto w miasteczku szkołę ludową. Później, za polskich czasów, działała 5-oddziałowa publiczna szkoła powszechna z dość pokaźną liczbą uczni (w 1928 roku było 84 uczniów). W końcu lat dwudziestych pracowali tu nauczyciele: Jan Pienkowski, Tadeusz Wójcicki, Paweł Hodjów. Ówczesna szkoła wielce się różniła od wyglądu teraźniejszych ośrodków oświaty: "Lokal własny w dwu izbach, kancelarii, szatni, jednego pokoju i kuchni (mieszkanie kierownika). Jedna z izb za szczupła, obydwie wilgotne i ciemne. Budynek stary, zniszczony, sprzęty możliwe" (1928). Dość niski był i poziom ówczesnej oświaty, o czym świadczą wyniki przeprowadzonej niegdyś wizytacji bujwidzkiej szkoły: "Lekcje chaotyczne, niedopracowane, streściły się do paplaniny, bez związku i celu żadnego. Zainteresowanie uczni małe. Korzyści z lekcji żadnej. Materiał czerpany z podręcznika. Poziom naukowy oddziałów, szczególnie z jęz. polskiego słaby, prace pisemne i strona wychowawcza dziatwy wiele pozostawiają do życzenia. Nauczyciel o nikłych zdolnościach i małym do zawodu przygotowaniu, na czynione mu uwagi nie reaguje, pracę szkolną lekceważy, nie dokształca się, nadużywa alkoholu (...)".
Prężnie działały w Bujwidzach różne stowarzyszenia, prócz organizacji kościelnych był tu Związek Drobnych rolników "Wyzwolenie", Kółko Rolnicze, Spółka Mleczarska. Życie towarzyskie upływało dość aktywnie. Działające stowarzyszenia organizowały różne przedstawienia, zabawy taneczne itp. Dla przykładu w 1934 roku Ochotnicza Straż Pożarna zorganizowała kilka przedstawień między innymi: "Werbel domowy", "Poseł czy kominiarz", "W katordze", "Kajcio". Na widowni zbierało się do 100 osób. Osada Bujwidze, według ówczesnego podziału administracyjnego, należała do powiatu wileńsko - trackiego, gminy wiejskiej Mickuny.

Zostało jeszcze pokrótce omówić okres najnowszy. Bujwidze mogą poszczyć się aktywnie tu działającą konspiracją AK podczas okupacji niemieckiej. Początki były jeszcze w maju 1942 roku, kiedy to przysięgę złożyli pierwsi członkowie grupy bojowej. Rok później organizowana tu była późniejsza I Wileńska Brygada Czesława Grombczewskiego "Juranda". Chłopcy z Bujwidz i okolicznych wsi walczyli w szeregach Brygady por. "Juranda" jako 8. Kompania Bujwidzką, w lipcu 1944 roku wyzwalali Wilno. Bardziej obszerną informację o działalności AK w Bujwidzach Czytelnik może znaleźć w pracy H. Poszewieckiego "Wspomnienia znad Wilii. Bujwidze".
Po zakończeniu wojny nastąpiły czasy, które większość Czytelników zapewne dobrze pamięta. Okres ten był podobny na terenie całej Wileńszczyzny. Bujwidze i okolice zostały wyludnione przez repatriację, wolne miejsca były zajmowane przez przybyszów z terenów zachodniej Białorusi. Tak niegdyś były opisywane Bujwidze w "Czerwonym Sztandarze" - " A jak Buiwydżiai wyglądają dzisiaj?" - Jest tu szkoła - internat, klub, biblioteka, poczta, punkt medyczny, jest to kulturalne centrum kołchozu imienia Dzierżyńskiego. Ciekawy i samobytny zespól zabudowań kościelnych w Buiwydżiai stanowi wielką wartość architektoniczne - plastyczną. Wciągnięto go do spisu republikańskich zabytków kultury chronionych przez państwo.
Tyle z dziejów osiedla Bujwidze. Historia Wileńszczyzny z jej wielokulturowym społeczeństwem doczeka się zapewne w przyszłości wnikliwych badań, obdarowując nas masą ciekawych faktów.
Zarys dziejów Kościoła katolickiego w Bujwidzach
 

Czasy najdawniejsze

 

Kościół katolicki na Litwie nie ma tak długowiekowej historii, jak w krajach Europy Zachodniej. Chociaż wiara chrześcijańska u nas jest stosunkowo młoda, ma jednak ciekawe i godne poznania dzieje.

Na Litwę chrześcijaństwo zawitało bardzo późno, o dobrych kilka stuleci później niż do krajów ościennych. Dzieje Litwy pogańskiej są prawie nie zbadane i pokryte dotąd mgłą tajemniczości. Z formalnym przyjęciem wiary chrześcijańskiej (1387) Litwa została zaliczona do rodziny krajów europejskich, tym samym przestając być "krajem Saracenów" (tak określano w średniowieczu kraje niechrześcijańskie, zwłaszcza te na Wschodzie, chociaż krzyżacy używali tej nazwy także względem pogańskiej Litwy). W 1387 roku Władysław Jagiełło ochrzcił swój rodzinny kraj raczej tylko formalnie, zaś faktycznie proces chrystianizacji mógł trwać nawet parę wieków. Był to proces długotrwały, musiał objąć nie jedno pokolenie ludzi. Założone pierwsze parafie obejmowały ogromne terytoria, nie starczało księży, nowa wiara nie mogła dotrzeć do każdej siedziby ludzkiej. Tereny podwileńskie pod tym względem były dość szczęśliwe. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Wilna powstały aż 3 parafie z kościołami farnymi (Niemenczyn, Miedniki i Mejszagoła), chociaż tego było zdecydowanie za mało. Opisywany teren, to jest osada Bujwidze i okolice, od najdawniejszych czasów należał do parafii bystrzyckiej. Chociaż Bystrzyca (obecnie Białoruś) nie była jedną z pierwszych siedmiu miejscowości, w których powstały świątynie nowej wiary, jednak i tu kościół ma dawne dzieje. W roku 1390 Jagiełło uposażył kościół w Bystrzycy, wprowadzając tu księży Kanoników Regularnych (zakon Augustianów) z obowiązkiem odprawiania 2 mszy tygodniowo. Fakt ten świadczy, że w owych czasach Bystrzyca była jednym z ważniejszych ośrodków państwowych na tych terenach. Należy także dodać, że kościoły i kaplice najczęściej powstawały tam, gdzie dawniej było centrum kultu pogańskiego (tym samym starano się wprowadzić nową wiarę bardziej "bezboleśnie" i czynić ją dostępną dla ludności miejscowej). W okolicach Bystrzycy także mogły istnieć ośrodki dawnej wiary. W połowie drogi między Bystrzycą a Bujwidzami, przy zaścianku Ignacowo (obecnie Białoruś), pośród lasów istnieje grodzisko, które dawniej mogło pełnić funkcje rytualne. Zauważył to już w połowie XIX wieku K. hr Tyszkiewicz, gdy podczas podróży Wilią badał ten obiekt. Pisał: "w starej, odwiecznej, jodłowej, dębami przemieszanej puszczy, do tego stopnia z sobą gałęziami zrosłej, iż śród dnia zawsze w niej ciemno i chłodno - wznosi się góra tak stroma, że się na nią z tej strony wdrapać się niepodobna było, leśnicy oprowadzili nas naokoło i przez miejsce przystępniejsze zaledwie wdarłem się na jej wierzchołek. Góra ta zanadto małą ma powierzchnię na zamek obronny, posiada zaś wszystkie charaktery ofiarniczego horodyszcza". Było to więc w starożytności miejsce poświęcone bogom, które w charakterze rytualnym działało i po ochrzczeniu Litwy, chociaż zapewne "konspiracyjnie". Pogaństwo współżyło z wiarą chrześcijańską w postaci dziwnej mieszaniny różnych zabobonów, które wyznawała wiejska, "ciemna" ludność. Elementy bałwochwalstwa można spotkać - nawet w XVIII wieku. Relacje jezuitów potwierdzają te fakty. To tu, to tam znajdywano różne "święte" kamienie, dęby, źródełka. Wieśniacy w chatach trzymali węży i całkiem się nie śpieszyli iść do kościoła. Dokument z XVIII wieku podaje: "Dwór albo dzierżawca powinien pilno dozierać, aby poddani dni święte obserwowali, w kościele bywali, Mszy Świętej słuchali i spowiadali się, skoro który zachoruje do swych plebanów oznajmowali; oby tychże poddanych dzieci bez chrztu nie umierały, podczas Wielkanocnej spowiedzi karteczki brali dla wiadomości (...)". Trudno zwłaszcza było kontrolować pogrzeby wieśniaków. Częstokroć do kościoła parafialnego było nawet kilkanaście kilometrów, więc proboszcz nie mógł uczestniczyć w każdym pogrzebie. Należy także dodać, że nawet nieduża wioseczka miała swój cmentarzyk, z grzebaniem zmarłych więc było różnie. Nic dziwnego, że archeolodzy, badając takie XVII - XVIII - wieczne cmentarzyki znajdują, prócz szczątków ludzkich, różne narzędzia i monety. Władze kościelne, chcąc skontrolować proces grzebania, zaczęły zakładać cmentarze parafialne przy kościołach, a ludność wiejska musiała przestać korzystać z wiejskich mogilników. O sytuacji na początku XIX wieku najlepiej opowie relacja proboszcza z Gierwiat (obecnie Białoruś, około 50 kilometrów na wschód od Bujwidz) przysłana do kapituły w 1823 roku: "Uczyć kazałem ich żegnać się i pacierza i artykułów wiary. Znajdzie się takich, że niewiasty po dwóch mężów mają, że jeden w wojsku - drugiego wziąć trzeba, już żyją od wielu lat (...). A cóż mówić o zabobonności, tego wykryć jest trudno, jakim pogańskim zwyczajem obchodzą pogrzeby i chowają się po mogiłach, o których ani wiedzieć me można, gdyż czyja łaska oznajmi?". Nie można wykluczyć, że podobne "widoki" można było spotkać i w ówczesnej parafii bujwidzkiej.

Pierwsze kościoły

 

Bujwidze, będąc niedużą miejscowością, przez długi czas me posiadały swego kościoła. Ludność prawdopodobnie korzystała z kaplicy w niedalekim Rubnie. Z inwentarzu (1668) widzimy, że w ówczesnych Bujwidzach jedynym obiektem o znaczeniu religijnym był "przy gościńcu, między dwiema sosnami, crucifix według obrysu Ich Mościów posłanego". W drugiej połowie XVII wieku dwór Bujwidze stał się własnością klasztoru Augustianów w Michaliszkach. Za czasów władzy zakonników, w końcu XVII wieku (dokładna data nie jest znana) zbudowany został w Bujwidzach nieduży, drewniany kościół filialny (filia kościoła w Bystrzycy). Umieszczono tu także dwóch mnichów, którzy na stałe zajmowali się pracą duszpasterską. Kościół ten stał przez sto lat, zanim nowy właściciel Bujwidz nie wybudował nowego. Inwentarz pochodzący z roku 1770 opisuje ten pierwszy, bujwidzki kościół tak: "Kościółek stary, drewniany, przy wsi Bujwidzkiej, na pagórku między brzozowym i sosnowym gaikiem, gontami kryty, na którym jedna kopułka na babińcu, w której dzwonek do dzwonienia, na imże druga kopułka naprzód kościółku, w której sygnaturka (...). W kościele pomost stary z desek, z obu stron ławki trzy prostej roboty, w tym kościele ołtarzów trzy. Jeden Wielki Ołtarz, w którym obraz Najświętszej Panny Pana Chrystusa w rękach trzymającej, sukienka z aksamitu pąsowego, złotym galonem wkoło obszyta, bisiury i korale na szyi (...). Na górze tego ołtarzu obraz Michała Archanioła, na tym ołtarzu para lichtarzy cynowych, cymborium (...). Drugi ołtarzyk wyszedłszy z Prezbiterium przy boku - św. Jerzego z mensą, na którym lichtarzyki drewniane. Trzeci ołtarzyk ex opposito tego na drugiej stronie - św. Antoniego z mensą, na którym lichtarzyki takoż drewniane. W tym kościółku okien pięć. W lewym boku niedaleko Wielkiego Ołtarza zakrystia."

Jak już pisałem wyżej, w końcu XVIII wieku Bujwidze stały się własnością rodziny Radziszewskich, którzy przed tym podstępem zagarnęli dwór Kanoników Regularnych. Kiedy Michał Radziszewski zajął u zakonników majątek Bujwidze, chcąc usunąć z niego mieszkających tam jeszcze przy kościółku filialnym dwóch mnichów, żeby całkiem zerwać stosunek klasztoru augustianów z Bujwidzami, w 1793 roku wszedł w układy z kapitułą wileńską o przeniesienie parafii z kościoła stwołowickiego do Bujwidz. W tym celu uczynionym dokumencie zapewnił on na utrzymanie proboszcza w Bujwidzach corocznie po 100 złotych procentu od sumy 1000 złotych lokowanych na Dorohobylu, także przyjął obowiązek sprowadzania corocznie sześciu księży na fest N. M. P. Szkaplernej i owych "sumptem własnym utrzymania dla nabożeństwa przez trzy dni; a in casu niezatrudnienia się utrzymaniem własnym, tedy obowiązkiem na to wypłaty 200 złotych do rąk plebana i na exekwie 48 złotych. Na lampę, która dzień i noc palić się winna przed Najświętszym Sakramentem, łoju topionego funtów 80". Radziszewski przyjął także obowiązek utrzymania przy kościele szpitala dla ubogich, dając rocznie "żyta beczkę komisyjną i cztery ośminy - tj. garncy 216, jęczmienia pół beczki, czyli garncy 72; owsa tyleż; grochu ćwierć beczki; okrasy funtów 30, soli garncy l O i pieniędzy na rok złotych 80". Szpital w Bujwidzach posiadał dość pokaźny fundusz, gdyż według testamentu ks. Dzierdziewicza z roku 1798 w punkcie 24, na zbudowanie przy kościele parafialnym w Bujwidzach domku dla 4 sióstr miłosierdzia i szpitala było przeznaczone 40 rys. złp. i 6000 rubli. Wykonaniem woli zapisodawcy miał zająć się Michał Radziszewski.

Kapituła przychyliła się do prośby Radziszewski ego, filię w Bujwidzach uczyniła kościołem parafialnym, z którego zakonnicy radzi me radzi musieli ustąpić. Stanął w tych czasach i nowy kościół. Mierniczy Franciszek Charewicz odmierzył grunta pod zabudowania kościelne i cmentarz, a także na sad i łąki. Owego gruntu przez cały czas, do połowy XX wieku, było 33 hektary. Przybył i pierwszy proboszcz - Jan Mikutowicz. Nowa świątynia konsekrowana była przez Walentyniana Wołczackiego biskupa tamasceńskiego w roku 1796 dnia 17 lipca. W tymże czasie do Bujwidz zostały sprowadzone relikwie św. Floriana Męczennika, wyjednane osobiście przez żonę Radziszewski ego, Ludwikę u papieża Piusa VI w roku 1794 dnia 3 maja. Obok nowego kościoła (pod wezwaniem św. Jerzego) stanęła i murowana kaplica rodowa dziedziców Bujwidz. Relacje z 1818 roku podają niektóre szczegóły o kościele i działającej przy nim szkółce: "Kościół potrzebuje reperacji w wieżyczce nad kopułą wyniesioną, która będąc ze szkła w oknach od wiatru ma powyrzucanych kilka szyb (...). Na szkółkę parafialną funduszu żadnego nie masz i domu na to przeznaczonego, ale ksiądz pleban utrzymuje kilka uczniów w swoim mieszkaniu i daje im nauki początkowe czytania, pisania i rachunków. Teraz ich ma pięciu". Opis z roku 1820 przedstawia kościół w stanie pierwotnym, gdy nie był jeszcze zmieniany i zniszczony. Otóż "kościół drewniany z drzewa dobrego sosnowego, gładko pod hebel wyrobionego, na fundamentalnym podmurowaniu, w sześciogran budowany, gontami pokryty, formuje kopułę wielką, na niej latarnia szklana ośmiogranna, czyli okna w podziały drzewa osadzone, gontami kryta, na wierzchu mająca krzyż wielki żelazny. Prezbiterium w pięciogran z drzewa budowane łącznie z kościołem, a w dachu niższe, takoż pokryte gontami, na końcu którego glob drewniany obity blachą że ścianą, a na nim krzyż żelazny niewielki, gdzie wprawiony dzwonek czyli sygnaturka od funtów 25. Front kościoła we trzy ściany łącznie z korpusem niższy w dachu, na babińcu i ku wejściu na chór i wewnątrz kościoła pokryty gontami. Nad babińcem facjata trójkątowa z podwórza malowana, na wierzchu której trzy średniej wielkości stoją figury drewniane, to jest na samym środku figura św. Heleny z krzyżem, po prawej stronie św. Jerzy na koniu, po lewej św. Michał, ale te figury nachylają się ku zepsuciu.

Takowa facjata wsparta jest czterema kolumnami drewnianymi, dawniej tynkowanymi a teraz nadpsutymi i potrzebującymi prędkiej reperacji, za którymi postawione są dwie figury sporej wielkości św. Stanisława i św. Kazimierza wyrobione z drzewa. Przed facjatą schody drewniane z gradusów pięciu, a końce ich w mur wpuszczone. Cale niegdyś pokrycie gontowe kościoła było pokostem z farbą czerwoną malowane, a teraz i znaku już nie ma i za kilka lat nowego pokrycia będzie potrzebował (...). Wewnątrz cały malowany w guście wybornym. Ma długość łokci 29 1/2, szerokości 23 łokci. Posadzka w całym kościele wykładana cegłami (...). Ołtarz Wielki murowany i adoptowany fałszmarmurem, oddalony od ścian, na którym stoi Cyborium drewniane zakręcające się, lustrem wewnątrz wykładane do stawienia monstrancji, wierzch wyrobiony w kształcie górki, na której leży księga wyzłacana z siedmiu pieczęciami, a na niej leży baranek wyzłacany, po obu stronach tej księgi dwóch aniołów ze skrzydłami wyzłacanemi, za księgą z barankiem wyrobione serce, niby płomień wydające, dalej trochę promienie szklane w różnych kolorach i krzyż wielki drewniany z figurą Jezusa Pana (...). Zakrystia za Wielkim Ołtarzem, do której wejście zrobione po obu stronach tegoż ołtarza z muru, w górze sklepione okrągłową adoptowane fałszmarmurem w kolorze białym. To wejście przykrywa się firankami arusowymi niebieskimi na miejscu drzwiczek (...). Obrazów na ścianach kościelnych cztery w owalnej figurze, dosyć dobrze malowane w ramach: św. Ludwika, św. Jana Niepomucena, św. Stanisława Kostki i św. Agnieszki. Przed Wielkim Ołtarzem i na środku kościoła w kopule są zawieszone dwa żyrandole drewniane biało pomalowane, przed ołtarzem lampa wielka szklana pobita, konfesjonałów orzechowym kolorem malowanych dwa, na środku kościoła po obydwu stronach ławek stolarskiej roboty, kolorem orzechowym pomalowanych po cztery, przy ścianach po jednej, w ogóle 10. Organy o głosach 10, brązową farbą malowane, w niektórych miejscach srebrem malarskim ozdobione. Na wierzchu organów stoją trzy figury rżnięte - św. Dawida z arfą i dwóch aniołów po bokach z trąbami, malowane biało. Okien w kościele podłużnych dziewięć, półkolnych sześć w szyby ćwiartkowe". Tak oto przedstawiał się kościół w Bujwidzach, w owym dalekim, 1820 roku. A jak się przedstawiało najbliższe sąsiedztwo świątyni. Jednym z ciekawszych obiektów jest kaplica Radziszewskich, która w prawie pierwotnym wyglądzie dotrwała do naszych dni. Kaplica "murowana na cmentarzu na kształt piramidy wielkiej czworogrannej, spiczasto kończącej się, cała czerwono malowana, brzegi naokoło kolorem żółtawym. W kaplicy ołtarz udaniem dzikiej skały wymurowany jako i mensa, we środku ołtarza trumienka szklana, w bokach i w spodzie drzewem mahoniowym ozdobiona, w której relikwie św. Floriana Męczennika złożone. W górze nad ołtarzem obraz Pana Jezusa krzyżem obciążonego, w ramkach drewnianych, a pod mm obraz św. Michała; niżej trumienki obraz niewielki Najświętszej Maryi Panny, sukienka srebrna wyzłacana w ramkach, przymocowana i me odejmująca się. Po prawej stronie komoda z czterema szufladami i z dwoma zamkami i kluczem do nich, służy do składania sprzętów kaplicy. Dwa pomniki po lewej stronie fałszmarmurowe białe w kształcie kolosalnym, zmarłych dwóch żon J. W. Radziszewskiego, z taflami marmurowymi mającymi wypisane nagrobki złotymi literami. W środku kaplicy zawieszony pająk drewniany biały. Pod tą kaplicą sklep murowany na złożenie ciał zmarłych fundatorów. Okien podłużnych 4". Z drugiej strony kościoła była "dzwonnica o czterech słupach, ośmiu podporach, zrębem w kwadrat po pięć bierwion, z dachem poznać się mało mogącym, że gontami był kryty, zniszczony, w niej dzwony dwa, jeden większy (od pudów dziesięciu), drugi mniejszy (od jednego puda), na wierzchu krzyżyk mały żelazny". Cmentarz rozmieszczony był dookoła kościoła, kaplicy i dzwonnicy - "na tych mogiłach znajdują się trzy krzyże mniejsze, jeden większy czerwono malowany, nie mniej też pomnik od dawnego czasu czyli domeczek z tarcic wystawiony z daszkiem." Plebania - "budynek drewniany, pokryty słomą z gliną, już potrzebuje reperacji i nowego pokrycia, do którego wchodząc po prawej ręce drzwi filingowe z zamkiem wewnętrznym i kluczem, jest mieszkaniem X. Altarzystego, w tej izbie podłoga z tarcic, takoż i sufit, okien dwa, piec kafel białych i kominek (...), po lewej stronie izba takoż z pokoikiem, w którym piec ceglany hospodarski, w mej mieści się czelada X. Altarzystego. Ściany w całym budynku zrujnowane, spróchniałe, z tego powodu we środku mieszkania znajdują się ściany w miejscu nadpsutym cegłą zamurowane, posadzka z wilgoci miejscami nadgniła". Z budową szpitala jakoś się nie śpieszono, bo w 1820 roku zapisano, że "szpitala budowanego nie ma, ubodzy mieszczą się w plebanii". W 1830 roku szpitalem była "połowa domu w miasteczku, wyszedłszy z plebanii na lewo, przed którym się znajduje na ścianie wizerunek Jezusa Chrystusa na krzyżu ukrzyżowanego." Ksiądz miał także nieduże "gospodarstwo rolne", gdyż przy budynkach kościelnych był "ogród fruktowy podzielony na cztery kwatery niewielkie, każda z nich osadzona różnym drzewem owocowym, środek kwater służy na warzywa. Ogrodzony płotem stojącym, a naokoło tego plota osadzono drzewem jarzębinowym i wiszniowym." W tymże 1830 roku w parafii działała Bractwo NPM Szkaplernej "z przywilejem rzymskim przez Biskupa Diecezjalnego akceptowana i potwierdzona".

Podane opisy w pełni przedstawiają wygląd ówczesnych budynków kościelnych w Bujwidzach. Trochę informacji o świątyni znajdziemy w dziele K. hr. Tyszkiewicza "Wilija i jej brzegi". Podane niżej urywki przedstawiają stan obiektu, jaki był w roku 1857. Otóż "kościół ten jak na świątynię drewnianą jest bardzo kształtnie i przy tym śmiało i sztucznie zbudowany. Świątynia wewnątrz malowana jest olejno. Cały układ wewnętrznych ozdób jego zostaje w harmonii z sobą i nie razi niczym przybywającego doń po raz pierwszy człowieka. Malował ten kościół niejaki Gosiecki, nieznajomy nam wcale z nazwiska malarz. W średniej ośmiokątnej części kościoła w stosownym kierunku do ścian jego, na kolumnach porządku doryckiego, wznosi się szeroka, śmiało umieszczona galeria. Kościół ten żadnych historycznych wspomnienia godnych me zawiera pamiątek. Ze świętościów są w nim relikwie Świętego Floriana, męczennika, złożone na bocznym ołtarzu w szklanej trumience (...). Na cmentarzu na prawo od wschodu na samym rogu znajduje się kaplica grobowa Radziszewskich, dziwacznego kształtu, całkiem opuszczona i nadrujnowana. Jest to czworobok murowany, na wszystkie strony jednostajną wysokość i szerokość mający, stanowi on niejako podstawę, na której wznosi się podobnież z muru wysoka bardzo piramida czworoboczna, wąsko w górze zakończona, na niej zamiast krzyża, co zwykle u nas kościoły i kaplice oznacza, umieszczonym jest duże gniazdo z rodziną żywych bocianów. Takie niewłaściwe zakończenie dachu w domie Bożym uderza zaprawdę każdego (...) Kaplica ta jest całkiem zdelabrowaną, sufit w niej przegniły i na wylot przełamany, grozi co chwila ostatecznym upadkiem, wielki ołtarz z żużla układany znacznie nadniszczony. Obróconą ona jest obecnie na skład rzeczy kościelnych, całunów, mar w nieładzie rozrzuconych, znajdzie się tam zapas niemały gontów od jakiejś fabryki pozostałych i kupę wapna, jakieś drabiny itp. Z tej kaplicy niewygodne i nieforemne schody spuszczone w dół prowadzą do grobowego sklepu rodziny dawnych dziedziców tego miejsca. I tutaj znalazłem wielką obojętność w urządzeniu ostatniego spoczynku dla resztek tych ludzi, którzy za życia z taką troskliwością czuwali nad losem tej świątyni. Sklep był ciemny, trącił tchliną, bez żadnej posadzki, piasek w nim był tak głęboki, że się noga po kostki zagłębiała, a poziom tak nierówny, że z pewności po nim stąpać nie można było. Na tym piasku stały trzy trumny duże, a dwie małe dziecinne. W jednej z większych z drzewa czerwonego na kształt mahoniu ozdobionej w srebrzyste antaby, na której z przodu była blacha z herbem, w głowach druga większa. Napis na niej oznajmował, iż to były zwłoki Radziszewskiego (...) Przed bramą od cmentarza, oprowadzony lekką sztachetą, stoi krzyż drewniany na tym miejscu, gdzie przed laty, tj. w ów czas, gdy majątek ten należał do księży Kanoników, znajdował się mały drewniany filialny kościółek, przy którym dwaj księża tego zgromadzenia mieszkali zawsze, jak to już wiemy. Po zbudowaniu nowego kościoła stary rozebrano, a krzyż, o którym mowa, ludziom ciekawym swojej przeszłości, wskazuje dzisiaj miejsce, na którym stał ów kościół dawny."

Powstanie styczniowe w 1863 roku częściowo zmieniło życie parafii bujwidzkiej. W 1865 roku, na skutek rosyjskiej polityki skierowanej przeciwko kościołowi katolickiemu na Litwie, zamknięto kościół w niedalekiej Bystrzycy oraz znajdującą się w tej parafii kaplicę w majątku Wojdaciszki. Tym samym przestała istnieć i parafia bystrzycka. Na miejscu kościoła powstała Krestowozdwiżenskaja cerkiew. Przybył pop Wmogradow, jednak wkrótce się upewnił, że nie będzie miał tu prawie nic do roboty, gdyż wiara prawosławna nigdy nie była tu wyznawana. Ludność byłej parafii bystrzyckiej została przyjęta do sąsiednich parafii. Zachodnią część byłej parafii dołączono do kościoła w Bujwidzach. Przywędrowała tu także cała kancelaria byłej bystrzyckiej świątyni. W tak ciężkich czasach kościół w Bujwidzach został jeszcze obciążony zbyt wielką liczbą parafian.

Z archiwalnych dokumentów możemy się dowiedzieć o życiu religijnym w ówczesnych czasach. Podany niżej porządek nabożeństw w kościele bujwidzkim pochodzi z roku 1862: "W dni święte odmyka się kościół o godzinie ósmej. Organista śpiewa i gra godzinki, później zgromadzeni parafianie płci obojej śpiewają różaniec. Po Asperii Msza śpiewana, suplikacja przed wystawieniem Najświętszego Sakramentu, podczas której przesyła się modły za długie i szczęśliwe panowanie Najjaśniejszego Monarchy. Nauka w polskim zrozumiałym języku, jakim w parafii zwykli mówić. W same uroczystości kazania, w poście odbywają się Katechizma aż do skończenia spowiedzi wielkanocnej. Parafianie wedle możności zgromadzają się na nabożeństwa, prócz wielkanocnej spowiedzi bywają po kilka razy, a najwięcej w czasie testów, procesja z Najświętszym Sakramentem w czasie uprzywilejowanym testów, na co Inducta Rzymskie znajdują się. Jutrznia i Nieszpory w same tylko uroczystości i festy odprawiają się, Te Deum Laudamus przy odgłosie dzwonów z modlitwami przepisanemi, a czasem odkładając na dzień dla zgromadzenia ludu.

Aby życie religijne mogło rozwijać się wystarczająco dobrze, potrzebna jest określona baza materialna. Budynki kościelne w owe czasy były już mocno zużyte, trzeba więc było przeprowadzić różne naprawy. W 1870 roku, ksiądz proboszcz sprowadził dwa nowe dzwony. W 1872 roku przeprowadzono różne naprawy we wnętrzu świątyni, osmolono także gontowy dach, zbudowano nowe kamienne schody. W latach 1878 - 79 toczył się sławny proces sądowy, kiedy to proboszcz bujwidzki oskarżył karczmarza bujwidzkiego Żyda Kopiela Ajziensztata o zburzenie kopców granicznych i zabór ziemi kościelnej. W 1892 roku dookoła kościoła wzniesiono nowe kamienne ogrodzenie na miejsce starego drewnianego płotu. W 1896 roku planowano pokryć nową cynkową blachą kościół i kaplicę, jednak administracja guberni udzieliła jedynie pozwolenia na pokrycie blachą tylko kaplicy Radziszewskich, co zostało wykonane po paru latach. W 1898 roku spłonęły niektóre budynki plebanialne. Przyczyną pożaru było umyślne podpalenie, celem ukrycia kradzieży. Z pobudowaniem nowych budynków były trudności - fatalna sytuacja finansowa kościoła, także całkowita obojętność większości parafian. Ze źródeł pisanych końca XIX wieku wynika, że w tych okolicach mocno zakorzenione było pijaństwo. Proboszczowie raz po raz pisali skargi do Kurii karcąc swych parafian za ten nałóg. Co prawda byli i tacy księża, którzy nie narzekali na taką sytuację, wręcz przeciwnie. W 1900 roku właściciele większych dworów w parafii (Stabrowski, Łazarewicz, Orłowski, Szyszko i inni) zebrali pokaźną sumę rubli na odbudowę zgorzalej plebami. Pieniądze przekazano dla ówczesnego proboszcza Rocha Gielażunasa. Po jakimś czasie stwierdzono, że roboty stoją w miejscu, zaś zebranej sumy proboszcz już me ma. Cóż, kiedy ksiądz miał słabość do napojów wyskokowych i większą część pieniędzy zostawił w bujwidzkiej karczmie. Przypadek ten prędko przesądził o dalszym pobycie księdza w Bujwidzach. Nowo przybyły proboszcz Sawaszyński znalazł tu okropną sytuację. W raporcie określił Bujwidzę jako "miejsce zesłania". Parafianie nadal całkiem się nie interesowali kościołem, proboszcz nie miał gdzie mieszkać, mieszkanie musiał wynająć u miejscowych Żydów. Ksiądz był świadkiem "rozkwitu finansowego" bujwidzkiej karczmy. Rocznie sprzedawano w niej wódki na 8 tysięcy rubli, piwa zaś za 2 tysiące rubli. Z wielkim trudem skończono budowę plebanii w 1902 roku, ta jednak znowu się spaliła w 1911 roku. Nową plebanię zbudowano w latach 1912 - 13. W tym okresie przeprowadzono także inne prace budowlane: remontowano dom kościelny (wybudowany w 1898 roku), restaurowano wnętrze kościoła, pokryto nowym blaszanym dachem kaplicę Radziszewskich, usuwając z jej wierzchołka bocianie gniazdo, a na jego miejsce ustawiono blaszanego Archanioła. W 1900 roku pozwolono powiększyć kościół - po wyburzeniu i przesunięciu tylnej ściany, kościół stał się o wiele dłuższy. Prace budowlane zostały zakończone w 1906 roku. Wojna lat 1914 - 1920 nie przyniosła większych zmian w życiu kościoła w Bujwidzach. W wyniku działań wojennych trochę ucierpiały budynki kościelne, zwłaszcza dachy i ogrodzenia. O odbywających się w tych okolicach walkach świadczą rozrzucone po okolicy groby zbiorowe żołnierzy niemieckich (mogiły były w Komuchach, Sanowie, Michałowie i Piewieniach, w 1936 roku przeprowadzono ekshumację szczątków, podobno było pochowanych 145 żołnierzy). W 1917r. władze niemieckie zarekwirowały dwa dzwony kościelne - 20 - pudowy i 16 - pudowy. Podczas późniejszych inwazji wojsk bolszewickich zniknęły różne sprzęty kościelne, w tym - szaty liturgiczne.

Za "polskich czasów" i później

 

Z utworzeniem Państwa Polskiego dla świątyni w Bujwidzach nastał nowy, szczęśliwy okres. Po ponownym otwarciu kościoła w Bystrzycy, parafia bujwidzka została odciążona. W 1927 roku liczyła 3220 wiernych. W owym okresie nastąpiło prawdziwe odrodzenie religijne wśród ludności. Rozpowszechniły się różne organizacje o charakterze religijnym. Niektóre z nich działały periodycznie, takie jak Kółko Żywego Różańca, Stowarzyszenie św. Franciszka, Bractwo Trzeźwości, inne aktywnie działały przez długi okres - Stowarzyszenie Niewiast Katolickich (prezes H. Szaniawska), Akcja Katolicka (prezes Jan Falewicz), Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Żeńskiej (prezes H. Poszewiecka). Prężnie działające organizacje urządzały różne spotkania, uroczyste akademie w Domu Parafialnym, sprowadzano różnych prelegentów z Wilna do wygłaszania odczytów na tematy aktualne (np. rolnictwo, hodowla bydła itp.). Ludne bywały w Bujwidzach tzw. festy czyli odpusty. Według danych Urzędu Bezpieczeństwa zbierało się tu nawet 2 tysiące parafian i gości. W kościele uroczyście obchodzono następujące święta religijne: św. Jerzego (patrona kościoła) - 23 kwietnia, św. Antoniego - 13 czerwca, M. B. Szkaplernej - w pierwszą niedzielę po 16 lipca, Wniebowzięcie N. M. P. - 15 sierpnia, Narodzenie N. M. P. - 8 września, M. B. Różańcowej - w pierwszą niedzielę października, Niepokalanego Poczęcia N. M. P. - 8 grudnia, M. B. Gromnicznej - 2 lutego, Zwiastowanie N.M.P. - 25 marca, św. Floriana (sumę odprawiano w kaplicy Radziszewskich) - 4 maja.

W okresie powojennym kościół był zaliczony do zabytków architektury sakralnej. Od czasu do czasu był remontowany, większe naprawy przeprowadzono w latach 1954 - 55. Wielkie nieszczęście stało się 29 maja 1982 roku - zabytkowa świątynia całkowicie spłonęła. Zdołano uratować jedynie niedużą część sprzętów kościelnych. Staraniem ówczesnego proboszcza Marcina Stonisa i przy pomocy parafian w ciągu kilku lat został wybudowany murowany kościół prawie identyczny z wyglądu do starego, spalonego. Nowo zbudowana świątynia służy parafianom i obecnie. Przy kościele znajduje się cmentarz parafialny założony w drugiej połowie XIX wieku. Możemy tu obejrzeć kilka oryginalnych kamiennych nagrobków pochodzących z II połowy XIX wieku.

Po poznaniu się z dziejami świątyni katolickiej w Bujwidzach, należałoby kilka słów powiedzieć o byłych proboszczach kościoła. Udało mi się odtworzyć listę księży, którzy pełnili służbę kapłańską w Bujwidzach od czasu założenia tu parafii do okresu II wojny światowej:
1. Jan Mikitowicz
2. Tadeusz Wyrzykowski
3. Jakub Jankowski
4. Tadeusz Nomejko
5. Albert Witkiewicz
6. Klemens Rutkowski
7. Konstanty Łódź
8. Aleksander Rymkiewicz
9. Stanisław Dalecki
10. Mikołaj Józefowicz
11. Antoni Dawrowski

Ludność parafii bujwidzkiej w zdecydowanej większości jest narodowości polskiej. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku pracowali tu także księża - Litwini. W latach 1902 - 1906 służbę kapłańską pełnił Michał Masiulis, zaś od roku 1932 do okresu wojennego - Wincenty Miszkinis. Według prasy litewskiej i książek niektórych autorów, parafia bujwidzka na początku XX wieku miała mieć charakter zdecydowanie litewski, jednak była już częściowo spolonizowana. Właśnie owi księża mieli się zajmować "budzeniem" litewskości u swych parafian, ale okazało się, że nie mieli co budzić. O owej "litewskości" najczęściej decydowano na podstawie brzmienia nazwiska, co jednak całkiem nie świadczyło o narodowości danego człowieka. Dość znany litewski naukowiec emigracyjny Bronius Kviklys w dziele o charakterze nacjonalistycznym "Miisf Lietuva" tak opisuje Bujwidze: "Okolice Bujwidz czysto (lit. "grynai") litewskie. W 1903 r. lingwista francuski R. Gauthiot wydał studium o gwarze litewskiej w Bujwidzach - "Le parler de Buividze" (tłumaczenie z litewskiego). Otóż, gdy zainteresowałem się ową litewską gwarą w Bujwidzach, po zaznajomieniu się z książką Francuza stwierdziłem, że opisywane przez lingwistę Bujwidze znajdują się w... obecnych rejonie kupiskim. Czyli nic dziwnego, że w owych Bujwidzach używany był język litewski. Błędne twierdzenia Kviklysa nagminnie powtarzane jest przez różnych autorów litewskich, starających się udowodnić istnienie rzekomej litewskości na Wileńszczyźnie. W okresie przedwojennym w parafii bujwidzkiej mogło być kilka rodzin litewskich, przybyłych tu w końcu XIX wieku z okolic Wornian i Gierwiat (istnieje tu nawet teraz swoista ?wyspa_ Litwinów wśród ludności słowiańskiej), jednak prędko się one asymilowały. Można się zgodzić, że 300 lat temu i dawniej ludności miejscowa mogła używać języka litewskiego w mowie potocznej, czego dowodem są imiona i nazwiska, a także nazewnictwo niektórych miejscowości, o czym też świadczą dawne opisy inwentarzowe. Jednak już w końcu XVIII wieku, jak świadczą ówczesne dokumenty historyczne, w okolicach Bujwidz ludność mówiła w większości po polsku. Prawdopodobnie część dawnej ludności litewskiej asymilowała się wśród wciąż napływającej ze wschodu fali słowiańskiej, cześć wymarła (przypomnijmy wielkie wojny i epidemie XVII i XVIII wieku), zaś ich miejsce zajmowali przybysze z Polski, głównie drobna szlachta. Żywotny jeszcze miejscami język litewski został prawie całkowicie wyparty przez urzędowy polski, później rosyjski (w XIX wieku). Z dawnego etnosu litewskiego pozostały nam jedynie nazwy niektórych rzek, błot, łąk oraz starszych wiosek. Wnioskując można powiedzieć, że czynione teraz przez działaczy litewskich "odradzanie" litewskości na Wileńszczyźnie (poprzez oświatę itp.), jest całkiem bezpodstawne i niepotrzebne -to co było kiedyś dawno, już nie wróci. Ucierpi na tym jedynie obecna polska ludność Wileńszczyzny.
Zapoznaliśmy się jedynie z małą cząstką obszernej i ciekawej historii Kościoła katolickiego na Litwie, dotąd jeszcze w niedużym stopniu poznanej. Ciekawienie się przeszłością swojej ojczyzny sprzyja dotarciu do najgłębszych zakamarków w skarbu historii.
Źródła archiwalne
I. CVIA (Państwowe Archiwum Historyczne w Wilnie)
f. 382 ap. l - 2092;
f. 525 ap. 2-7,10;
f. 525 ap. 3-419;
f. 525 ap. 4 - 1667, 3244, 3546;
f. 525 ap. 8-593,1139,1254;
f. 525 ap. 13 - 167, 649, 676, 792, 905, 985;
f. 525 ap. 14 - 32, 688, 1112, 1710;
f. 525 ap. 17-62,64,16;
f. 525 ap. 18 -14;
f. 525 ap. 19 - 1943;
f. 526 ap. l - 200, 184;
f. 526 ap. 3-1256;
f. 526 ap. 7-455;
f. 604 ap. 1-6082-6104;
f. 604 ap. 4-1733, 2120, 2485, 3210, 3451, 3897, 5334, 5610;
f. 604 ap. 88 - 641, 649;
f. 694 ap. l - 3565, 3991, 3678, 3848, 3917, 4673;
f. 694 ap. 5-183;
f. 1219 ap. l -238;
f. 1399 ap. l - metryki kościoła bujwidzkiego.
II. MAB (Biblioteka Akademii Nauk) - Dział rękopisów f. 43 - 7593, 7594, 7596, 7597, 7601, 7603, 7608.
III. LCVA (Centralne Państwowe Archiwum Litwy) f. 55 ap. 8 - 701, 1569;
f. 57 ap. 7-26;
f. 131 ap. 1-208,618;
f. 172 ap. 1-5631,6221,6923,7811;
f. 173ap. 1-1974.

Rozdział
następny
 

       

Data pierwszej publikacji: 20.VI.2004

Data ostatniej aktualizacji: 05.V.2007