Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zerwanie ze snu...

Tom otworzył oczy. Śniło mu się coś przyjemnego. Jednak jego marzenia rozpłynęły się w blasku porannego światła. Wstał, ubrał się i poszedł do owczarni.

Otworzył drzwi i zajrzał do środka. Owce już nie spały, spokojnie czekały na uzupełnienie siana w karmnikach i pojemnika na wodę. Pasterz podszedł do jednej z nich, do czarnej owcy, która dziwnie się na niego patrzyła swoimi wilgotnymi, głębokimi oczami.

- Ech... To głupie, że gadam do owcy. Ale brakuje mi tu czegoś. Marzy mi się osoba, z którą można bawić się i szaleć tak samo, z którą można zdobywać szczyty, dzielić się przygodą i cieszyć się spacerem po lesie. Ktoś, kto uśmiechem i ciepłą herbatą przywita mnie, gdy wrócę z samotnej wędrówki. Ktoś, dla kogo będę tak samo ważny, jak ten ktoś dla mnie. Po prostu szukam osoby, z którą mogę dzielić własne szczęście! Nie tylko opowieścią i bezwyrazowym uśmiechem, ale całym sercem i duszą. Nie musi nawet mieszkać ze mną na tym odludziu, nie muszę być dla niej jedyny i najważniejszy. Choć nie chcę mieszkać tu samotnie, to starczy mi osoba, która by tu wpadała raz na jakiś czas i pomagała mi się ogarnąć. Nie chcę niszczyć komuś życia na mojej samotni...

Tom patrzył chwilę w oczy owcy. Ta, wydawałoby się, chciała mu coś odpowiedzieć. Zerwał się nagle i wybiegł przed owczarnię. Nabrał w płuca zimnego, styczniowego powietrza, zacisnął zęby i pobiegł przez polanę, na jej drugi koniec, na jej skraj zakończony urwiskiem. W ostatniej chwili złapał się pnia rosnącej tam jabłoni, dzięki czemu wyhamował i nie zleciał na dół. Objął zmarznięte drzewko, mocno zacisnął objęcie i krzyknął:
- Gdzie jesteś!

A owca stała w drzwiach owczarni i patrzyła w jego kierunku, wciąż tym samym obojętnym wzrokiem, którym patrzyła od samego początku...

Etykiety: , , ,

wtorek, 5 stycznia 2010

Pod gałęzią

Minęło trochę czasu. Była już zima. Przez ostatnie pół roku właściwie nic się nie zmieniło. Dziury nie połatane, owce zagonione co prawda do owczarni, ale również nie przeliczone. Do tego srogi mróz i śniegi trzymają od jakiegoś czasu i Tomowi powoli kończyły się zapasy w spiżarni, a do miasta iść byłoby ciężko, gdyż idąc wśród śniegów łatwo jest wpaść w jakis zasypany dół, czy samemu zostać przysypanym przez niespodziewaną lawinę.

Był wczesny poranek. Pierwsze promienie słońca od tygodnia rozpryskiwały się na tysiące drobnych świetlnych punktów na śniegu. Toma obudził powiew chłodnego powietrza i jakiś hałas dochodzący z okolic kuchni. W pierwszej chwili odwrócił się tylko na drugi bok, myśląc, że to senne złudzenia. Po chwili jednak zerwał go na nogi wielki huk ze spiżarni. Tom chwycił za nóz leżący na stoliku przy łóżku i skoczył do kuchni. W tym samym momencie ze spiżarni wyleciał wielki niedźwiedź, powalając mężczyznę na ziemię. Gdy pasterz, po chwilowym zamroczeniu odzyskał władzę nad zmysłami, niedźwiedzia już nie było. Tom zajrzał przez rozwalone drzwi do spiżarni. W środku nie było śladu po zapasach suszonego mięsa, a rozbite słoiki walały się po wszystkich kątach. Z zapasów praktycznie nic nie zostało. W pierwszej chwili Tom zaczał się zastanawiać, co w ogóle sprawiło, ze ten nieźwiedź zbudził sie ze snu zimowego. Po chwili dopiero dotarło do niego, że w tej chwili właściwie nie ma co jeść.

Pasterz wyszedł tak jak stał, w samej koszuli nocnej i z nożem w ręku, przed dom. Osunął się zrezygnowany, oparty o framugę drzwi. Myśli zaczęły kłębić się znowu w jego głowie. Spojrzał w stronę owczarni. Blask słońca wzmacniany odbiciami od śniegu oślepiająco szeptał w głowie pasterza. Przez chwilę pomyślał nawet, że widok jest piękny. Jego oczy zwróciły się na trzymany w ręku nóż. Teraz znowu przez umysł człowieka przesunęły się ciemne obrazy i pomysł na zdobycie jedzenia. Tom próbował uciekać od tych myśli, ale te stawały się coraz silniejsze i niemal obezwładniły jego umysł. Pomysł zażynania własnych, wymarzonych owiec w tej chwili wydawał sie jedynym sposobem na przetrwanie zimy.

Dwa dni później, wczesnym wieczorem, Tom siedział przy stole w kuchni, mając przed sobą wbity między deski stołu nóż. Walczył ze sobą i swoim głodem. Od trzech dni praktycznie nic nie jadł. Nie chciał jednak zabijać własnych, ukochanych owiec. Po kolejnych dniach, kilku nieudanych próbach polowań i ciągle rosnącej pustce we wnętrzu Toma głód w końcu przeważył nad wolą pasterza. Następnego dnia, wczesnym rankiem Tom wziął swój nóż i cicho wyszedł z domu. Powoli zmierzał ku owczarni. Ciągle bił się z myślami, jednak pustka w brzuchu nie dawała za wygraną. Otworzył cicho drzwi od owczarni i wszedł do środka. Wszystkie owce zastał zbite ciasno centrum owczarni. Jeszcze spały. Jedne tylko oczy były otwarte, i skierowane w stronę pasterza. Tom patrzył w te oczy. Widział w nich niepokój. Owca nie wiedziała, czemu pasterz przychodzi tak wcześnie. Nie potrafiła pojąć, czemu trzyma w ręce nóż. Tom patrzył tak przez chwilę, po czym wybiegł z owczarni. Po drodze wpadł na drzewo, którego gałęzie pod wpływem silnego wstrząsu i wielu kilogramów zgromadzonego na sobie śniegu załamały się i z łoskotem uderzyły o ziemię, przywalając również sobą oszołomionego pasterza.

Tomowi zaszumiało w głowie. Obraz przed jego oczami rozmył się. Wśród dziwnego dźwięku zaczął słyszeć jakiś głos. Znajomy głos. Tak, znał ten głos doskonale. Ten sam głos nawiedzał go każdej nocy w snach, a i w ciągu dnia, w przypływach nagłej tęsknoty. Razem z głosem pojawił się również i upragniony obraz. Oto wśród zielonych traw, wśród kwiatów i słonecznego ciepła szła z koszykiem wyśniona przez Toma Jagódka, wesoło do niego pokrzykując. Tom próbował wstać i wybiec jej na powitanie, jednak nie mógł się ruszyć. Po chwili Jagódka rozpłynęła się we mgle razem z całym wiosennym krajobrazem. W tej samej szarej mgle Tom ujrzał wszystkie inne obrazy, które spotykał mieszkając tu, w górach. Były owce, tą jedną czarną, która przerodziła się kiedyś w straszny twór lęków pasterza. Był czarny jak noc kot, który zostawiał po sobie we mgle dziwną aurę. Były jakieś ślady obecności człowieka. Były krzyki, śpiew ptaków, wycie wilków, beczenie owiec i dźwięk wojskowych trąb. Na koniec wszystkie obrazy rozszarpał brązowy niedźwiedź, trzymający w łapie potłuczony słoik z resztą konfitury...

Tom nagle się ocknął. Leżał w śniegu, przywalony gałęzią drzewa, na które przed chwilą wpadł. W okolicy nie było nikogo. Owce tylko lekko przysunęły się do wyjścia z owczarni i rozgladały sie po zaśnieżonej łące. Pasterz spróbował się podnieść. Ze stosunkowo małym wysiłkiem odrzucił leżącą na nim gałąź. Gdy podniósł się wreszcie i otrzepał ze śniegu, ujrzał obok siebie, w pozostawionym po gałęzi wgłębieniu leżącego dużego zająca, którego widocznie również przygniotła gałąź. Zając lekko jeszcze drgał. Po chwili do świadomości Toma dotarła myśl, wspaniała tak, że aż podskoczył... W końcu może coś zjeść!

Etykiety: , , ,

czwartek, 31 grudnia 2009

2009/2010 i bum.

Tak, kończy się kolejny rok nędznego żywota na świecie i jak zwykle na końcu czegoś pora na podsumowania. W radiu podsumowania muzyczne, w telewizji podsumowania, ile zmarło w tym roku sławnych osób, a na blogach podsumowania marnych historii jeszcze bardziej marnych ludzi, którym się nudzi. I ja pójdę w ślad tych marnych.

No to tak: grałem w czterech zespołach, skomponowałem piętnaście (chyba) piosenek, napisałem dużo marnego literackiego chłamu, stworzyłem kilka stron internetowych, wygrałem kamerę, którą potem utopiłem w morzu śródziemnym i zwróciłem na gwarancję, byłem 400 pod poziomem oceanów i nad chmurami, widziałem najmniejsze miasto świata i jadłem pizzę o średnicy jednego metra. Poza tym byłem świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń czy zjawisk, o których nie chce mi się już pisać.

Ogólnie, o ile rok 2008 był dla mnie rokiem wielu sukcesów i jednej porażki, 2009 jest tak pogrzany, że nie potrafię go nawet tak ładnie nazwać. Oby tylko 2010 był lepszy.

Aaa, no i życzę wam wszystkiego najlepszego!

Etykiety: ,

niedziela, 15 listopada 2009

Znad książek

Bezkresne krainy
otwarte światy
tysiące fantastycznych stworzeń

nieogarnięta ilość pojęć
tajemna wiedza
wspaniałe słowa

niezapomniane przygody
ciekawe historie
barwne opowieści

to wszystko leży przede mną na biurku
a ja sił na czytanie nie mam
bo zasnąłem...

Etykiety: ,

sobota, 6 czerwca 2009

Nadzieja...

Tom siedział na skraju polany i rozglądał się dookoła. Było stosunkowo chłodno, na niebie kłębiły się ciemne chmury. Coś wisiało w powietrzu - było duszno, szaro i nieprzyjemnie. Jak zawsze przed letnią ulewą, z tą różnicą, że pasterzem czasem wstrząsały drgawki z zimna. Tylko Tom sam nawet nie wiedział, czy jest tak zimno, czy po prostu jest on chory, czy może co innego jeszcze ma na to wpływ.

Jego myśli również kłębiły się, czarne i nieprzyjemne. Jednak w przeciwieństwie do letniej burzy, jego przygnębienie nie zlewa się potokami z nieba, oczyszczając brudy i odświeżając świat. Tom nie potrafi dojść do siebie już chyba od zimy. Coś jest nie tak. Czasami nawet zapomina o swoich owcach - w tej chwili nie wie, czy są wszystkie. Ogrodzenie w kilku miejscach jest dziurawe, a on nie ma siły żeby je naprawić. Czyżby zaczynał odczuwać starość w kościach? Ale przecież znowu, gdy czasem ma lepszy humor, po głowie chodzą mu chęci do powrotu na szlaki, na wojny i do ludzi - tam na dół. Chce znowu chodzić od wioski do wioski, w poszukiwaniu przygód, albo po prostu towarzystwa. Ostatni raz widział człowieka kilka dni po dziwnych odgłosach z doliny. Przyszedł do niego wtedy posłaniec księcia pobliskiej gminy, pytał się o niego i Złotą Jagódkę, opowiadał trochę o sytuacji w kraju i przekazał parę plotek ze wsi.

Od tego czasu w zasadzie Tom nie widział żadnego człowieka. Zupełnie nikogo. Nawet nie chodził do wsi na targ, gdyż to, co miał w spiżarni i wokół domu w zupełności mu wystarczało.

A teraz siedział samotny na skraju polany i rozglądał się dookoła. Pogoda była zła, czuć było, że burza wisi nad górską polaną. Tomowi w pewnej chwili zaczęła pojawiać się między myślami jedna postać, powoli, coraz częściej, zaczęła tupać, krzyczeć, w końcu stała na środku jego umysłu i darła się w niebogłosy, próbując dobić się do pokrywy w podłożu... Nagle zniknęła, a w umyśle pozostało tylko parę słów... "Gdzie jesteś, Złota Jagódko? Co się z tobą dzieje, czemu Cię nie ma już tak długo?"

Etykiety: , ,

niedziela, 15 marca 2009

Niechciejstwo...


i nastał taki czas
kiedy nic się nie chce

i pisać się nie chce
i czytać się nie chce
i tworzyć, robić
i pracować, i chodzić

i tylko rzeczy kilka
od zguby ratuje
i sumienie czymś
zajmuje...

Muzyka!

Etykiety: ,

niedziela, 1 lutego 2009

Lęki...

Pasterza obudził straszliwy krzyk. Tom zerwał się, narzucił na siebie kożuch i wybiegł przed dom. Wrzask dochodził z doliny za urwiskiem. Był to okropny dźwięk, przynoszący na myśl najgorsze tortury, jakie można sobie wyobrazić. Krew zastygła w żyłach człowieka. Od wielu lat nic się tu nie działo. Czasy, gdy mordowano tutaj ludzi na ołtarzach straszliwych bogów minęły razem z nadejściem panowania Królów...

Nagle krzyk ustał. Tom dostrzegł, że cały świat chyba zamarł. Nie było słychać nic. Wiatru, zwierząt, wody... Zupełna cisza. Tom ostrożnie podszedł do krawędzi urwiska i rozejrzał się po świecie rozciągającym się od stóp skalnej ściany. Nic jednak nie dojrzał.

A pora była wczesna. Młode słońce ledwo wyjrzało zza wschodnich szczytów, oświetlając bladym światłem ośnieżoną polane.

Po pewnym czasie, gdy straszliwy dźwięk przestał już dzwonić w mu w uszach, pasterz skierował się z powrotem do swojego domu. Po drodze zastanawiał się, co może się jeszcze wydarzyć... Gdy spojrzał na owczarnię, dostrzegł czarną owieczkę kręcącą się przy drzwiach. Uświadomił sobie, że dokładnie rok temu owce, nie wiadomo skąd, pojawiły się na jego polanie, zupełnie odmieniając jego życie...

Etykiety: , ,

niedziela, 18 stycznia 2009

Nowy dzień

Wszystko wokoło wiruje. Mieniące się tysiącami kolorów niebo zatacza kręgi w oczach pasterza, doprowadzając go do zawrotów głowy. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Tysiące myśli przepływało mu przez głowę. Nie wiedział, czy mu przyjemnie, czy źle. Nie wiedział, czy dookoła coś tańczy, czy to on się kręci. Nawet nie wiedział, czy leżał, czy stał. Tak na prawdę nie miał pojęcia, gdzie w ogóle się znajdował.

Rzucały nim jakieś dziwne emocje. Tom chyba je już znał... Ale to było tak dawno. Nie był jednak pewien, czy to były wspomnienia, czy sny. O ile w ogóle nie był w stanie jakiegoś dziwnego, niespokojnego snu.

W pewnym momencie poczuł chłód. Przeraźliwe zimno, które ogarniało całe jego ciało. Powoli zaczynał także odczuwać inne bodźce. Poczuł na twarzy zimny wiatr. Pod nogami wyraźnie wyczuwał coś miękkiego, zapadającego się... puszystego? W końcu dostrzegł, że to śnieg. Natomiast obracające się kolory na niebie... Nie wiedział, co to jest. Przypominało to zorzę polarną, ale było o wiele bardziej żywe, mieniło się wszystkimi kolorami tęczy.

Lodowaty chłód coraz bardziej pochłaniał ciało Toma. Mężczyzna znowu zaczął tracić zmysły.

Plamy na niebie przyspieszyły. Obracały się coraz szybciej, pochłaniając coraz większą część nocnego nieba, i jakby wgryzając się w horyzont, rozjaśniały ciemne obszary budujących krajobraz gór. Po chwili Tom widział już tylko tysiące kolorów.

Momentami zdawało mu się, że te kolory tworzą jakieś obrazy. Czasami były one podobne do zwierząt. Różnych zwierząt. Prawie nieprzytomny Tom widział tam owce, wilki, jakieś ptaki, kota, który najpierw do czegoś się łasił, po czym uciekł... Widział też statek - ogromny, potężny żaglowiec, rozrywający fale podniebnego morza barw. Zobaczył też człowieka... Starca, z długą brodą... A może młodego mężczyznę w zbroi i z mieczem w ręku... Nawet tego nie był w stanie stwierdzić. Ten człowiek coś mówił, może starał się coś przekazać. Jednak w uszach Toma dudnił tylko puls jego własnej krwi. A poza tym nie słyszał nic. Zupełnie nic.

W pewnej chwili cały obraz się rozmył, a Tom upadł. Poczuł wokół siebie zimny puch. Widział już tylko zwykłe, zachmurzone, ciemne niebo. Gdzieś między chmurami prześwitywał księżyc, dając bladą poświatę odbijającą się od śniegu.

Nie miał siły wstać. Albo nie chciał się ruszać. Nagle jednak coś poczuł. Delikatny dotyk czegoś małego, miękkiego. Spróbował się odwrócić, by spojrzeć, co to jest. Zobaczył kota, który delikatnie szturchał jego nogę. Gdy kot spostrzegł, że Tom się na niego patrzy, lekko przekrzywił głowę, a jego oczy zabłysły. To był taki sam kot, jak ten z świetlistego nieba.

Tom próbował wstać. Zastanawiał się, co robi tutaj kot w środku zimy. Po chwili jednak dotarło do niego ważniejsze pytanie - co on sam tu robił?

Kot chwilę patrzył się na wstającego człowieka, po czym cicho zamruczał. Toma to trochę ożywiło. Spróbował pogłaskać kota, jednak ten momentalnie odskoczył. Na szczęście przy drugiej próbie nie zareagował tak gwałtownie, choć nadal wyraźnie dawał znać o swojej nieufności do człowieka.

Tom spróbował wziąć go na ręce. Ten jednak znowu odskoczył, prychnął na pasterza i zniknął w cieniu.

Mężczyzna stał jak wryty, patrząc z pewnym utęsknieniem za kotem... Co go tak w nim urzekło? Znowu poczuł falę zimna. W pewnej chwili usłyszał jakiś szelest w krzakach za sobą. Obejrzał się i dostrzegł owcę. Przypomniał sobie, że ostatniej nocy wiatr zniszczył część stodoły, gdzie trzymał owce, i zwierzęta rozbiegły się po polanie. Udało mu się później znaleźć i zagonić do zagrody wszystkie z wyjątkiem jednej. Prowizorycznie naprawił stodołę, po czym wyruszył na poszukiwania tej ostatniej owcy. Szukał do późnej nocy, i coś musiało się stać, że stracił przytomność... A może to wszystko działo się na prawdę?

Sam nie wiedział. Podszedł do krzaka i dostrzegł tam poszukiwanego zwierzaka. Owca, wyraźnie zmęczona, próbowała skubać zamarznięte gałązki krzewu. Wziął ją pod pachę i wrócił na swoją polankę. Zamknął tę ostatnią owcę w stodole, po czym wszedł do domu i padł na łóżko. W głowie ciągle motały się jakieś myśli...

Gdy wstał następnego ranka, obudzony ostrym promieniem słońca wpadającym przez oszronione okna, czuł się lepiej... Chyba coś się w nim zmieniło...

Etykiety: , ,

sobota, 27 grudnia 2008

I po świętach!


Minął czas świąt. U każdego było jak było, więc ja wam będę życzył z tej okazji Wesołych po-świąt. Niech wam po tych świętach powodzi się jak najlepiej, i niech wszystkie (mniej lub bardziej szczere) pozytywne życzenia spełnią się, jak tylko opadnie kurz poświątecznego wariactwa.

A "Święta na Marsie" ograniczą się jednak do opowiadań. Nagrania uznałem za nieukończone i niezdatne do publikacji. Nie było czasu żeby poprawić, uzupełnić i wykończyć. I nie było głosu, by tekst piosenek nadawał się do trafiania w ucho...

Etykiety: , ,

środa, 24 grudnia 2008

Święta

~Święta na Marsie cz.3~

Pierwsza gwiazdka wyskoczyła na ciemnym, marsjańskim niebie. Michał usiadł do stołu. Najpierw tradycja. Opłatek. Uśmiech na twarzy. A teraz można coś zjeść. Nareszcie, po tylu godzinach walki z piekarnikiem można spróbować swoich małych dzieł sztuki. Z telewizora słychać kolędy, miękko sączące dźwięki tradycyjnych melodii. I ten niemożliwy do opisania spokój...

________________________________

spokój, miękkie światło
opłatek, uśmiech
spokój, świecące kolędy
potrawy, uśmiech
spokój, spokój





Z okazji świąt, chciałbym wszystkim życzyć po prostu bycia... Bycia człowiekiem, bycia myślącym, bycia szczęśliwym... I to zarówno teraz, w czasie świąt, w nowym roku, jak i każdego dnia!

Etykiety: , , ,

sobota, 6 grudnia 2008

O mnie, jakim być bym chciał, choć według siebie już jestem...

Czyli jak egocentryk z nadwyżką dobrego samopoczucia widzi siebie... Więc jak sam siebie widzi egocentryk... Bo jak inni go widzą, najlepiej wiecie sami... jak mnie widzicie XD

Cóż (jak ja lubię zaczynać zdanie od tego wymownego wyrazu ^^), opis ten ma być opisem mnie w miarę obiektywnym (jak można siebie samego opisać obiektywnie? to tak jakby jabłko patrząc od środka miało powiedzieć, że ma ogonek... ono widzi tylko nasionka XD) mojego "mózgu" (zakładając że go mam), a właściwie ma opisywać dokładniej procesy zachodzące w jego środku, a co za tym idzie opis ten będzie opisem opisującym opisywanie opisu... Czyli jestem świrem ^^.

A więc... zaczynam:

Jak widać powyżej, i nie widać poniżej (chociaż czasami widać), jestem trochę egocentrykiem... I za wszelką cenę staram się nie być egoistą (mam nadzieję że mi się to choć trochę udaje). Patrzę na świat swoimi własnymi, małymi, w ilości dwóch sztuk oczami i analizuję to co widzę po swojemu. Wszystko co jest wokół mnie staram się zrozumieć (z różnym skutkiem), często dochodząc do podwójnego wniosku (a więc w moim przekonaniu są dwa skrajne rozwiązania problemu, oba prawdziwe). Z tego też wynika że zaprzeczam samemu sobie... Jak ja to lubię. Mam pewne zdolności wrodzone i pewne zdolności nabyte (do obu tych grup należą: lenistwo i ciastko z kremem). Jestem twórczy, a co za tym idzie lubię wszystko niszczyć i kaleczyć (przykład: ten tekst kaleczy polską scenę kabaretową, a następny polską literaturę, poprzedni światową scenę rockową... ^^). Moimi narzędziami są zwykle dwa rodzaje klawiszy (te czarno-białe z głośnikami, i te 102 wiszące na kablu), kawałek papieru i kawałek długopisu, czasami jakaś struna albo trochę bajtów. Ogólnie piszę, czytam, słucham, komponuję, gram, rysuję (oo nie, to mi nie idzie), próbuję robić zdjęcia i programuję, a do tego mam tendencje do przesadzania ^^.

A teraz trochę odnośnie moich preferencji. Wzorując się na różnych profilach p0pKuuuLtooRovyH stron, poniżej pojawi się LISTA, zawierająca SPIS. A więc tak, zaczynając od zaczątku:
  • lubię Ciebie
  • lubię muzykę... ale tylko konkretną. Lubię muzykę rockową. Lubię metal. Lubię viking metal, heavy metal i hard rock. Lubię classic rock i muzykę progresywną. Lubię muzykę ambitną i niepowtarzalną. Lubię folk, najlepiej metal. Lubię chrześcijańskie teksty w muzyce ciężkiej jak diabli i lubię mocne riffy gitarowe w spokojnych piosenkach, łaczenie stylów i dobre pomysły, klawisze, muzykę Jana Michaiła Jarre'a i dźwięk komputerowego dźwięku rodem z C64 ALE nie lubię muzyki dla kasy, disco polo i pseudo rockowych popowców machających gitarą przed stadem wygłodniałych nastolatek. Nie lubię cukierkowych keyboardów i cięzkich BiTóW zapętlonych do bólu. Nie lubię czarnych, stękających bogaczy szpanujących ilością złota w uzębieniu i dziewczyn z uciętymi spodenkami machających wszystkim w teledyskach... O muzyce mógłbym pisać dłużej...
  • lubię ludzi. Szczególnie tych wokół mnie. Lubię moich przyjaciół, kolegów, koleżanki, nauczycieli, rodziców, kota.... noo dobra, kot to nie ludź. Lubię z nimi przebywać, śmiać się, płakać, wygłupiać, chodzić po mieście i nabijać się z drecholosów. Lubię was za to, że jesteście, byliście i będziecie. Że mogę na was liczyć i w ogóle.
  • nie lubię ludzi. Tak, ale tych dookoła, tych, którzy chodzą z grającym telefonem, wciskają kit w telewizji, siedzą na stołku zbierając kasę, wpychają się na miejsca w autobusach, kupują plastikowe spódniczki i paznokcie, grają na akordeonie w tramwaju, okłamują ludzi "W imię Maryji", palą papierosy, zwiększają podatki, krzyczą, że jest źle, a sami siedzą i nic nie robią, kradną torebki, uważają za najważniejsze bycie modnym, siedzą w fotelu przed telewizorem popijając piwo i krzyczą "Kobieto!...", pokemonów, idiotów, drechów, trolli, mięsniaków, polityków... I innych nieprzyjemnych zjawisk społecznych ^^
  • lubię kobiety ^^
  • lubię kobiecość
  • lubię kobiecość w kobietach, długie włosy, spódnice, dobre zachowanie i ładny uśmiech, twarde i dobre zasady życiowe i dobre przekonania. Nie lubię gdy dziewczyna udaje faceta, bluźni, pali... i ogólnie jest niekobieca ^^
  • lubię Foo Fighters i Dave'a Grohla
  • nie lubię "twojej starej"
  • lubię patrzeć w przyszłość z nadzieją
  • lubię pomagać ludziom. Uwielbiam sprawiać, że się usmiechają i mówią "dziękuję..."
  • nie lubię Dody
  • lubię lekcje polskiego (nawet jeśli na nich śpię) ^^
  • lubię Deep Purple
  • nie lubię patrzeć na ból innych ludzi... szczególnie gdy nie mogę pomóc
  • nie lubię porannego wstawania
  • lubię wschody słońca ^^
  • nie lubię Visty
  • lubię obozy harcerskie, spanie pod namiotami, wspólne ogniska z gitarą i obiady
  • nie lubię obudowy mojego komputera
  • nie lubię, gdy ktoś mi wmawia coś, gdy tak nie jest
  • uwiebliam Led Zeppelin ^^
  • lubię nocne niebo w Wińcu
  • lubię naturę
  • nie lubię eko-terrorystów
  • lubię się śmiać
  • lubię słodycze
  • nie lubię, gdy jak wstaję to jest jescze ciemno
  • lubię zimę
  • lubię lato
  • lubię wiosnę
  • lubię jesień
  • lubię marzyć, że kiedyś pogram na prawdziwym hammondzie
  • nie lubię spać po południu
  • lubię czytać książki Lema
  • nienawidzę Feel'a
  • lubię Windowsa 98 SE PL SP2 XD
  • lubię, gdy ktoś mnie lubi
  • lubię bajaderki
  • lubię być inny
  • nie lubię mojej siostry za to że przyniosła kota
  • lubię mojego kota
  • nie lubię ludzi, którzy nie chodzą na wybory, a później marudzą że im źle
  • lubię bajaderki
  • lubię przesadzać w ilości XD
  • lubię momenty, w których czuję że powoli staję się lepszy
  • lubię fizykę xD
  • nie lubię kup na środku chodnika w centrum miasta
  • lubię książki Cejrowskiego
  • nie lubię się kłócić z ludźmi
  • i tak dalej...
  • nie lubię, gdy ktoś się wypowiada nie mając zdania na jakiś temat ani nie zna się w temacie.
  • lubię patrzeć
  • lubię mój telefon
  • i tak dalej...
  • lubię Foo Fighters ^^
  • bardzo lubię przesadzać
  • lubię moją mamę
  • nie lubię tramwajów i autobusów
  • co by tu jeszcze wcisnąć...
  • lubię grać z Midrealem
  • no dobra, to był by już prawie koniec...
  • lubię Cię za to, że to przeczytałeś/łaś ^^
  • lubię moment klikania na "Publikuj posta"
...

Etykiety:

wtorek, 2 grudnia 2008

Na szczycie... kurhanu...

Rafał szedł spokojnie ledwo widoczną ścieżką wśród niskich, bladozielonych traw. Dookoła w nieładzie rozrzucone były białe głazy i kamienie. Do szczytu zostało mu jeszcze raz tyle, ile przeszedł już od podnóża wzniesienia. Nie było ono bardzo strome, jednak marsz pod górę sprawiał trochę trudu, szczególnie w obecności silnego, południowego słońca i ostrego, suchego wiatru. Na samym szczycie stał jakiś monument przypominający anioła z rozpostartymi skrzydłami. Jednak dopiero teraz zaczął dostrzegać, że posąg ten jest prędzej demonem, niż aniołem. Jego skrzydła u dołu są spiczaście zakończone, a w miejscu głowy znajdowało się coś przypominającego literę V, może głowę kozła albo jakiegoś innego stworzenia.

Gdy znalazł już się na szczycie, przyjrzał się dokładnie monumentowi. Był to lekko zgarbiony potwór z szeroko rozpostartymi skrzydłami podobnymi do tych u nietoperza i głową kozła wyrażającą jakieś dziwne szaleństwo. W jednej ręce trzymał zardzewiały miecz, w drugiej zmasakrowaną głowę kobiety... W przeciwieństwie do reszty rzeźby te dwa przedmioty nie były wykonane z kamienia...

Wędrowiec wzdrygnął na ten widok. Po chwili przypomniał sobie, że przecież z daleka postać była jasna, prawie biała, a teraz stoi przed praktycznie czarnym demonem. Gdy odszedł odrobinę od rzeźby, zauważył, że przy pewnej odległości silne światło sprawia, że monument zdaje się zmieniać kolor. Ponownie podszedł bliżej. Szukał jeszcze jakiś innych znaków i osobliwości figury. Na piersiach demona dostrzegł wykuty symbol runy "L" w piśmie futhark. Natomiast na kamieniu pod stopami demona widniał napis:

Etykiety: , ,

sobota, 15 listopada 2008

Poranek...

Słońce leniwie wyłaniało się znad wschodnich wzgórz. Pierwsze promienie zaczęły ogrzewać chłodne po bezchmurnej nocy powietrze. Zimny wiatr zrzucał z drzew resztki liści.

Tom wstał. Dzisiaj nikt go nie budził zapachem porannej herbaty. Dzisiaj nikt nie stał obok budząc go miłymi słowami. Dzisiaj był sam... I nawet mu się to podobało. Lubił niezależność. I było mu dobrze samemu... Przynajmniej raz na jakiś czas.

Założył na siebie kożuch i wyszedł na polanę. Wypuścił owce z szopy i usiadł na kamieniu koło domu. Było mu przyjemnie. Miał dużo pracy, ale i dużo już zrobił. Nikt mu nie przeszkadzał... Było mu przyjemnie...

Owce rozbiegły się po polu. Wesoło podskakując szukały nielicznych już kępek wciąż zielonej, soczystej trawy. Poranne słońce opiewało całość miękkim, niemal pomarańczowym światłem.

Było mu przyjemnie...

Tom wstał, przeszedł kilka kroków, po czym padł na plecy w kępę miękkiej trawy, pogrążając się w marzeniach...

Etykiety: , ,

środa, 5 listopada 2008

Między światami...

Wojownicy przygotowywali się do walki. W pobliżu zamku rozbito obóz, gdzie wojsko szykowało uzbrojenie do walki, a rycerze �trrenowali na kukłach lub między sobą. W namiocie Starszych omawiano strategię. A właściciwie zastanawiano się, czy w ogóle walczyć. Według więszkości dalsza walka nie miała sensu...

Etykiety: , ,

wtorek, 14 października 2008

[...]

"– Ja się tu chyba powieszę – pomyślał. Nie wpadło mu do głowy, że wobec braku ciążenia nawet takie wyjście nie jest możliwe."

"Opowieści o pilocie Pirxie" - Stanisław Lem

Etykiety: , ,

środa, 8 października 2008

Gdzieś między trawami...

Gdzieś między trawami leżał sobie Tom... Leżał sobie samotnie, obserwując ciemniejące od chmur niebo. Czuł się zdecydowanie dziwnie. Dopiero co zaczęło się lato, dopiero co wyruszał na poszukiwania owiec, by wrócić do domu ciągle w pełni słońca, a już, patrząc w niebo, widzi głębokie podniebne jeziora deszczu, ponuro sunące po jesiennym niebie, czy pierwsze śniegi w wyższych partiach dalekich szczytów. Zresztą bliżej ziemi nie jest lepiej. Drzewa w połowie mieniące się jeszcze złotymi i czerwonymi liściami, w połowie już ogołocone przez wiatry, połacie żółtych traw kołyszące się na wietrze jak złote morze pełne fal.

Tom wstał. Pojedyncze krople deszczu zaczęły rozbijać się o jego czoło. Czuł na sobie ciężar obowiązków, które czekają go przed nadejściem zimy. Musi zrobić tyle rzeczy: uprzątać stodołę, skosić wreszcie trawę, ususzyć w ostatnich promieniach lata i schować na zimę, przygotować zapasy, przetworzyć owoce, naostrzyć wyszczerbioną siekierę... A przede wszystkim zająć się owcami.

Czuł zmęczenie. Sam nawet nie wiedział, co go tak męczyło. Do tego przez kilka ostatnich dni jest sam... Ktoś musiał iść załatwić kilka rzeczy we wsi, takich jak choćby zakup octu czy przeróżnych specyfików na przeziębienie.

A praca czekała... Tom nawet nie wiedział, od czego zacząć. Chodził bez celu po całym gospodarstwie, przechadzał się po łąkach, zaglądał we wszystkie dziury na całym wzgórzu... Ale poza tym nie robił nic bardziej konstruktywnego. Ostatnio nawet zdarzyło mu się zapomnieć na noc zagonić owce do owczarni.

Wszedł do domu, zajrzał do spiżarni... Poszukał wzrokiem po półkach drewnianego, rzeźbionego pudełka z jego ulubioną mieszanką suszonych owoców i ziół, otworzył wieczko, głęboko wciągnął powietrze przesycone zapachem leśnych owoców i ziół, po czym razem z pudełkiem wrócił do kuchni, mówiąc do siebie: "Trochę energii, a potem do pracy!"...

Etykiety: , ,

piątek, 26 września 2008

Rusza Waflozofia...

Niedawno ruszył mój blog "Waflozofia", na którym będą pojawiać się chore wymysły mojego umysłu xD. A dziś pojawił się pierwszy - Teoria opisująca podstawy budowy świata. Zapraszam do zaglądania tam od czasu do czasu i czytania, oraz komentowania - może nada to moim rozważaniom filozoficznym nowego wymiaru xD

a oto link:
www.waflozofia.blogspot.com

Etykiety:

poniedziałek, 1 września 2008

Powrót Toma

- Witam ponownie w domu, podróżniku! - rzekła niemal anielskim głosem do idącego Toma - wejdź, akurat przygotowuje kolacje.

Tom właśnie wracał po wielu dniach tułaczki po lasach. Udało mu się zebrać niemal wszystkie z zaginionych owiec, które teraz poganiał przed sobą. Był niezwykle wyczerpany, ale na jego twarzy mimo widocznego zmęczenia rysowało się rownież niewypowiedziane szczęście. Był szczęśliwy, że znalazł większość owiec, był szczęśliwy, że za chwile będzie mógł wreszcie odpocząć, był także szczęśliwy, ze wreszcie po tylu latach przeżył jakąś przygodę, choć z jej całej najbardziej cieszył się z tego, ze już po wszystkim. Ale przede wszystkim był szczęśliwy, ponieważ nie wracał do pustego domu. Radował się niezmiernie, ze ktoś na niego czekał.

Tom zaprowadził Owce do reszty. Wśród biegającego po lace stada dostrzegł te dwie owce, których nie udało mu się znaleźć... "A wiec same wróciły" - pomyślał, uśmiechając się do siebie. Puścił owce, po czym zawrócił do domku z zielonymi progami.

Gdy minął próg chatki, do jego nozdrzy napłynął wspaniały zapach, przypominający połączenie ziół, cynamonu i czegoś niezwykle słodkiego, czego nazwy nie mógł sobie przypomnieć, choć czul, ze kiedyś już spotkał się z tym zapachem. Gdy zajrzał do kuchni, dostrzegł dzban ze świeżo zaparzona herbata, miskę z warzywami na gorąco oraz spory bochen jeszcze ciepłego chleba. Ona siedziała przy oknie. Tom spojrzał na nią, skapana w blasku zachodzącego słońca, i zobaczył w niej anioła, świetlisty dar z niebios. Ona uśmiechnęła się przyjaźnie...

- Jedz, póki cieple. - Oznajmiła tym samym aksamitnym głosem, którym powitała go u progu domu. - Bałam się strasznie, ze nie wrócisz. Długo Cię nie było. Ktoś na szczęście opiekował się owcami pod twoja nieobecność, zanim ja się tutaj zjawiłam. Nie wiem, kto, wyszedł chwile przed moim przybyciem, jakby wiedział, ze zaraz przyjdę.
- Chwała jemu za to, bo nie wiem, czy owce przeżyłyby do czasu, gdy Cię poznałem. - odpowiedział lekko załamującym się ze zmęczenia głosem. - I co ja bym bez Ciebie zrobił...
- Oj, jedz już i nie gadaj tyle, bo Ci wszystko ostygnie. Potem odpocznij i nabierz sił, a innym razem opowiesz mi, co właściwie się działo...

Etykiety: , ,

czwartek, 5 czerwca 2008

17 lat od pierwszego spojrzenia :)

17 lat temu pierwszy raz otworzylem oczy, wziąlem pierwszy oddech, pierwszy raz uslyszalem dzwiek...

Od 17 lat staram się zrozumieć swiat...

Teraz konczy sie dzien moich 17 urodzin - i byly to jak dotad chyba najlepsze urodziny w życiu :)

Do szkoły na rowerze, a tam na jednej z przerw czekala mnie mila niespodzianka :) Ale zaskoczenie! Byl i torcik, i 17 swieczek, i pięknie odspiewane "sto lat" :) Wielkie dzięki tym, co są za to odpowiedzialni :*

Poźniej dentysta, ale da sie przezyc (tylko jednego zeba mi robila xD )
i...

Wycieczka na spotkanie z Madzią... oczywiscie nie bez przeszkod (kochane MPK) - tramwaj stanal i zadowolony. Spoznilem sie 16 minut, i dostalem ochrzan, ale Magdy nie zastalem. Przez telefon tylko się dowiedziałem, że mam znalesć kartkę... No i kolejne wielkie zaskoczenie. Na poczatku wogole nie wiedzialem o co chodzi xD a to poprostu URODZINOWA GRA TERENOWA :D Ale poprostu zabawa w zbieranie urodzinowych kartek po galerii z najpiękniejszym Skarbem na samym końcu :) Dziękuję :*

Pozniej tez... uspokojenie wszystkich emocji, i wyjasnienie co i jak :)

A na zakonczenie proba nauczenia html'a starej, dobrej, i odrobinkę nienormalnej przyjaciółki :P

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM! :)

Jedynie rodzice nie potrafią zrozumieć, że dorastam...

Etykiety:

niedziela, 1 czerwca 2008

End of The Road... Za ścianą

Wojtek się obudził. Leżał w swoim łóżku, przez lekko odsłonięte zasłony wpadał strumień ciepłego światła. W radiu było słychać piosenkę "To tu". Spostrzegł, że na biurku stojącym niedaleko łóżka leży cegła.
"Skąd tutaj cegła?"

Ostrożnie wstał, i podejrzliwie podszedł do biurka. Spojrzał na czerwony blok przyciskający stos książek. Zwrócił swój wzrok na okno, jednak nie dostrzegł żadnego wybicia, nic... Okno było zamknięte, jednak za szybą, na chodniku przed domem, Wojtek zauważył biegnącą dziewczynę. W jednej chwili wyleciał przed dom i zaczął ją gonić, jednak po chwili zmęczył się strasznie i stanął, by odpocząć. Dziewczyna ciągle biegła przed siebie, oddalając się od chłopaka. Ten, zebrawszy siły, ponownie począł biec za nią. Nagle jednak pojawił się przed nim żółty znak z czarnym napisem "End of the Road"...

Huk głuchego uderzenia, hałas zgniatanej blachy i pisk opon. Wojtek rozejrzał się dookoła. Części rozbitego motocyklu walały się w promieniu kilku metrów. On sam siedział na środku, jeszcze z rękoma na połamanej kierownicy. Bolała go głowa, nogi miał pokaleczone, a w ramionach uczucie braku sił, jednak czuł jednocześnie, że powinien wstać i iść.

Tak więc powoli podniósł się ze szczątek motocyklu i stanął. Spojrzał najpierw w prawo, później w lewo. Po obu stronach ściana po horyzont. Teraz wracać się po jakiś buldożer lub chociaż drabinę było nie sposobnością. Dlatego Wojtek stwierdził, że najlepiej będzie iść równolegle z murem, aż znajdzie się coś ciekawego. Był zbyt daleko, by teraz wrócić na nogach.

Poszedł więc w prawo...

Spostrzegł te same kredowe wierszyki, co poprzednio. Tym razem zauważył jeszcze kilka symboli: coś co wyglądało jak lizak, kilka gwiazdek czy płatków śniegu, znak zapytania, uśmiechniętą twarz, coś przypominającego medal, skrzydła, trzy wykrzykniki... "Co to u licha wszystko oznacza?!"

Nagle zobaczył dziurę w murze, jakieś 20 metrów dalej. Podbiegł tam i przeszedł na drugą stronę... i.... Krajobraz w ogóle się nie zmienił. Dalej droga, pustynia i góry. Przy samej drodze widniał podobny znak "End of the Road". Jedyną różnicą był niewielki domek, a przy nim stary pick-up.

Wojtek podszedł bliżej. Dom wyglądał na opuszczony. Zawołał raz... cisza. Zawołał drugi raz... Nic, zero odpowiedzi. Zapukał ostrożnie w drzwi... Cisza. Niestety nie mógł ich otworzyć, widocznie były czymś zawalone. Zajrzał przez szybę do środka... Jedno wielkie pobojowisko.

Podszedł do samochodu. W środku były kluczyki. Wsiadł. Przy trzeciej próbie odpaliło...

Wrzucił bieg i pojechał drogą... Dalej.

Etykiety: ,

środa, 28 maja 2008

Wędrówki czas...

Już spakował zawiniątko, do którego włożył trochę jedzenia, kilka szmatek, nóż i jeszcze parę istotnych drobiazgów. Wczoraj miał dobry dzień, dzisiaj też minął mu przyjemnie. Był szczęśliwy, że wreszcie sie na jakiś czas stąd ruszy, choć oczywiście wcale mu tu nie było źle. Tom poprostu zatęsknił za przygodą...

Był już wieczór, kiedy Tom skończył się pakować. Był szczęśliwy, że rano następnego dnia będzie mógł wyruszyć wreszcie w drogę. Nie mógł sie doczekać wschodu. I już się pokładał spać, by wypocząć do rana, gdy nagle poczuł nieopisaną tęsknotę... Nagle przypomniał sobie, jak mu tu było przyjemnie jakiś czas temu, gdy wszystko było na miejscu, gdy biegał po łące z... Tak bardzo mu było jej brak, i nawet nie wiedział, co robić. Starał się nawet nie zwracać na to uwagi i żyć dalej, ale... nie potrafił.

Próbując zasnąć, Tom modlił się, żeby był już ranek...

Etykiety: , ,

niedziela, 25 maja 2008

Ciekawy tydzień się zapowiada... :)

Hmm, teraz będzie trochę inaczej, rzadko mi się to zdarza, ale tym razem napiszę coś od siebie, nie tylko same opowiadania :P Po prostu czuję taką potrzebę xD

A przede mną ciekawy tydzień -> Zacznie się co prawda lekcjami i klasówką z Historii na ostatniej lekcji w poniedziałek, ale to będzie jednocześnie ostatnia lekcja w tygodniu :P Późńiej mała wycieczka po centum i na retkinię, po czym wydarzenie, na które wszystkich serdecznie zapraszam - KONCERT MIDREAL! (www.midreal.prv.pl). I tak minie dzień pierwszy - poniedziałek. XD

We wtorek strajk, czyli święty spokój, przynajmniej od szkoły... latanie po mieście, załatwianie papierków, zakup kilku ciuchów (nie przepadam za sklepami z odzieżą :P) i pakowanie...

Czyli w środę wyjazd :D Trzy dni w górach z chyba najbardziej odjechaną klasą pod słońcem :D nie mogę sie doczekać... :)

no i na zakończenie:
Sobota - Midreal gra w Pałacu Młodzieży ok. 11:30 (?)
Niedziela - Midreal gra akustycznie na pietrynie o 16:00 (więcej info na naszej stronie)

Teraz tylko jeszcze rzeczy, za które trzeba się wziąć... ech, ale ze mnie leń...

Etykiety:

środa, 21 maja 2008

End of the Road...

...i dojechał. Zsiadł ze swojego motocykla i podszedł do ściany, na której wisiała zardzewiała tabliczka:

"END OF THE ROAD"

Miejsce niezwykle dziwne. Pustynia, w oddali na horyzoncie góry, i przez sam środek droga... zwykła, asfaltowa droga, z białą, przerywaną linią uparcie przecinającą rozgrzany asfalt... I nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, jak się skończyła - mur. Ciągnący się za horyzont, z obu stron. Mur, zwykły, zbudowany z czerwonej cegły mur, wysoki tak bardzo, że nie było możliwości przeskoczenia, ani nawet zajrzenia za niego.

Wojtek podszedł do muru, przyjrzał się tabliczce nań wiszącej... Wisiała na gwoździu, nieco przechylona, i lekko unosiła się przy mocniejszych porywach suchego, pustynnego wiatru. Spojrzał pod nogi - przy samej ścianie droga była dużo bardziej popękana... Czyli nic wielkiego. Zaczął szukać wzrokiem czegoś szczególnego - nic. Zwykły, ceglany mur po horyzont... tak, zwykły... bardzo zwykły, szczególnie, że ktoś musiał sobie zadać sporo trudu, żeby wybudować na środku pustyni ścianę z cegieł z zupełnie innej części świata... Tylko po co?

Mur nie wyglądał na zbyt stary, choć lata silnego słońca i piasku pozostawiły na nim ślady swego istnienia... Ale cegły były równe, gładko ułożone, i nawet nieszczególnie popękane...

Uwagę Wojtka przykuły nagle białe litery na ścianie, jakieś 3 metry dalej. Podszedł bliżej i zaczął czytać:

Myśli, nawet te najważniejsze - mogą ulecieć...
Uczucia, nawet te największe - mogą się rozwiać...
Przyjaciele, nawet Ci najbliżsi - mogą o tobie zapomnieć...
Nawet ty, jeżeli w ogóle istniejesz - możesz być tylko urojeniem...


- O co tu chodzi? - powiedział sam do siebie chłopak, szukając jakiegoś ukrytego znaczenia słów... Spojrzał dalej i zobaczył kolejny kredowy zapis:

Nawet jeśli świat zostanie pokonany,
Nawet jeśli człowiek siebie przeskoczy,
Przepaść za tą ścianą zostanie poza marzeniami,
ze strachu za murem ukryta...


W tym momencie Wojtek przypomniał sobie, że gdzieś słyszał legendę o tym miejscu... Tylko nie mógł sobie przypomnieć, jak to szło...

Rozejrzał się dookoła, jakby się dopiero obudził. Nie, widok ten sam - pustynia, droga, jego lśniący, choć zakurzony motocykl, góry w oddali i brak jakiegokolwiek życia... Spróbował znaleźć jeszcze jakieś napisy. Dalej w tą stronę jednak mur był zupełnie czysty, nie licząc piaskowych "plamek", w miejscach, gdzie jakimś cudem piach z pustyni osiadł na pionowej ścianie... Chłopak odwrócił się w drugą stronę, i powoli zaczął wracać w stronę drogi, obserwując bacznie ścianę. Po drugiej stronie drogi, na ścianie dostrzegł napis, ale inny niż poprzednie dwa, napisany jakby... smołą... Dziwne, że wcześniej go nie dostrzegł. Podszedł bliżej i przeczytał:

Dokąd zmierzasz, człowieku?
Czy życie Ci nie miłe,
że uciekasz na pustynię?
Po coś tu przyjechał, czyś drogę zgubił?
Czy specjalnie pojechałeś tą na mapie nieistniejącą
bez drogowskazu?


Nagle chłopaka poruszyło... "Co ja tu właściwie robię?" - zadał sobie w duszy. Nie potrafił sobie właściwie przypomnieć, po co tu w ogóle przyjechał...

Tutaj śmierć tylko czeka,
tych co umiaru nie znają...
i zawód tych, co się obudzą wcześniej...


Nagle, jakby w nagłym napadzie strachu, Wojtek rzucił się na swój motocykl, i rozpoczął ucieczkę w stronę, z której przyjechał...

Etykiety: ,

wtorek, 20 maja 2008

Pilot Wosh - po rozmowie

- To by bylo na tyle. Mam nadzieję, że nas pan zrozumial, i wie pan juz, dlaczego jest jak jest. - spokojnym glosem i z usmiechem na twarzy powiedzial Dyrektor.
- Nie ma sprawy. Trzeba bylo odrazu tak powiedziec, nie bylo by wtedy zadnego problemu. - Odpowiedzial rownie przyjemnym glosem Wosh. - Do zobaczenia!
- Do widzienia, odezwiemy się jeszcze w sprawie lotów.

Wosh usmiechnąl się przy drzwiach, po czym zamknąl je z drugiej strony. Począl zmierzac ku drzwiom wyjsciowym, po drodze wyciągając z kieszeni mp3kę, i wciskając sobie sluchawki w uszy. Wlaczyl odtwarzanie losowe. W jego uszach zaczęlo rozbrzemiwać "...to pieklo, nie raj, tutaj sie konczy swiat...". Tak, mimo wszystko lubil Hey. Przestali grać wiele lat temu, a teraz swoich fanów mają tylko wsrod starszyzny, ale do Wosha trafiali mimo uplywu lat.

- ...To pieklo, nie raj... - zanucil sobie pilot. - ale i tak to lubię. Ciekawe, ile trzeba mi będzie czekać.

Wosh wyszedl w tym momencie z budynku. Cieply, wiosenny wiatr dmuchnąl w jego twarz i rozwial nieulozone wlosy. Pilot skierowal się do Parku miejskiego. Potrzebowal troche ciszy i spokoju, by jeszcze przemyslec kilka rzeczy. Zapomnial niestety, ze akurat dzisiaj w parku rozpoczęto obchody 10-lecia kosmogenetorologi, i prawie wszyscy mlodsi mieszkancy się tam zgromadzili...

- Banda bezmózgich idiotów. - pomyslal Wosh, patrzac, jak nastolatkowie uganiaja sie za latajacym modelem czasteczki DNA. W tym samym momencie przypomnial sobie, ze przeciez zapisal sie na kursy naukowe... I jutro zdawal egzaminy.
- W kadlub transgalaktyka, znowu o czyms zapomnialem...
Wosh odwrocil sie na pięcie, i, po chwili zastanowienia, zacząl biec, po drodze potracajac jakąs staruszke.

Po powrocie do domu usiadl przy ksiazkach, po chwili jednak wstal, podszedl do starodawnego już radioodtwarzacza, i puscił sobie "Luli lali" Hey'u. Wrócil do ksiazek, otworzyl pierwszą z nich i... polozyl glowę na stronach, nucąc sobie "Luli laj..." pod nosem... Zasnął.

Etykiety: , ,

czwartek, 8 maja 2008

Gór brak, przygody potrzeba, na wędrówkę ochota...

Tom wstał wcześniej, niż zwykle. Słońce dopiero zaczynało leniwie oblewać okolicę porannym, sinym światłem. Pasterz wyszedł przed dom powolnym krokiem i rozejrzał się.

Nagle naszło go pragnienie wyruszenia w podróż. Zapragnął znowu zdobywać szczyty i tułaczyć się po dolinach, szukać przygód w jaskiniach i szczęścia w szczytach koron. Przez chwilę zdawało mu się, że całe te jego owce nic mu nie dają, że on się tutaj tylko marnuje... Już chciał nawet, choćby zaraz, opuścić swój domek i wyruszyć w drogę.

W jednej chwili uświadomił sobie jednak, że mimo wszystko mu tutaj dobrze. Ma przecież wszystko, czego mógłby chcieć. I, jeśli postara się tylko choćby odrobinę, może mieć jeszcze więcej... Czego więc właściwie mu brakowało?

Etykiety: , ,

niedziela, 4 maja 2008

Pilot Wosh - Bez owijania...

Rok 2022, Budynek zarządu Europejskiej Federacji Kosmicznej, Berlin, Unia Środkowa.

Na zegarze atomowym, wiszącym na przeciwległej ścianie, wybiła godzina 20:00. Pilot Wosh siedział przed biurem prezesa Federacji i czekał na rozmowę. Był zły, ponieważ od kilku miesięcy nie dostał żadnego zlecenia, mimo iż inne firmy dawno by już znalazły dla niego pracę.

Wosh był stosunkowo młodym pilotem, jednak mimo to bardzo doświadczonym. Skończył szkołę lotniczą 4 lata temu, i już przelatał prawie 15 tysięcy godzin. Nieraz wychodził w mistrzowski niemal sposób z wielu trudnych sytuacji. A mimo to oni zajęli się sobą, jakby o nim zapomnieli.

- Może pan wejść, panie Wosh. - Odezwał się głos sekretarki, która wyjrzała zza drzwi.

Pilot wstał i spokojnym krokiem wszedł do środka. Bez słowa minął młodą sekretarkę i przez otwarte drzwi wszedł do gabinetu prezesa, zamykając je za sobą.

- Co was do mnie sprowadza, towarzyszu Wosh? - zapytał prezes, z nieudolnie udawaną życzliwością.
- Nie będę owijał w bawełnę - jestem na was wściekły. Od prawie pół roku nie dostałem żadnego zlecenia. Moja rakieta leży w hangarze z oderwanym skrzydłem, a wy tylko myślicie o sobie. Czuję się wam niepotrzebny, jakbyście zapomnieli, ile zrobiłem dla firmy. A do tego żadnego odzewu z waszej strony, jedna tylko obietnica, że coś postaracie się zrobić.
- To nie tak...
- Cicho! - przerwał pilot - nie przerywajcie mi, prezesie. W tej chwili jestem skłonny odejść z firmy i przestać się tym interesować. Na razie się jednak jeszcze wstrzymam. Ale to wy musicie zrobić pierwszy krok, ja się już sam angażować i wysilać nie będę. A teraz żegnam, i mam nadzieję, że zrozumiał pan, o co mi chodzi...

W tym momencie Wosh obrócił się na pięcie, energicznie otworzył drzwi, i wyszedł, rzucając tylko niechciane "Do widzenia" sekretarce. Przed wyjściem z gabinetu sekretarki, już przez otwarte drzwi, zapytał jeszcze tylko, czy mają kontakt do niego. Upewniając się, że tak, trzasnął drzwiami, i opuścił budynek.

W drodze do domu myślał jednak cały czas o Federacji. Mimo wszystko lubił tą firmę, lubił ludzi w niej pracującej, i ciężko by mu było z niej odchodzić... Ale jak miał tam pracować, jeżeli nie dawano mu żadnych zleceń? W końcu stwierdził, że nie ma się co przejmować, teraz i tak może tylko czekać, i mieć nadzieję, że oni coś zrobią. A jako że czekać bezczynnie nie był wstanie, wybrał się do swojego starego przyjaciela. Może on mu pomoże poprawić humor...

Etykiety: , ,

czwartek, 24 kwietnia 2008

Tyle rzeczy chciałby powiedzieć...

Tom przebudził się w środku nocy. Coś sobie uświadomił. Ale nie chciał budzić zmęczonej po ciężkim dniu piękności leżącej obok. Wziął więc pióro, stary kałamarz i pergamin. Miał je, bo czasami czuł potrzebę zapisania swoich myśli, by o nich nie zapomnieć.

Gdy skończył pisać, a zajęło mu to dość długo, gdyż raz, że rzadko pisuje, bo zajmuje się owcami, a wieczorami po pracy często brak mu sił na pisanie, a dwa, że starał się nie wydawać żadnych dźwięków podczas pisania, by jej nie zbudzić, zwinął pergamin w rulon i schował między kwiaty w wazonie tak, by było go widać, ale nie rzucał się za nadto w oczy.

Następnie podszedł do okna, lekko je uchylił, by wpuścić świeżego powietrza, i położył się spać, rozmyślając o swojej wybrance, o owcach, o chmurach... Powoli począł coraz głębiej zapadać się w wir myśli, jakże przyjemny i odprężający stan tuż przed zaśnięciem. Ostatnią świadomą myślą przed zupełnym zatopieniem się w miękkiej, barwnej rzece marzeń i wspomnień było:
"Życie jest piękne..."

Etykiety: , ,

środa, 9 kwietnia 2008

Wyśniony wieczór...

Było późne popołudnie. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a polana, na której pasły się owce Toma, zalana była złotym światłem.

Tom właśnie szykował się do zapędzania owiec do owczarni. Większość owiec była posłuszna, jednak niektóre były nieco zmieszane i biegały wokół stada, nie dając się złapać. Po kilku próbach zmęczony pasterz usiadł na schodkach do domu, wpatrując się w zachodzące słońce. Owce, wyraźnie zadowolone dłuższym pobytem na powietrzu, rozbiegły się radośnie po polanie. Tom czuł się nieco zagubiony. Doskonale sobie zdawał sprawę, że nie do końca panuje nad wszystkimi owcami. Ale mimo wszystko było mu przyjemnie. Słońce przyjemnie grzało w policzki, owce beczały wesoło.

I gdy tak sobie siedział, nagle usłyszał śpiew. Z początku cichy, odległy, z czasem zbliżający się. W końcu dostrzegł piękną złotowłosą kobietę, wyłaniającą się z lasu pod polaną. Jeszcze z drewnianej chatki na złotych stokach uśmiechną się do niej. Gdy go zobaczyła, odpowiedziała równie radosnym uśmiechem i przyspieszyła kroku. Tom wstał i począł iść ku niej, z jeszcze większym uśmiechem, w pewnym momencie nie wytrzymał i zaczął biec. Ona spojrzała na niego radośnie, odrzuciła na trawę koszyk z leśnymi owocami, i również zaczęła biec w jego stronę, wesoło machając rękoma.

I biegli tak radośnie, by w końcu wpaść sobie w ramiona na środku polany w świetle zachodzącego słońca.

[...]

Potem razem ponownie spróbowali zagonić owce do swej owczarni...

Etykiety: , ,

środa, 19 marca 2008

Learn to Fly...

Jak szybko można nauczyć się latać... I dzięki temu w krótkim czasie robić tyle rzeczy. Co prawda nie jest to łatwe, bo oprócz przyjemnych, śnieżnobiałych obłoczków znajdują się też obowiązki, które trzeba spełnić, ale... Wszystko jest potrzebne :)

Nigdy nie czułem się jeszcze tak szczęśliwie i... tak pewnie. Wiem, co muszę robić, wiem co robię dobrze, wiem, co sprawia, że jestem szczęśliwy... i nauczyłem się latać... A właściwie to ty mnie tego nauczyłaś...

A teraz przed nami cały świat, w który dzięki pięknym, rozłożystym skrzydłom możemy wlecieć bez obaw o lądowanie.

Etykiety:

sobota, 8 marca 2008

...i dlatego lubię mówić z tobą...




...ze swoim światłem w innej rzeczywistości...



Coś, co uważałem za nieistniejące, zbyt abstrakcyjne, by samemu to poznać, lub poprostu nierealne, zapukało do moich drzwi i szeroko się uśmiechnęło.

Teraz mogę tylko odpowiedzieć na uśmiech, i zaprosić do środka... a może wyjśc na zewnątrz?

Jedno jest pewne - świat jest piękny...

Etykiety:

sobota, 23 lutego 2008

Błogo i szczęśliwie :)

Dopadła mnie głupawka:
(co dziś powiedziałem/napisałem):

[22:20] wiesz co, dziwnie się czuję xD
[22:20] jakby pomieszanie maxymalnej szczęśliwości
[22:20] z bezradnością…
[22:20] domieszką… jakiegoś chorego ubawu
[22:20] i... nie wiem... zupełnym brakiem zorganizowania

[22:32] cholera, ale mnie euforia ogarnęła xD
[22:32] jesstem totalnie zakręcony xD
[22:32] nie wiem, co się dzieje wokół‚ mnie, i mnie to bawi xD

"zatopiłem się w chaosie... i mi tu dobrze"

"ooo tak, nie ma to jak w takim stanie puścić utworek, który wprawia mnie w jeszcze lepszy humor xD"

"OdBiJa Mi xD"
_______________________

Taaak, cóż mi jest? :P Nie, ja już nie myśle (jaki powód?)... Niech tylko ten stan mnie tak szybko nie opuszcza :) A może Bóg pozwoli na jeszcze więcej?...

Etykiety:

czwartek, 21 lutego 2008

Jeszcze 82 godziny...

Tak, za ok. 82 godziny będę siedział przed klasą w oczekiwaniu na dzwonek... koniec ferii zbliża się nieubłaganie.

Zostały 3 dni, i planuję je (w przeciwieństwie do reszty ferii) maksymalnie wykorzystać... a jest dużo do zrobienia, pora sobie zrobić listę (i zajrzeć do książek...)

Póki co jednak wolę poczytać dobrą książkę i iść na łyżwy...

Etykiety: ,

piątek, 15 lutego 2008

Spokojne obłoczki...

Tom przechadzał się po pastwiskach. Był piękny, słoneczny poranek. Na niebie tylko kilka jasnych obłoczków spokojnie płynęło w stronę słońca. Krople rosy mieniły się blaskiem jak drogocenne kamienie. Ptaki wesoło śpiewały, a owce leniwie pasły się za domem.

Wszystko było pięknie. Z zarośli wyskoczyła dawno niewidziana przez Toma owieczka, i zaczęła radośnie biegać wokół pasterza. Nawet czarna Owca spokojnie pasła się wraz z resztą i nie bała się ręki Toma...

błogo...

Etykiety: , ,

niedziela, 10 lutego 2008

Sen?

Była piękna, bezchmurna pogoda.

Tom przechadzał się po pastwiskach, nawołując wesoło swoje owce. Wszystkie kolejno, słysząc jego głos, zaczynały iść za nim i utworzyły radośnie pobeczający orszak. Zadowolony Tom zebrał już prawie wszystkie owce, gdy zauważył niedaleko swoją ulubioną, czarną owieczkę, która wesoło szła w jego stronę. Wraz ze swym orszakiem sam zaczął się do niej zbliżać.
Owca podbiegła do niego radośnie i zaczęła przymilać się do Toma, popychając pyszczkiem jego nogi i przewracając na miękką trawę. Po chwili do zabawy dołączyła się reszta owieczek.

Nagle jednak niebo zaczęło ciemnieć, a owce szybko odbiegać w kierunku krzaków i przepaści na skraju polany. Tom zaczął się rozglądać i krzyczeć, gdy nagle zamilkł, spoglądając na czarną owcę. Ta za to zaczęła rosnąć, jej oczy zrobiły się czerwone, a sierść jeszcze bardziej czarna, mroczna. Z pyska zaczęły wysuwać się wielkie, białe kły. Tom ponownie zaczął krzyczeć, i próbował uciekać, lecz owca, albo właściwie potwór, który z niej powstał, szybkim ruchem złapał biedaka za nogi zębami. Przerażony Tom spojrzał ponownie na potwora, zajżał mu prosto w oczy, a ten w tej samej chwili, puścił nogę i zbliżył pysk do twarzy Toma. Swoimi wielkimi kłami już prawie dotykał nosa człowieka, powoli zaczął otwierać paszczę...

Łup!

Wystraszony Tom zeskoczył z łóżka i zaczął się nerwowo rozglądać. "uff..." - pomyślał - "To na szczęście tylko kolejny zły sen...". Mimo wszystko postanowił jednak zajżeć do swych owiec. Zarzucił szybko na siebie swoją koszulę i wyszedł przed dom.

Noc była spokojna, bezksięzycowa, lecz dzięki milionom gwiaździstych punktów było dość jasno. Tom spokojnym krokiem zmierzał ku swej owczarni. Przed zamknietymi drzwiami dostrzegł czarną owcę, która na jego widok, wyraźnie wystraszona, odbiegła kawałek w stronę krzaków, jednak stanęła przed nimi i spojrzała czujnie na człowieka. Ten zaczął się zastanawiać, co zrobić dalej? Podejdzie, to owca się wystraszy i ucieknie, i możliwe, że nigdy już nie wróci... Zacznie jej wszystko tłumaczyć? Że nic jej przy nim nie grozi, i że jest ona dla niego bardzo ważna? Nie, ona może go nie zrozumieć, bo chociaż owce są niezwykle mądre, to mimo wszystko ciężko im niektóre rzeczy wytłumaczyć... W końcu, uznając, że tak będzie najlepiej, uchylił lekko drzwi owczarni i pobiegł do domu, zamykając za sobą drzwi...

Etykiety: , ,

czwartek, 7 lutego 2008

Owce?

No tak, wszystkie owce trzymają się stada, i nawet pozwalają sie prowadzić. Jednak cały czas Tomowi czegoś brakuje. Pewnego dnia zauważył, że ta czarna, piękna owca, która zawsze była obok, mimo iż na odległość, zaczyna iść, iść w inną stronę.

Tylko czemu? Przecież zawsze była najważniejsza, zawsze była tą najukochańszą, najbardziej wymarzoną. Czyżby jednak inne owce tak bardzo zajęły Toma, że ten przestał się nią interesować?

Czarna owca coraz bardziej się oddala. Tom się zastanawia, nie, jest pewien, że może zostawić wszystkie inne owce dla tej jednej... Tylko czy ją jeszcze dogoni? I co zrobi? Przecież owca może się tylko spłoszyć, i uciec dalej...

Etykiety: , ,

środa, 6 lutego 2008

Duzo owiec, trzeba szybko biegac...

Oj dużo tych owiec się tu zebralo. Teraz trzeba się tylko postarać, żeby zlapać jak najwięcej, najlepiej wszystkie...

Ferie będą pracowite. Nicolas, Keyboard, projekt konkurs ekologiczny, nauka, nadrobienie zaległosci... Do tego może jakis zarobek.

Trzeba więc dobre zjesć sniadanie, i wybiec na górskie łąki, by owce wszystkie przed wieczorem znalazly się w owczarni...

Etykiety: , ,

piątek, 1 lutego 2008

Marzenia...

Kiedys moje życie składało się z marzeń i substytutów ich spełnienia. Jakis czas temu marzenia te rozpłynęły się w realnosci swiata i zostały po nich tylko cienie.

Lecz pewnego dnia marzenia powróciły, jak spłoszone owce szukające drogi do domu. I, jedna po drugiej, wchodziły z tej górskiej polany to owczarni, gdzie stary Tom mógł zdjąć z nich wełnę spełniających marzeń.

A Złota Jagódka swym spiewnym głosem koiła mysli kołysząc do snów...

Tylko jedna, czarna owca, nie chce wejsć. I, trzymając się daleko, patrzy tylko krzywo i spać nie pozwala...

Etykiety: , ,

środa, 23 stycznia 2008

Czas na organizację...

Od jakiegoś czasu balansuję między wieloma stanami psychicznymi... W sumie nawet wiem dlaczego... Czemu tylko nic z tym nie robię? Czas wreszcie wziąść się za organizację. Bo jak mam robić cokolwiek, kiedy nie wiem kiedy co robić? Dodatko brak roweru i możliwości zrzucenia z siebie myśli nie pozwala się uwolnić.

Nie ma co się użalać... Trzeba posprzątać (również na biurku xD), zrobić lekcje i pobiegać. No i wreszcie zacząć realizować plany i marzenia... do końca.

Etykiety:


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull