Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

środa, 24 września 2008

Pilot Wosh - ostatnia kanapka...

Pilot Wosh - Po moście


Minęło już trochę czasu. Wosh właśnie wyszedł zadowolony z wieżowca firmy "Lot & Odlot". Stwierdził, że najwyższa pora coś zmienić, zrezygnował z posady w Federacji i zaczął szukać prywatnych przewoźników. Jak sie też spodziewał, nie było większego problemu ze znalezieniem firmy. "L&O" był nowym, ale dobrze prosperującym przedsiębiorstwem zajmującym się przewozami towarowymi o wyższej randze, w tym przewozami materiałów niebezpiecznych. Pierwotnie jednak zajmowali się transportem ekluzywno-rozrywkowym, jednak szybko się wzbogacili, i przejeli upadającą "Instytucję wysokiego towaru", niegdyś największą spółkę transportującą niebezpieczne materiały.

Zadowolony z kontraktu i oczywiście należności pilot rozpoczął wędrówkę do domu. Przyglądał się z zachwytem na umowę, gdzie najbardziej cieszyła go rubryka "Pakiet powitalny", gdzie napisane było, co dostaje wraz ze wstąpieniem do firmy:


Przystępując do pracy w "Lot & Odlot" pilot otrzymuje pakiet powitalny. Jest on zależny od umiejętności i doświadczenia pilota i ustalany indywidualnie z każdym nowym pracownikiem.


A trochę niżej:

Pilot Jeremy Henry Wosh w ramach pakietu powitalnego otrzymuje:
- rakietę EMI-5 model 2021.13b+
- voicefon 4 generacji SIENSON C890 zarejestrowany z rozmowami na koszt firmy
- 15 000 @ przelewem na konto w dniu podpisania umowy
- 200 000 @ przelewem na konto po pierwszym locie


Szczególnie ucieszyła go nowa rakieta. Jego "Sernik" był już mocno zużyty i wymagałby porządnego remontu i dostosowania do nowych standardów. EMI była nowoczesną, wygodną i bezpieczną rakietą - marzeniem większości pilotów.

Nagle kilka metrów przed nim wylądowała obszerna donica z wielką, zieloną paprocią. Spojrzał w górę. Stał przed budynkiem swojego dawnego pracodawcy, a z otwartego okna na ostatnim piętrze, czyli okna prezesa, dochodziły odgłosy dzikiego szału...

- A ten młotek pewnie się dowiedział, że już mam pracę... - pomyślał z uśmiechem.

Wosh po drodze wpadł do sklepu ze zdrowymi fast-foodami i kupił sobie bułkę z sałatą, pomidorem, bekonem i majonezem i poszedł w stronę domu.

Przechodząc przez most przypadkiem ścisnął mocniej bułkę, robiąc plamę majonezu na chodniku, na której się poślizgnął i przewrócił, wypadając pod barierką do wody...

- Ale młotek... - pomyślał człowiek idący drugą strona ulicy, śmiejąc się...

xD

Etykiety: ,

wtorek, 20 maja 2008

Pilot Wosh - po rozmowie

- To by bylo na tyle. Mam nadzieję, że nas pan zrozumial, i wie pan juz, dlaczego jest jak jest. - spokojnym glosem i z usmiechem na twarzy powiedzial Dyrektor.
- Nie ma sprawy. Trzeba bylo odrazu tak powiedziec, nie bylo by wtedy zadnego problemu. - Odpowiedzial rownie przyjemnym glosem Wosh. - Do zobaczenia!
- Do widzienia, odezwiemy się jeszcze w sprawie lotów.

Wosh usmiechnąl się przy drzwiach, po czym zamknąl je z drugiej strony. Począl zmierzac ku drzwiom wyjsciowym, po drodze wyciągając z kieszeni mp3kę, i wciskając sobie sluchawki w uszy. Wlaczyl odtwarzanie losowe. W jego uszach zaczęlo rozbrzemiwać "...to pieklo, nie raj, tutaj sie konczy swiat...". Tak, mimo wszystko lubil Hey. Przestali grać wiele lat temu, a teraz swoich fanów mają tylko wsrod starszyzny, ale do Wosha trafiali mimo uplywu lat.

- ...To pieklo, nie raj... - zanucil sobie pilot. - ale i tak to lubię. Ciekawe, ile trzeba mi będzie czekać.

Wosh wyszedl w tym momencie z budynku. Cieply, wiosenny wiatr dmuchnąl w jego twarz i rozwial nieulozone wlosy. Pilot skierowal się do Parku miejskiego. Potrzebowal troche ciszy i spokoju, by jeszcze przemyslec kilka rzeczy. Zapomnial niestety, ze akurat dzisiaj w parku rozpoczęto obchody 10-lecia kosmogenetorologi, i prawie wszyscy mlodsi mieszkancy się tam zgromadzili...

- Banda bezmózgich idiotów. - pomyslal Wosh, patrzac, jak nastolatkowie uganiaja sie za latajacym modelem czasteczki DNA. W tym samym momencie przypomnial sobie, ze przeciez zapisal sie na kursy naukowe... I jutro zdawal egzaminy.
- W kadlub transgalaktyka, znowu o czyms zapomnialem...
Wosh odwrocil sie na pięcie, i, po chwili zastanowienia, zacząl biec, po drodze potracajac jakąs staruszke.

Po powrocie do domu usiadl przy ksiazkach, po chwili jednak wstal, podszedl do starodawnego już radioodtwarzacza, i puscił sobie "Luli lali" Hey'u. Wrócil do ksiazek, otworzyl pierwszą z nich i... polozyl glowę na stronach, nucąc sobie "Luli laj..." pod nosem... Zasnął.

Etykiety: , ,

niedziela, 4 maja 2008

Pilot Wosh - Bez owijania...

Rok 2022, Budynek zarządu Europejskiej Federacji Kosmicznej, Berlin, Unia Środkowa.

Na zegarze atomowym, wiszącym na przeciwległej ścianie, wybiła godzina 20:00. Pilot Wosh siedział przed biurem prezesa Federacji i czekał na rozmowę. Był zły, ponieważ od kilku miesięcy nie dostał żadnego zlecenia, mimo iż inne firmy dawno by już znalazły dla niego pracę.

Wosh był stosunkowo młodym pilotem, jednak mimo to bardzo doświadczonym. Skończył szkołę lotniczą 4 lata temu, i już przelatał prawie 15 tysięcy godzin. Nieraz wychodził w mistrzowski niemal sposób z wielu trudnych sytuacji. A mimo to oni zajęli się sobą, jakby o nim zapomnieli.

- Może pan wejść, panie Wosh. - Odezwał się głos sekretarki, która wyjrzała zza drzwi.

Pilot wstał i spokojnym krokiem wszedł do środka. Bez słowa minął młodą sekretarkę i przez otwarte drzwi wszedł do gabinetu prezesa, zamykając je za sobą.

- Co was do mnie sprowadza, towarzyszu Wosh? - zapytał prezes, z nieudolnie udawaną życzliwością.
- Nie będę owijał w bawełnę - jestem na was wściekły. Od prawie pół roku nie dostałem żadnego zlecenia. Moja rakieta leży w hangarze z oderwanym skrzydłem, a wy tylko myślicie o sobie. Czuję się wam niepotrzebny, jakbyście zapomnieli, ile zrobiłem dla firmy. A do tego żadnego odzewu z waszej strony, jedna tylko obietnica, że coś postaracie się zrobić.
- To nie tak...
- Cicho! - przerwał pilot - nie przerywajcie mi, prezesie. W tej chwili jestem skłonny odejść z firmy i przestać się tym interesować. Na razie się jednak jeszcze wstrzymam. Ale to wy musicie zrobić pierwszy krok, ja się już sam angażować i wysilać nie będę. A teraz żegnam, i mam nadzieję, że zrozumiał pan, o co mi chodzi...

W tym momencie Wosh obrócił się na pięcie, energicznie otworzył drzwi, i wyszedł, rzucając tylko niechciane "Do widzenia" sekretarce. Przed wyjściem z gabinetu sekretarki, już przez otwarte drzwi, zapytał jeszcze tylko, czy mają kontakt do niego. Upewniając się, że tak, trzasnął drzwiami, i opuścił budynek.

W drodze do domu myślał jednak cały czas o Federacji. Mimo wszystko lubił tą firmę, lubił ludzi w niej pracującej, i ciężko by mu było z niej odchodzić... Ale jak miał tam pracować, jeżeli nie dawano mu żadnych zleceń? W końcu stwierdził, że nie ma się co przejmować, teraz i tak może tylko czekać, i mieć nadzieję, że oni coś zrobią. A jako że czekać bezczynnie nie był wstanie, wybrał się do swojego starego przyjaciela. Może on mu pomoże poprawić humor...

Etykiety: , ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull