|
STANKIEWICZ Zygmunt
- Rok 1938, Białystok. Młody mężczyzna pracuje nad jedną że
swoich rzeźb. Jeszcze nie wie, że życie przed nim arcyciekawe, że
biografią swą będzie mógł obdzielić kilka osób, że pisać będą o
nim książki i mówić: człowiek - instytucja, a nawet
ambasador Polski w Europie! O kim mowa? O Zygmuncie Stankiewiczu,
wybitnym polskim rzeźbiarzu i teoretyku sztuki, który od ponad pół
wieku mieszka w szwajcarskim zamku Muri, a 90 lat temu urodził się w
Białymstoku. W latach 30 XX w. Stankiewicza w pracowni sfotografował
Bolesław Augustis, białostocki fotograf (jego zdjęcia, znalezione
przypadkiem w opuszczonej szopie, prezentujemy w „Gazecie" już od
kilku miesięcy). Jakiś czas temu zamieściliśmy fotografię młodego
rzeźbiarza, prosząc Czytelników o pomoc w jej rozszyfrowaniu. Nie
musieliśmy długo czekać z informacją, że bohaterem zdjęcia jest
Stankiewicz, pospieszyli jego kuzyni i białostocki fotograf, Piotr
Sawicki. Nasze zdumienie nic miało granic, bowiem okazało się, że z
Zygmuntem Stankiewiczem mieliśmy nawet zaszczyt rozmawiać, kiedy w
1999 roku odwiedzi! Białystok. Pięć lat później jednak, podczas
przeglądania stosu zdjęć, Augustisa, do głowy nam nic przyszło, że na
jednym z nich jest nasz rozmówca, młodszy o 60 lat... Życie jak
film Jego życiorys mógłby służyć jako scenariusz filmu sensacyjno -
przygodowego. Pierwszą mrożącą krew w żyłach przygodę, przeżył już
jako sześciolatek, kiedy w czasie wojny bolszewickiej 1920 roku wpadł
przypadkiem w sam środek bitwy między Sowietami a Polakami pod
Białymstokiem. Uratował się cudem - bitwę spędził w rowie przytulony
do martwego cielaka, którego chwilę wcześniej ciągnął do domu. W 1939
r. brał udział w kampanii wrześniowej, a później w walkach Polskich
Sił Zbrojnych na Zachodzie (w 2. Dywizji Strzelców Pieszych),
internowany w obozie w Szwajcarii, chciał wraz z kolegami przekroczyć
granicę, by dalej walczyć z Niemcami - tymczasem sąd szwajcarski
skazał ich za próbę ucieczki. Po wojnie został w Szwajcarii, ożenił
się z córką bankiera - Calherine von Ernst, pochodzącą z szacownego
rodu berneńskiego. Był przedstawicielem rządu polskiego w Londynie na
Szwajcarię. Założył własna fabrykę opraw oświetleniowych. Szefował
Polskiemu Muzeum w Rapperswilu (1946-48). Muzeum walczące o Polskę
Dzisiaj Stankiewicz to już człowiek - instytucja. Od półwiecza
prowadzi szeroko zakrojoną działalność polityczno - społeczno -
kulturalną. Jest szefem Instytutu Badań Zagadnień Światowych,
członkiem wielu towarzystw, odznaczonym m.in. Krzyżem Kawalerskim,
Krzyżem Oficerskim i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Przyjaciel o. Józefa Marii Bocheńskiego i Jerzego Giedrojcia. Autor
m.in. książki o teorii tworzenia. Kiedy zdecydował się zostać już na
stale w Szwajcarii w zamku Muri założył prywatne Polskie Muzeum
Historyczne. Eksponaty doń zbierał niestrudzenie po całej Europie. To
dziś największe muzeum polskie i istniejące poza granicami kraju.
Dlaczego je założył? Pięć lat temu mówił nam: - to muzeum miało być
nowym sposobem walki o Polskę. Zakładając je. chciałem pokazać, czym
jest Polska i co dała Europie. Zachód pewnych rzeczy nie wie. A w
muzeum można zobaczyć całą historię Polski - od czasów piastowskich po
ostatni okres walki o niepodległość. Dziś nie ma już trzech domów w
okolicy ul. Wiejskiej, w której mieszkała, wywodząca się z litewsko -
polskiej szlachty, rodzina Sienkiewiczów. Nie ma też pagórków przy
rodzinnym domu pana Zygmunta ani strumyka, który płynął przez ich
łąki. W tym miejscu stoją bloki. Cały świat młodości słynnego
białostoczanina powraca jednak w poświęconej mu publikacji prof.
Teresy Zaniewskiej z Uniwersytetu w Białymstoku, opublikowanej przez
białostockie wydawnictwo Trans Humana. Rozmowy prof. Zaniewskiej z
Zygmuntem Stankiewiczem o jego twórczości, filozofii i arcyciekawym
życiu, znalazły się w książce pt. „Arystokracja ducha. Od wspólnoty
rodzinnej do wspólnoty światowej".
MONIKA ŻMIJEWSKA
Z publikacji: "Gazety Współczesnej - 2004"

Powrót do biografii
|