Wszystko wokoło wiruje. Mieniące się tysiącami kolorów niebo zatacza kręgi w oczach pasterza, doprowadzając go do zawrotów głowy. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Tysiące myśli przepływało mu przez głowę. Nie wiedział, czy mu przyjemnie, czy źle. Nie wiedział, czy dookoła coś tańczy, czy to on się kręci. Nawet nie wiedział, czy leżał, czy stał. Tak na prawdę nie miał pojęcia, gdzie w ogóle się znajdował.
Rzucały nim jakieś dziwne emocje. Tom chyba je już znał... Ale to było tak dawno. Nie był jednak pewien, czy to były wspomnienia, czy sny. O ile w ogóle nie był w stanie jakiegoś dziwnego, niespokojnego snu.
W pewnym momencie poczuł chłód. Przeraźliwe zimno, które ogarniało całe jego ciało. Powoli zaczynał także odczuwać inne bodźce. Poczuł na twarzy zimny wiatr. Pod nogami wyraźnie wyczuwał coś miękkiego, zapadającego się... puszystego? W końcu dostrzegł, że to śnieg. Natomiast obracające się kolory na niebie... Nie wiedział, co to jest. Przypominało to zorzę polarną, ale było o wiele bardziej żywe, mieniło się wszystkimi kolorami tęczy.
Lodowaty chłód coraz bardziej pochłaniał ciało Toma. Mężczyzna znowu zaczął tracić zmysły.
Plamy na niebie przyspieszyły. Obracały się coraz szybciej, pochłaniając coraz większą część nocnego nieba, i jakby wgryzając się w horyzont, rozjaśniały ciemne obszary budujących krajobraz gór. Po chwili Tom widział już tylko tysiące kolorów.
Momentami zdawało mu się, że te kolory tworzą jakieś obrazy. Czasami były one podobne do zwierząt. Różnych zwierząt. Prawie nieprzytomny Tom widział tam owce, wilki, jakieś ptaki, kota, który najpierw do czegoś się łasił, po czym uciekł... Widział też statek - ogromny, potężny żaglowiec, rozrywający fale podniebnego morza barw. Zobaczył też człowieka... Starca, z długą brodą... A może młodego mężczyznę w zbroi i z mieczem w ręku... Nawet tego nie był w stanie stwierdzić. Ten człowiek coś mówił, może starał się coś przekazać. Jednak w uszach Toma dudnił tylko puls jego własnej krwi. A poza tym nie słyszał nic. Zupełnie nic.
W pewnej chwili cały obraz się rozmył, a Tom upadł. Poczuł wokół siebie zimny puch. Widział już tylko zwykłe, zachmurzone, ciemne niebo. Gdzieś między chmurami prześwitywał księżyc, dając bladą poświatę odbijającą się od śniegu.
Nie miał siły wstać. Albo nie chciał się ruszać. Nagle jednak coś poczuł. Delikatny dotyk czegoś małego, miękkiego. Spróbował się odwrócić, by spojrzeć, co to jest. Zobaczył kota, który delikatnie szturchał jego nogę. Gdy kot spostrzegł, że Tom się na niego patrzy, lekko przekrzywił głowę, a jego oczy zabłysły. To był taki sam kot, jak ten z świetlistego nieba.
Tom próbował wstać. Zastanawiał się, co robi tutaj kot w środku zimy. Po chwili jednak dotarło do niego ważniejsze pytanie - co on sam tu robił?
Kot chwilę patrzył się na wstającego człowieka, po czym cicho zamruczał. Toma to trochę ożywiło. Spróbował pogłaskać kota, jednak ten momentalnie odskoczył. Na szczęście przy drugiej próbie nie zareagował tak gwałtownie, choć nadal wyraźnie dawał znać o swojej nieufności do człowieka.
Tom spróbował wziąć go na ręce. Ten jednak znowu odskoczył, prychnął na pasterza i zniknął w cieniu.
Mężczyzna stał jak wryty, patrząc z pewnym utęsknieniem za kotem... Co go tak w nim urzekło? Znowu poczuł falę zimna. W pewnej chwili usłyszał jakiś szelest w krzakach za sobą. Obejrzał się i dostrzegł owcę. Przypomniał sobie, że ostatniej nocy wiatr zniszczył część stodoły, gdzie trzymał owce, i zwierzęta rozbiegły się po polanie. Udało mu się później znaleźć i zagonić do zagrody wszystkie z wyjątkiem jednej. Prowizorycznie naprawił stodołę, po czym wyruszył na poszukiwania tej ostatniej owcy. Szukał do późnej nocy, i coś musiało się stać, że stracił przytomność... A może to wszystko działo się na prawdę?
Sam nie wiedział. Podszedł do krzaka i dostrzegł tam poszukiwanego zwierzaka. Owca, wyraźnie zmęczona, próbowała skubać zamarznięte gałązki krzewu. Wziął ją pod pachę i wrócił na swoją polankę. Zamknął tę ostatnią owcę w stodole, po czym wszedł do domu i padł na łóżko. W głowie ciągle motały się jakieś myśli...
Gdy wstał następnego ranka, obudzony ostrym promieniem słońca wpadającym przez oszronione okna, czuł się lepiej... Chyba coś się w nim zmieniło...
Etykiety: fantasy, owce, przemyślenia