Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

niedziela, 28 lutego 2010

Powroty

Tom, jak zwykle, siedział u progu swojego domu. Oczekiwał czegoś. Końca zimy? Jakiegoś człowieka? Wtedy usłyszał jakiś dźwięk z przeciwnego końca łąki, gdzie wychodzi leśna droga prowadząca do doliny.

Pasterz niepewnie podniósł się z miejsca. Przypatrywał się uważnie ścianie lasu na końcu polany. W pewnej chwili na drodze pojawiła się piękna, złotowłosa osoba, niemal uosobienie marzeń Toma. Ten podskoczył i pobiegł ją przywitać.

– Tak długo cię nie było! Wiesz, ile tu rzeczy się działo w tym czasie?
– Wiem. – Odpowiedziała krótko, po czym szeroko się uśmiechnęła i przytuliła pasterza.
– Tęskniłem za tobą.
– Ja za tobą też. Ale teraz już cię nie zostawię…

Etykiety: ,

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zerwanie ze snu...

Tom otworzył oczy. Śniło mu się coś przyjemnego. Jednak jego marzenia rozpłynęły się w blasku porannego światła. Wstał, ubrał się i poszedł do owczarni.

Otworzył drzwi i zajrzał do środka. Owce już nie spały, spokojnie czekały na uzupełnienie siana w karmnikach i pojemnika na wodę. Pasterz podszedł do jednej z nich, do czarnej owcy, która dziwnie się na niego patrzyła swoimi wilgotnymi, głębokimi oczami.

- Ech... To głupie, że gadam do owcy. Ale brakuje mi tu czegoś. Marzy mi się osoba, z którą można bawić się i szaleć tak samo, z którą można zdobywać szczyty, dzielić się przygodą i cieszyć się spacerem po lesie. Ktoś, kto uśmiechem i ciepłą herbatą przywita mnie, gdy wrócę z samotnej wędrówki. Ktoś, dla kogo będę tak samo ważny, jak ten ktoś dla mnie. Po prostu szukam osoby, z którą mogę dzielić własne szczęście! Nie tylko opowieścią i bezwyrazowym uśmiechem, ale całym sercem i duszą. Nie musi nawet mieszkać ze mną na tym odludziu, nie muszę być dla niej jedyny i najważniejszy. Choć nie chcę mieszkać tu samotnie, to starczy mi osoba, która by tu wpadała raz na jakiś czas i pomagała mi się ogarnąć. Nie chcę niszczyć komuś życia na mojej samotni...

Tom patrzył chwilę w oczy owcy. Ta, wydawałoby się, chciała mu coś odpowiedzieć. Zerwał się nagle i wybiegł przed owczarnię. Nabrał w płuca zimnego, styczniowego powietrza, zacisnął zęby i pobiegł przez polanę, na jej drugi koniec, na jej skraj zakończony urwiskiem. W ostatniej chwili złapał się pnia rosnącej tam jabłoni, dzięki czemu wyhamował i nie zleciał na dół. Objął zmarznięte drzewko, mocno zacisnął objęcie i krzyknął:
- Gdzie jesteś!

A owca stała w drzwiach owczarni i patrzyła w jego kierunku, wciąż tym samym obojętnym wzrokiem, którym patrzyła od samego początku...

Etykiety: , , ,

wtorek, 5 stycznia 2010

Pod gałęzią

Minęło trochę czasu. Była już zima. Przez ostatnie pół roku właściwie nic się nie zmieniło. Dziury nie połatane, owce zagonione co prawda do owczarni, ale również nie przeliczone. Do tego srogi mróz i śniegi trzymają od jakiegoś czasu i Tomowi powoli kończyły się zapasy w spiżarni, a do miasta iść byłoby ciężko, gdyż idąc wśród śniegów łatwo jest wpaść w jakis zasypany dół, czy samemu zostać przysypanym przez niespodziewaną lawinę.

Był wczesny poranek. Pierwsze promienie słońca od tygodnia rozpryskiwały się na tysiące drobnych świetlnych punktów na śniegu. Toma obudził powiew chłodnego powietrza i jakiś hałas dochodzący z okolic kuchni. W pierwszej chwili odwrócił się tylko na drugi bok, myśląc, że to senne złudzenia. Po chwili jednak zerwał go na nogi wielki huk ze spiżarni. Tom chwycił za nóz leżący na stoliku przy łóżku i skoczył do kuchni. W tym samym momencie ze spiżarni wyleciał wielki niedźwiedź, powalając mężczyznę na ziemię. Gdy pasterz, po chwilowym zamroczeniu odzyskał władzę nad zmysłami, niedźwiedzia już nie było. Tom zajrzał przez rozwalone drzwi do spiżarni. W środku nie było śladu po zapasach suszonego mięsa, a rozbite słoiki walały się po wszystkich kątach. Z zapasów praktycznie nic nie zostało. W pierwszej chwili Tom zaczał się zastanawiać, co w ogóle sprawiło, ze ten nieźwiedź zbudził sie ze snu zimowego. Po chwili dopiero dotarło do niego, że w tej chwili właściwie nie ma co jeść.

Pasterz wyszedł tak jak stał, w samej koszuli nocnej i z nożem w ręku, przed dom. Osunął się zrezygnowany, oparty o framugę drzwi. Myśli zaczęły kłębić się znowu w jego głowie. Spojrzał w stronę owczarni. Blask słońca wzmacniany odbiciami od śniegu oślepiająco szeptał w głowie pasterza. Przez chwilę pomyślał nawet, że widok jest piękny. Jego oczy zwróciły się na trzymany w ręku nóż. Teraz znowu przez umysł człowieka przesunęły się ciemne obrazy i pomysł na zdobycie jedzenia. Tom próbował uciekać od tych myśli, ale te stawały się coraz silniejsze i niemal obezwładniły jego umysł. Pomysł zażynania własnych, wymarzonych owiec w tej chwili wydawał sie jedynym sposobem na przetrwanie zimy.

Dwa dni później, wczesnym wieczorem, Tom siedział przy stole w kuchni, mając przed sobą wbity między deski stołu nóż. Walczył ze sobą i swoim głodem. Od trzech dni praktycznie nic nie jadł. Nie chciał jednak zabijać własnych, ukochanych owiec. Po kolejnych dniach, kilku nieudanych próbach polowań i ciągle rosnącej pustce we wnętrzu Toma głód w końcu przeważył nad wolą pasterza. Następnego dnia, wczesnym rankiem Tom wziął swój nóż i cicho wyszedł z domu. Powoli zmierzał ku owczarni. Ciągle bił się z myślami, jednak pustka w brzuchu nie dawała za wygraną. Otworzył cicho drzwi od owczarni i wszedł do środka. Wszystkie owce zastał zbite ciasno centrum owczarni. Jeszcze spały. Jedne tylko oczy były otwarte, i skierowane w stronę pasterza. Tom patrzył w te oczy. Widział w nich niepokój. Owca nie wiedziała, czemu pasterz przychodzi tak wcześnie. Nie potrafiła pojąć, czemu trzyma w ręce nóż. Tom patrzył tak przez chwilę, po czym wybiegł z owczarni. Po drodze wpadł na drzewo, którego gałęzie pod wpływem silnego wstrząsu i wielu kilogramów zgromadzonego na sobie śniegu załamały się i z łoskotem uderzyły o ziemię, przywalając również sobą oszołomionego pasterza.

Tomowi zaszumiało w głowie. Obraz przed jego oczami rozmył się. Wśród dziwnego dźwięku zaczął słyszeć jakiś głos. Znajomy głos. Tak, znał ten głos doskonale. Ten sam głos nawiedzał go każdej nocy w snach, a i w ciągu dnia, w przypływach nagłej tęsknoty. Razem z głosem pojawił się również i upragniony obraz. Oto wśród zielonych traw, wśród kwiatów i słonecznego ciepła szła z koszykiem wyśniona przez Toma Jagódka, wesoło do niego pokrzykując. Tom próbował wstać i wybiec jej na powitanie, jednak nie mógł się ruszyć. Po chwili Jagódka rozpłynęła się we mgle razem z całym wiosennym krajobrazem. W tej samej szarej mgle Tom ujrzał wszystkie inne obrazy, które spotykał mieszkając tu, w górach. Były owce, tą jedną czarną, która przerodziła się kiedyś w straszny twór lęków pasterza. Był czarny jak noc kot, który zostawiał po sobie we mgle dziwną aurę. Były jakieś ślady obecności człowieka. Były krzyki, śpiew ptaków, wycie wilków, beczenie owiec i dźwięk wojskowych trąb. Na koniec wszystkie obrazy rozszarpał brązowy niedźwiedź, trzymający w łapie potłuczony słoik z resztą konfitury...

Tom nagle się ocknął. Leżał w śniegu, przywalony gałęzią drzewa, na które przed chwilą wpadł. W okolicy nie było nikogo. Owce tylko lekko przysunęły się do wyjścia z owczarni i rozgladały sie po zaśnieżonej łące. Pasterz spróbował się podnieść. Ze stosunkowo małym wysiłkiem odrzucił leżącą na nim gałąź. Gdy podniósł się wreszcie i otrzepał ze śniegu, ujrzał obok siebie, w pozostawionym po gałęzi wgłębieniu leżącego dużego zająca, którego widocznie również przygniotła gałąź. Zając lekko jeszcze drgał. Po chwili do świadomości Toma dotarła myśl, wspaniała tak, że aż podskoczył... W końcu może coś zjeść!

Etykiety: , , ,

sobota, 6 czerwca 2009

Nadzieja...

Tom siedział na skraju polany i rozglądał się dookoła. Było stosunkowo chłodno, na niebie kłębiły się ciemne chmury. Coś wisiało w powietrzu - było duszno, szaro i nieprzyjemnie. Jak zawsze przed letnią ulewą, z tą różnicą, że pasterzem czasem wstrząsały drgawki z zimna. Tylko Tom sam nawet nie wiedział, czy jest tak zimno, czy po prostu jest on chory, czy może co innego jeszcze ma na to wpływ.

Jego myśli również kłębiły się, czarne i nieprzyjemne. Jednak w przeciwieństwie do letniej burzy, jego przygnębienie nie zlewa się potokami z nieba, oczyszczając brudy i odświeżając świat. Tom nie potrafi dojść do siebie już chyba od zimy. Coś jest nie tak. Czasami nawet zapomina o swoich owcach - w tej chwili nie wie, czy są wszystkie. Ogrodzenie w kilku miejscach jest dziurawe, a on nie ma siły żeby je naprawić. Czyżby zaczynał odczuwać starość w kościach? Ale przecież znowu, gdy czasem ma lepszy humor, po głowie chodzą mu chęci do powrotu na szlaki, na wojny i do ludzi - tam na dół. Chce znowu chodzić od wioski do wioski, w poszukiwaniu przygód, albo po prostu towarzystwa. Ostatni raz widział człowieka kilka dni po dziwnych odgłosach z doliny. Przyszedł do niego wtedy posłaniec księcia pobliskiej gminy, pytał się o niego i Złotą Jagódkę, opowiadał trochę o sytuacji w kraju i przekazał parę plotek ze wsi.

Od tego czasu w zasadzie Tom nie widział żadnego człowieka. Zupełnie nikogo. Nawet nie chodził do wsi na targ, gdyż to, co miał w spiżarni i wokół domu w zupełności mu wystarczało.

A teraz siedział samotny na skraju polany i rozglądał się dookoła. Pogoda była zła, czuć było, że burza wisi nad górską polaną. Tomowi w pewnej chwili zaczęła pojawiać się między myślami jedna postać, powoli, coraz częściej, zaczęła tupać, krzyczeć, w końcu stała na środku jego umysłu i darła się w niebogłosy, próbując dobić się do pokrywy w podłożu... Nagle zniknęła, a w umyśle pozostało tylko parę słów... "Gdzie jesteś, Złota Jagódko? Co się z tobą dzieje, czemu Cię nie ma już tak długo?"

Etykiety: , ,

niedziela, 1 lutego 2009

Lęki...

Pasterza obudził straszliwy krzyk. Tom zerwał się, narzucił na siebie kożuch i wybiegł przed dom. Wrzask dochodził z doliny za urwiskiem. Był to okropny dźwięk, przynoszący na myśl najgorsze tortury, jakie można sobie wyobrazić. Krew zastygła w żyłach człowieka. Od wielu lat nic się tu nie działo. Czasy, gdy mordowano tutaj ludzi na ołtarzach straszliwych bogów minęły razem z nadejściem panowania Królów...

Nagle krzyk ustał. Tom dostrzegł, że cały świat chyba zamarł. Nie było słychać nic. Wiatru, zwierząt, wody... Zupełna cisza. Tom ostrożnie podszedł do krawędzi urwiska i rozejrzał się po świecie rozciągającym się od stóp skalnej ściany. Nic jednak nie dojrzał.

A pora była wczesna. Młode słońce ledwo wyjrzało zza wschodnich szczytów, oświetlając bladym światłem ośnieżoną polane.

Po pewnym czasie, gdy straszliwy dźwięk przestał już dzwonić w mu w uszach, pasterz skierował się z powrotem do swojego domu. Po drodze zastanawiał się, co może się jeszcze wydarzyć... Gdy spojrzał na owczarnię, dostrzegł czarną owieczkę kręcącą się przy drzwiach. Uświadomił sobie, że dokładnie rok temu owce, nie wiadomo skąd, pojawiły się na jego polanie, zupełnie odmieniając jego życie...

Etykiety: , ,

niedziela, 18 stycznia 2009

Nowy dzień

Wszystko wokoło wiruje. Mieniące się tysiącami kolorów niebo zatacza kręgi w oczach pasterza, doprowadzając go do zawrotów głowy. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Tysiące myśli przepływało mu przez głowę. Nie wiedział, czy mu przyjemnie, czy źle. Nie wiedział, czy dookoła coś tańczy, czy to on się kręci. Nawet nie wiedział, czy leżał, czy stał. Tak na prawdę nie miał pojęcia, gdzie w ogóle się znajdował.

Rzucały nim jakieś dziwne emocje. Tom chyba je już znał... Ale to było tak dawno. Nie był jednak pewien, czy to były wspomnienia, czy sny. O ile w ogóle nie był w stanie jakiegoś dziwnego, niespokojnego snu.

W pewnym momencie poczuł chłód. Przeraźliwe zimno, które ogarniało całe jego ciało. Powoli zaczynał także odczuwać inne bodźce. Poczuł na twarzy zimny wiatr. Pod nogami wyraźnie wyczuwał coś miękkiego, zapadającego się... puszystego? W końcu dostrzegł, że to śnieg. Natomiast obracające się kolory na niebie... Nie wiedział, co to jest. Przypominało to zorzę polarną, ale było o wiele bardziej żywe, mieniło się wszystkimi kolorami tęczy.

Lodowaty chłód coraz bardziej pochłaniał ciało Toma. Mężczyzna znowu zaczął tracić zmysły.

Plamy na niebie przyspieszyły. Obracały się coraz szybciej, pochłaniając coraz większą część nocnego nieba, i jakby wgryzając się w horyzont, rozjaśniały ciemne obszary budujących krajobraz gór. Po chwili Tom widział już tylko tysiące kolorów.

Momentami zdawało mu się, że te kolory tworzą jakieś obrazy. Czasami były one podobne do zwierząt. Różnych zwierząt. Prawie nieprzytomny Tom widział tam owce, wilki, jakieś ptaki, kota, który najpierw do czegoś się łasił, po czym uciekł... Widział też statek - ogromny, potężny żaglowiec, rozrywający fale podniebnego morza barw. Zobaczył też człowieka... Starca, z długą brodą... A może młodego mężczyznę w zbroi i z mieczem w ręku... Nawet tego nie był w stanie stwierdzić. Ten człowiek coś mówił, może starał się coś przekazać. Jednak w uszach Toma dudnił tylko puls jego własnej krwi. A poza tym nie słyszał nic. Zupełnie nic.

W pewnej chwili cały obraz się rozmył, a Tom upadł. Poczuł wokół siebie zimny puch. Widział już tylko zwykłe, zachmurzone, ciemne niebo. Gdzieś między chmurami prześwitywał księżyc, dając bladą poświatę odbijającą się od śniegu.

Nie miał siły wstać. Albo nie chciał się ruszać. Nagle jednak coś poczuł. Delikatny dotyk czegoś małego, miękkiego. Spróbował się odwrócić, by spojrzeć, co to jest. Zobaczył kota, który delikatnie szturchał jego nogę. Gdy kot spostrzegł, że Tom się na niego patrzy, lekko przekrzywił głowę, a jego oczy zabłysły. To był taki sam kot, jak ten z świetlistego nieba.

Tom próbował wstać. Zastanawiał się, co robi tutaj kot w środku zimy. Po chwili jednak dotarło do niego ważniejsze pytanie - co on sam tu robił?

Kot chwilę patrzył się na wstającego człowieka, po czym cicho zamruczał. Toma to trochę ożywiło. Spróbował pogłaskać kota, jednak ten momentalnie odskoczył. Na szczęście przy drugiej próbie nie zareagował tak gwałtownie, choć nadal wyraźnie dawał znać o swojej nieufności do człowieka.

Tom spróbował wziąć go na ręce. Ten jednak znowu odskoczył, prychnął na pasterza i zniknął w cieniu.

Mężczyzna stał jak wryty, patrząc z pewnym utęsknieniem za kotem... Co go tak w nim urzekło? Znowu poczuł falę zimna. W pewnej chwili usłyszał jakiś szelest w krzakach za sobą. Obejrzał się i dostrzegł owcę. Przypomniał sobie, że ostatniej nocy wiatr zniszczył część stodoły, gdzie trzymał owce, i zwierzęta rozbiegły się po polanie. Udało mu się później znaleźć i zagonić do zagrody wszystkie z wyjątkiem jednej. Prowizorycznie naprawił stodołę, po czym wyruszył na poszukiwania tej ostatniej owcy. Szukał do późnej nocy, i coś musiało się stać, że stracił przytomność... A może to wszystko działo się na prawdę?

Sam nie wiedział. Podszedł do krzaka i dostrzegł tam poszukiwanego zwierzaka. Owca, wyraźnie zmęczona, próbowała skubać zamarznięte gałązki krzewu. Wziął ją pod pachę i wrócił na swoją polankę. Zamknął tę ostatnią owcę w stodole, po czym wszedł do domu i padł na łóżko. W głowie ciągle motały się jakieś myśli...

Gdy wstał następnego ranka, obudzony ostrym promieniem słońca wpadającym przez oszronione okna, czuł się lepiej... Chyba coś się w nim zmieniło...

Etykiety: , ,

wtorek, 2 grudnia 2008

Na szczycie... kurhanu...

Rafał szedł spokojnie ledwo widoczną ścieżką wśród niskich, bladozielonych traw. Dookoła w nieładzie rozrzucone były białe głazy i kamienie. Do szczytu zostało mu jeszcze raz tyle, ile przeszedł już od podnóża wzniesienia. Nie było ono bardzo strome, jednak marsz pod górę sprawiał trochę trudu, szczególnie w obecności silnego, południowego słońca i ostrego, suchego wiatru. Na samym szczycie stał jakiś monument przypominający anioła z rozpostartymi skrzydłami. Jednak dopiero teraz zaczął dostrzegać, że posąg ten jest prędzej demonem, niż aniołem. Jego skrzydła u dołu są spiczaście zakończone, a w miejscu głowy znajdowało się coś przypominającego literę V, może głowę kozła albo jakiegoś innego stworzenia.

Gdy znalazł już się na szczycie, przyjrzał się dokładnie monumentowi. Był to lekko zgarbiony potwór z szeroko rozpostartymi skrzydłami podobnymi do tych u nietoperza i głową kozła wyrażającą jakieś dziwne szaleństwo. W jednej ręce trzymał zardzewiały miecz, w drugiej zmasakrowaną głowę kobiety... W przeciwieństwie do reszty rzeźby te dwa przedmioty nie były wykonane z kamienia...

Wędrowiec wzdrygnął na ten widok. Po chwili przypomniał sobie, że przecież z daleka postać była jasna, prawie biała, a teraz stoi przed praktycznie czarnym demonem. Gdy odszedł odrobinę od rzeźby, zauważył, że przy pewnej odległości silne światło sprawia, że monument zdaje się zmieniać kolor. Ponownie podszedł bliżej. Szukał jeszcze jakiś innych znaków i osobliwości figury. Na piersiach demona dostrzegł wykuty symbol runy "L" w piśmie futhark. Natomiast na kamieniu pod stopami demona widniał napis:

Etykiety: , ,

sobota, 15 listopada 2008

Poranek...

Słońce leniwie wyłaniało się znad wschodnich wzgórz. Pierwsze promienie zaczęły ogrzewać chłodne po bezchmurnej nocy powietrze. Zimny wiatr zrzucał z drzew resztki liści.

Tom wstał. Dzisiaj nikt go nie budził zapachem porannej herbaty. Dzisiaj nikt nie stał obok budząc go miłymi słowami. Dzisiaj był sam... I nawet mu się to podobało. Lubił niezależność. I było mu dobrze samemu... Przynajmniej raz na jakiś czas.

Założył na siebie kożuch i wyszedł na polanę. Wypuścił owce z szopy i usiadł na kamieniu koło domu. Było mu przyjemnie. Miał dużo pracy, ale i dużo już zrobił. Nikt mu nie przeszkadzał... Było mu przyjemnie...

Owce rozbiegły się po polu. Wesoło podskakując szukały nielicznych już kępek wciąż zielonej, soczystej trawy. Poranne słońce opiewało całość miękkim, niemal pomarańczowym światłem.

Było mu przyjemnie...

Tom wstał, przeszedł kilka kroków, po czym padł na plecy w kępę miękkiej trawy, pogrążając się w marzeniach...

Etykiety: , ,

środa, 5 listopada 2008

Między światami...

Wojownicy przygotowywali się do walki. W pobliżu zamku rozbito obóz, gdzie wojsko szykowało uzbrojenie do walki, a rycerze �trrenowali na kukłach lub między sobą. W namiocie Starszych omawiano strategię. A właściciwie zastanawiano się, czy w ogóle walczyć. Według więszkości dalsza walka nie miała sensu...

Etykiety: , ,

sobota, 11 października 2008

Zamek...


Na horyzoncie coraz wiecej... Już zaczynają powstawać tam mury, w górę rośnie ciemny zamek... To znak... Znak, że pora zmobilizować swoją armię i ruszyć do walki z przeciwnościami losu...

Etykiety: ,

środa, 8 października 2008

Gdzieś między trawami...

Gdzieś między trawami leżał sobie Tom... Leżał sobie samotnie, obserwując ciemniejące od chmur niebo. Czuł się zdecydowanie dziwnie. Dopiero co zaczęło się lato, dopiero co wyruszał na poszukiwania owiec, by wrócić do domu ciągle w pełni słońca, a już, patrząc w niebo, widzi głębokie podniebne jeziora deszczu, ponuro sunące po jesiennym niebie, czy pierwsze śniegi w wyższych partiach dalekich szczytów. Zresztą bliżej ziemi nie jest lepiej. Drzewa w połowie mieniące się jeszcze złotymi i czerwonymi liściami, w połowie już ogołocone przez wiatry, połacie żółtych traw kołyszące się na wietrze jak złote morze pełne fal.

Tom wstał. Pojedyncze krople deszczu zaczęły rozbijać się o jego czoło. Czuł na sobie ciężar obowiązków, które czekają go przed nadejściem zimy. Musi zrobić tyle rzeczy: uprzątać stodołę, skosić wreszcie trawę, ususzyć w ostatnich promieniach lata i schować na zimę, przygotować zapasy, przetworzyć owoce, naostrzyć wyszczerbioną siekierę... A przede wszystkim zająć się owcami.

Czuł zmęczenie. Sam nawet nie wiedział, co go tak męczyło. Do tego przez kilka ostatnich dni jest sam... Ktoś musiał iść załatwić kilka rzeczy we wsi, takich jak choćby zakup octu czy przeróżnych specyfików na przeziębienie.

A praca czekała... Tom nawet nie wiedział, od czego zacząć. Chodził bez celu po całym gospodarstwie, przechadzał się po łąkach, zaglądał we wszystkie dziury na całym wzgórzu... Ale poza tym nie robił nic bardziej konstruktywnego. Ostatnio nawet zdarzyło mu się zapomnieć na noc zagonić owce do owczarni.

Wszedł do domu, zajrzał do spiżarni... Poszukał wzrokiem po półkach drewnianego, rzeźbionego pudełka z jego ulubioną mieszanką suszonych owoców i ziół, otworzył wieczko, głęboko wciągnął powietrze przesycone zapachem leśnych owoców i ziół, po czym razem z pudełkiem wrócił do kuchni, mówiąc do siebie: "Trochę energii, a potem do pracy!"...

Etykiety: , ,

poniedziałek, 1 września 2008

Powrót Toma

- Witam ponownie w domu, podróżniku! - rzekła niemal anielskim głosem do idącego Toma - wejdź, akurat przygotowuje kolacje.

Tom właśnie wracał po wielu dniach tułaczki po lasach. Udało mu się zebrać niemal wszystkie z zaginionych owiec, które teraz poganiał przed sobą. Był niezwykle wyczerpany, ale na jego twarzy mimo widocznego zmęczenia rysowało się rownież niewypowiedziane szczęście. Był szczęśliwy, że znalazł większość owiec, był szczęśliwy, że za chwile będzie mógł wreszcie odpocząć, był także szczęśliwy, ze wreszcie po tylu latach przeżył jakąś przygodę, choć z jej całej najbardziej cieszył się z tego, ze już po wszystkim. Ale przede wszystkim był szczęśliwy, ponieważ nie wracał do pustego domu. Radował się niezmiernie, ze ktoś na niego czekał.

Tom zaprowadził Owce do reszty. Wśród biegającego po lace stada dostrzegł te dwie owce, których nie udało mu się znaleźć... "A wiec same wróciły" - pomyślał, uśmiechając się do siebie. Puścił owce, po czym zawrócił do domku z zielonymi progami.

Gdy minął próg chatki, do jego nozdrzy napłynął wspaniały zapach, przypominający połączenie ziół, cynamonu i czegoś niezwykle słodkiego, czego nazwy nie mógł sobie przypomnieć, choć czul, ze kiedyś już spotkał się z tym zapachem. Gdy zajrzał do kuchni, dostrzegł dzban ze świeżo zaparzona herbata, miskę z warzywami na gorąco oraz spory bochen jeszcze ciepłego chleba. Ona siedziała przy oknie. Tom spojrzał na nią, skapana w blasku zachodzącego słońca, i zobaczył w niej anioła, świetlisty dar z niebios. Ona uśmiechnęła się przyjaźnie...

- Jedz, póki cieple. - Oznajmiła tym samym aksamitnym głosem, którym powitała go u progu domu. - Bałam się strasznie, ze nie wrócisz. Długo Cię nie było. Ktoś na szczęście opiekował się owcami pod twoja nieobecność, zanim ja się tutaj zjawiłam. Nie wiem, kto, wyszedł chwile przed moim przybyciem, jakby wiedział, ze zaraz przyjdę.
- Chwała jemu za to, bo nie wiem, czy owce przeżyłyby do czasu, gdy Cię poznałem. - odpowiedział lekko załamującym się ze zmęczenia głosem. - I co ja bym bez Ciebie zrobił...
- Oj, jedz już i nie gadaj tyle, bo Ci wszystko ostygnie. Potem odpocznij i nabierz sił, a innym razem opowiesz mi, co właściwie się działo...

Etykiety: , ,

środa, 28 maja 2008

Wędrówki czas...

Już spakował zawiniątko, do którego włożył trochę jedzenia, kilka szmatek, nóż i jeszcze parę istotnych drobiazgów. Wczoraj miał dobry dzień, dzisiaj też minął mu przyjemnie. Był szczęśliwy, że wreszcie sie na jakiś czas stąd ruszy, choć oczywiście wcale mu tu nie było źle. Tom poprostu zatęsknił za przygodą...

Był już wieczór, kiedy Tom skończył się pakować. Był szczęśliwy, że rano następnego dnia będzie mógł wyruszyć wreszcie w drogę. Nie mógł sie doczekać wschodu. I już się pokładał spać, by wypocząć do rana, gdy nagle poczuł nieopisaną tęsknotę... Nagle przypomniał sobie, jak mu tu było przyjemnie jakiś czas temu, gdy wszystko było na miejscu, gdy biegał po łące z... Tak bardzo mu było jej brak, i nawet nie wiedział, co robić. Starał się nawet nie zwracać na to uwagi i żyć dalej, ale... nie potrafił.

Próbując zasnąć, Tom modlił się, żeby był już ranek...

Etykiety: , ,

sobota, 17 maja 2008

Komu w drogę, temu... sen

Tom wracał właśnie z ogródka. Nie bardzo wiedział, czy być zadowolonym, czy smutnym... Szczerze mówiąc było mu wszystko jedno. Ale ogólnie miał dobry humor, mimo niewielkiej samotności, która go trapiła od kilku dni. W końcu stwierdził, że najlepiej będzie iść spać... Jutro musi wyruszyć w wędrówkę w poszukiwaniu kilku owiec, a nie wie, jak daleko mogły zajść. A co z resztą? "Wytrzymają..." - powtarzał sobie - "Zamknę je w owczarni, zostawiając dużo siana... Przecież nie będzie mnie niewiadomo jak długo...". W głębi serca obawiał się jednak strasznie o resztę owiec... A jak nie znajdzie tamtych? I wróci z pustymi rękoma, i okaże się, że nie ma do czego wracać? Ale nie, Tom nie jest pesymistą! Wszystko na pewno się ułoży, a on po prostu znajdzie te kilka owiec, z których najbardziej zależy mu na tej małej owieczce, która zabłąkała się niedawno, i która była najweselszą ze wszystkich i dawała najwięcej radości staremu Tomowi...

Gdy Tom już leżał, zaczął sobie samowolnie przypominać czasy, gdy chodził po górach i lasach w poszukiwaniu przygód. Przypominał sobie czasy, gdy ludzie byli życzliwsi, a sam świat bardziej przyjazny. Teraz jednak mieszka tutaj, na odległej od osad polanie, gdzie, zazwyczaj samotnie, pasie swe owce w ciszy i spokoju. Zapragnął przez moment wyrwać się z tej sielanki i zobaczyć, co jeszcze potrafi i pamięta z czasów swojej młodości. Na koniec jeszcze cichym głosem powiedział do siebie, jakby mówił do kogoś leżącego obok, "dobranoc", po czym zasnął...

Etykiety: ,

czwartek, 8 maja 2008

Gór brak, przygody potrzeba, na wędrówkę ochota...

Tom wstał wcześniej, niż zwykle. Słońce dopiero zaczynało leniwie oblewać okolicę porannym, sinym światłem. Pasterz wyszedł przed dom powolnym krokiem i rozejrzał się.

Nagle naszło go pragnienie wyruszenia w podróż. Zapragnął znowu zdobywać szczyty i tułaczyć się po dolinach, szukać przygód w jaskiniach i szczęścia w szczytach koron. Przez chwilę zdawało mu się, że całe te jego owce nic mu nie dają, że on się tutaj tylko marnuje... Już chciał nawet, choćby zaraz, opuścić swój domek i wyruszyć w drogę.

W jednej chwili uświadomił sobie jednak, że mimo wszystko mu tutaj dobrze. Ma przecież wszystko, czego mógłby chcieć. I, jeśli postara się tylko choćby odrobinę, może mieć jeszcze więcej... Czego więc właściwie mu brakowało?

Etykiety: , ,

czwartek, 24 kwietnia 2008

Tyle rzeczy chciałby powiedzieć...

Tom przebudził się w środku nocy. Coś sobie uświadomił. Ale nie chciał budzić zmęczonej po ciężkim dniu piękności leżącej obok. Wziął więc pióro, stary kałamarz i pergamin. Miał je, bo czasami czuł potrzebę zapisania swoich myśli, by o nich nie zapomnieć.

Gdy skończył pisać, a zajęło mu to dość długo, gdyż raz, że rzadko pisuje, bo zajmuje się owcami, a wieczorami po pracy często brak mu sił na pisanie, a dwa, że starał się nie wydawać żadnych dźwięków podczas pisania, by jej nie zbudzić, zwinął pergamin w rulon i schował między kwiaty w wazonie tak, by było go widać, ale nie rzucał się za nadto w oczy.

Następnie podszedł do okna, lekko je uchylił, by wpuścić świeżego powietrza, i położył się spać, rozmyślając o swojej wybrance, o owcach, o chmurach... Powoli począł coraz głębiej zapadać się w wir myśli, jakże przyjemny i odprężający stan tuż przed zaśnięciem. Ostatnią świadomą myślą przed zupełnym zatopieniem się w miękkiej, barwnej rzece marzeń i wspomnień było:
"Życie jest piękne..."

Etykiety: , ,

środa, 9 kwietnia 2008

Wyśniony wieczór...

Było późne popołudnie. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a polana, na której pasły się owce Toma, zalana była złotym światłem.

Tom właśnie szykował się do zapędzania owiec do owczarni. Większość owiec była posłuszna, jednak niektóre były nieco zmieszane i biegały wokół stada, nie dając się złapać. Po kilku próbach zmęczony pasterz usiadł na schodkach do domu, wpatrując się w zachodzące słońce. Owce, wyraźnie zadowolone dłuższym pobytem na powietrzu, rozbiegły się radośnie po polanie. Tom czuł się nieco zagubiony. Doskonale sobie zdawał sprawę, że nie do końca panuje nad wszystkimi owcami. Ale mimo wszystko było mu przyjemnie. Słońce przyjemnie grzało w policzki, owce beczały wesoło.

I gdy tak sobie siedział, nagle usłyszał śpiew. Z początku cichy, odległy, z czasem zbliżający się. W końcu dostrzegł piękną złotowłosą kobietę, wyłaniającą się z lasu pod polaną. Jeszcze z drewnianej chatki na złotych stokach uśmiechną się do niej. Gdy go zobaczyła, odpowiedziała równie radosnym uśmiechem i przyspieszyła kroku. Tom wstał i począł iść ku niej, z jeszcze większym uśmiechem, w pewnym momencie nie wytrzymał i zaczął biec. Ona spojrzała na niego radośnie, odrzuciła na trawę koszyk z leśnymi owocami, i również zaczęła biec w jego stronę, wesoło machając rękoma.

I biegli tak radośnie, by w końcu wpaść sobie w ramiona na środku polany w świetle zachodzącego słońca.

[...]

Potem razem ponownie spróbowali zagonić owce do swej owczarni...

Etykiety: , ,

piątek, 15 lutego 2008

Spokojne obłoczki...

Tom przechadzał się po pastwiskach. Był piękny, słoneczny poranek. Na niebie tylko kilka jasnych obłoczków spokojnie płynęło w stronę słońca. Krople rosy mieniły się blaskiem jak drogocenne kamienie. Ptaki wesoło śpiewały, a owce leniwie pasły się za domem.

Wszystko było pięknie. Z zarośli wyskoczyła dawno niewidziana przez Toma owieczka, i zaczęła radośnie biegać wokół pasterza. Nawet czarna Owca spokojnie pasła się wraz z resztą i nie bała się ręki Toma...

błogo...

Etykiety: , ,

niedziela, 10 lutego 2008

Sen?

Była piękna, bezchmurna pogoda.

Tom przechadzał się po pastwiskach, nawołując wesoło swoje owce. Wszystkie kolejno, słysząc jego głos, zaczynały iść za nim i utworzyły radośnie pobeczający orszak. Zadowolony Tom zebrał już prawie wszystkie owce, gdy zauważył niedaleko swoją ulubioną, czarną owieczkę, która wesoło szła w jego stronę. Wraz ze swym orszakiem sam zaczął się do niej zbliżać.
Owca podbiegła do niego radośnie i zaczęła przymilać się do Toma, popychając pyszczkiem jego nogi i przewracając na miękką trawę. Po chwili do zabawy dołączyła się reszta owieczek.

Nagle jednak niebo zaczęło ciemnieć, a owce szybko odbiegać w kierunku krzaków i przepaści na skraju polany. Tom zaczął się rozglądać i krzyczeć, gdy nagle zamilkł, spoglądając na czarną owcę. Ta za to zaczęła rosnąć, jej oczy zrobiły się czerwone, a sierść jeszcze bardziej czarna, mroczna. Z pyska zaczęły wysuwać się wielkie, białe kły. Tom ponownie zaczął krzyczeć, i próbował uciekać, lecz owca, albo właściwie potwór, który z niej powstał, szybkim ruchem złapał biedaka za nogi zębami. Przerażony Tom spojrzał ponownie na potwora, zajżał mu prosto w oczy, a ten w tej samej chwili, puścił nogę i zbliżył pysk do twarzy Toma. Swoimi wielkimi kłami już prawie dotykał nosa człowieka, powoli zaczął otwierać paszczę...

Łup!

Wystraszony Tom zeskoczył z łóżka i zaczął się nerwowo rozglądać. "uff..." - pomyślał - "To na szczęście tylko kolejny zły sen...". Mimo wszystko postanowił jednak zajżeć do swych owiec. Zarzucił szybko na siebie swoją koszulę i wyszedł przed dom.

Noc była spokojna, bezksięzycowa, lecz dzięki milionom gwiaździstych punktów było dość jasno. Tom spokojnym krokiem zmierzał ku swej owczarni. Przed zamknietymi drzwiami dostrzegł czarną owcę, która na jego widok, wyraźnie wystraszona, odbiegła kawałek w stronę krzaków, jednak stanęła przed nimi i spojrzała czujnie na człowieka. Ten zaczął się zastanawiać, co zrobić dalej? Podejdzie, to owca się wystraszy i ucieknie, i możliwe, że nigdy już nie wróci... Zacznie jej wszystko tłumaczyć? Że nic jej przy nim nie grozi, i że jest ona dla niego bardzo ważna? Nie, ona może go nie zrozumieć, bo chociaż owce są niezwykle mądre, to mimo wszystko ciężko im niektóre rzeczy wytłumaczyć... W końcu, uznając, że tak będzie najlepiej, uchylił lekko drzwi owczarni i pobiegł do domu, zamykając za sobą drzwi...

Etykiety: , ,

czwartek, 7 lutego 2008

Owce?

No tak, wszystkie owce trzymają się stada, i nawet pozwalają sie prowadzić. Jednak cały czas Tomowi czegoś brakuje. Pewnego dnia zauważył, że ta czarna, piękna owca, która zawsze była obok, mimo iż na odległość, zaczyna iść, iść w inną stronę.

Tylko czemu? Przecież zawsze była najważniejsza, zawsze była tą najukochańszą, najbardziej wymarzoną. Czyżby jednak inne owce tak bardzo zajęły Toma, że ten przestał się nią interesować?

Czarna owca coraz bardziej się oddala. Tom się zastanawia, nie, jest pewien, że może zostawić wszystkie inne owce dla tej jednej... Tylko czy ją jeszcze dogoni? I co zrobi? Przecież owca może się tylko spłoszyć, i uciec dalej...

Etykiety: , ,

środa, 6 lutego 2008

Duzo owiec, trzeba szybko biegac...

Oj dużo tych owiec się tu zebralo. Teraz trzeba się tylko postarać, żeby zlapać jak najwięcej, najlepiej wszystkie...

Ferie będą pracowite. Nicolas, Keyboard, projekt konkurs ekologiczny, nauka, nadrobienie zaległosci... Do tego może jakis zarobek.

Trzeba więc dobre zjesć sniadanie, i wybiec na górskie łąki, by owce wszystkie przed wieczorem znalazly się w owczarni...

Etykiety: , ,

piątek, 1 lutego 2008

Marzenia...

Kiedys moje życie składało się z marzeń i substytutów ich spełnienia. Jakis czas temu marzenia te rozpłynęły się w realnosci swiata i zostały po nich tylko cienie.

Lecz pewnego dnia marzenia powróciły, jak spłoszone owce szukające drogi do domu. I, jedna po drugiej, wchodziły z tej górskiej polany to owczarni, gdzie stary Tom mógł zdjąć z nich wełnę spełniających marzeń.

A Złota Jagódka swym spiewnym głosem koiła mysli kołysząc do snów...

Tylko jedna, czarna owca, nie chce wejsć. I, trzymając się daleko, patrzy tylko krzywo i spać nie pozwala...

Etykiety: , ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull