Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

wtorek, 11 sierpnia 2009

Anioły ~ Rozdział 2 - Anioły

~~ Rozdział 2 - Anioły ~~

Chłopiec poczuł się dziwnie. Coś było nie tak... Nic się nie stało.
- Booże, czemu nic się nie zmieniło?
- Jak to nie?
- Podjąłem decyzję, a dalej nic nie wiem!
- Synu, ależ ty niecierpliwy. A do tego te twoje klapki na oczach. Wiedzę dostajesz niestety w porcjach - tak jest wygodniej. A twoja decyzja była mi znana - inaczej nie było by tej rozmowy.
- Przecież gdyby... Acha! Już rozumiem. Gdyby moja odpowiedź brzmiała nie, to byśmy teraz nie rozmawiali...
- Gdybyś powiedział nie, to byś tego nie powiedział, ponieważ nie wiedziałbyś, na co się szykujesz. Jeżeli powiedziałeś tak - wiedziałeś już wszystko, co było potrzebne do podjęcia decyzji. Gdybyś miał powiedzieć nie, nie rozmawiałbym z tobą. Zwykły człowiek takiej rozmowy nie jest w stanie prowadzić, a anioły nie mają wolnej woli. Ty jesteś stałeś się człowiekiem i aniołem jednocześnie.
- Ale po co? Nie wystarczą Ci Twoje anioły?
- Jeszcze tego nie rozumiesz.
- A przecież powinienem!
- Jesteś ciągle człowiekiem. Masz wolną wolę. Jesteś też aniołem - anioły też mają wolną wolę, ale ograniczoną. Każdy anioł może wybrać między byciem aniołem a byciem wolnym - czyli stać się człowiekiem. Natomiast z ludźmi jest gorzej. Jednak czasami niektórzy ludzie mogą stać sie aniołami. Jednak nie są normalnymi aniołami. Mają wolną wolę, i cały czas są ludźmi na ziemi. Ich wolna wola jest zupełnie nieograniczona z wyjątkiem jednego - zostając aniołem pozbawiasz się możliwości zrezygnowania z bycia aniołem.
- Czyli nie mam już nieograniczonej wolnej woli?
- Niezupełnie.
- Co to znaczy?
- Powiedziałeś tak. To była twoja wola. Wolna wola człowieka. Jesteś aniołem. Powiedziałeś tak, nie mogłeś więc powiedzieć nie. Inaczej ta rozmowa nie istniałaby. Anioły nie mają wolnej woli. Ale jesteś człowiekiem. Możesz wybierać.
- Czekaj, czekaj. Chwila. Aaa! Już rozumiem. To dlatego znałem już swoją odpowiedź!
- No nareszcie, synu, to zauważyłeś. A resztę zrozumiesz później. Pora, żebyś się dowiedział czegoś o swojej pracy. Jesteś aniołem.
- Co się teraz zmieni w moim życiu?
- Wszystko i niewiele.
- Znowu to samo...
- Po pierwsze - zostałeś pozbawiony snów. Nigdy już nic ci się nie przyśni, bo zamiast śnić będziesz roznosił sny innym ludziom. Jednocześnie wszystkie sny, w których się pojawisz, będą twoimi snami. Jako człowiek nie dostrzeżesz wielkiej różnicy. Po prostu nigdy już nie wstaniesz pokrzepiony spełnionym we śnie swoim marzeniem. Wiem - ludzie potrzebują marzeń, więc żebyś nie załamał się nerwowo, jako człowiek będziesz wiedział, że jesteś aniołem. Poza tym inni też marzą.
- Moment. Nie rozumiem? Nigdy już nie będę marzył?
- Spokojnie. Marzyć możesz. Ale tylko na jawie. Ale inni też marzą, nie bój się.
- Nie rozumiem.
- Zrozumiesz w swoim czasie. Druga rzecz - jako anioł będziesz wiedział wszystko o swoim anielskim życiu oraz o ludzkim. Będziesz też dowiadywał się o ludziach, których znasz jako człowiek. Jako człowiek musisz wytrzymać tylko brak swoich marzeń w snach. Jako anioł niestety musisz zmierzyć się z wnętrzem twoich znajomych, rodziny, przyjaciół. Żebyś jednak normalnie funkcjonował na ziemi, ta wiedza nie będzie ci znana jako człowiekowi. Nie wytrzymałbyś tego.
- Dlaczego?
- Dowiesz się wkrótce. Twoja praca zacznie się następnej nocy. Dzisiaj ostatni raz będziesz mógł snić swoimi snami. Ale już jesteś aniołem - obowiązują cię dwie zasady. Jako anioł masz surowy zakaz ujawniania swojego ziemskiego ja ludziom w snach. Jako człowiek nikomu nie wolno ci powiedzieć, że jesteś aniołem. Chociaż i tak nikt ci nie uwierzy, ale nie możesz dopuścić, by ktoś zrozumiał pewne fakty.
- Co to znaczy? Czy ludzie, którym dostarczam sny, będą również mnie widzieli?
- Tak. W snach. Będziesz elementem ich snów - czasami tylko jako niewidzialny dla nich dostawca, ale czasami jako postać, którą spotkają na swojej sennej drodze.
- A czemu nikt nie może wiedzieć, że jestem aniołem?
- Bo wtedy rozpozna w tobie ciebie we śnie.
- A co w tym złego?
- Dowiesz się w swoim czasie. A teraz dosyć pytań i odpowiedzi. Twój ostatni sen powinien ci wystarczyć na długo. Nie prędko znów będziesz mógł dotknąć tych wszystkich marzeń, które nie spełnią się za życia, a tylko pozostają senną fantazją.
W tym momencie świadomość chłopaka zatopiła się w olśniewającej bieli, po czym spłynęła do krainy najskrytszych marzeń. Reszta nocy upłynęła mu na szczęśliwym spełnianiu wszystkiego tego, co kryło mu sie gdzieś w sercu, umyśle, na duszy... No, może prawie wszystkiego...

Etykiety: ,

czwartek, 30 lipca 2009

Anioły ~ Rozdział 1 - Rozmowa

~~ Rozdział 1 - Rozmowa ~~

Pewnej nocy stało się coś dziwnego. Chłopak właśnie zasypiał, jego świadomość powoli zatapiała się w otchłani marzeń, spięte przez cały dzień myśli spokojnie uchodziły, rozpływając się w nicości. Jednak ta podróż nie przebiegała jak zwykle, gdy to powoli umysł osuwa się w stan odprężenia, stopniowo się wyłączając. Mimo odpływających myśli świadomość ciągle działała normalnie, jak w ciągu dnia. Tylko jakby powolutku opuszczając zamknięte obszary ciała, zamiast osuwać się w krainę snu, brnęła przez nieprzeniknioną czarną mgłę, pod górę, w stronę dziwnej jasności. W końcu stanęła na jej szczycie, a pod sobą miała cały ciemny, nieprzenikniony i tajemniczy świat. W pewnej chwili ta świadomość została zrestartowana, jakby ktoś na chwilę ją wyłączył i uruchomił ponownie. Dookoła niej było niezwykle jasno, mglisto, ale przyjemnie. Nie było gorąco, ale nie było też zimno. Wszystko było niesamowicie jasne, ale nic nie raziło. Z tej mgły powoli wyłaniał się obraz wielkiego drzewa, wokół którego latają anioły, zrywają z niego sny w postaci myślowych owoców, a nad drzewem czuwała niesamowicie wielka, silna i łagodna jednocześnie ręka samego Boga. Anioły zrywały sny i odlatywały w stronę śpiących na dole umysłów, spokojnie przekazywały sny umysłom, tuliły śpiące postacie, po czym, gdy umysły zupełnie się rozpływały w snach, wracały do drzewa, brały kolejne sny i wracały do świata, przekazując sny kolejnym śpiącym.

Nagle jednak cały obraz zbladł, potem sczerniał aż w końcu zostało tylko samo drzewo z Boską siłą. Po chwili i drzewo zniknęło. W czarnej nicości pozostała tylko siła.

- Synu, czy na pewno chcesz zostać aniołem? By twoja świadomość, zamiast odpoczywać w krainie snów, marzeń i lęków, sama je roznosiła zmęczonym umysłom odpoczywających ludzi? - rozlegający się zewsząd głos trafiał do świadomości Chłopca jak muzyka, która nie wydobywa się gdzieś z głośników czy innego źródła, tylko gra nam w samym środku głowy, roznosząc dźwięki po całym umyśle.
- Tak.
- A czy na pewno chcesz się przekonać, jak wygląda praca takiego anioła? Obrazek, który przed chwilą ujrzałeś, był tylko twoim złudzeniem - marzeniem zasłaniającym prawdę, ochroną przed niebezpieczeństwem i ostatnią szansą na zmianę zdania. Jednak, jeżeli zrobisz następny krok, nie będziesz mógł zrezygnować - posada anioła jest bardzo odpowiedzialna. To zobowiązuje. Musisz poznać umysł każdego śpiącego, zobaczyć go takim, jaki jest na prawdę, w środku. Najczęściej zupełnie on nie przypomina tego, czym jest z zewnątrz na ziemi. Przed aniołami dusza nie ma żadnych tajemnic - jest zupełnie naga, razem ze swoimi grzechami, ukrytymi wadami, grasującymi w niej demonami. Nie ułatwia bynajmniej to pracy. Zadaniem aniołów nie jest wyłącznie wybór odpowiedniego snu - to jest tylko dodatek, w gruncie rzeczy i tak mało istotny, albowiem każdy sen z drzewa marzeń jest przyjemny dla duszy człowieka. Jednak sen ten musi przebić się przez grube warstwy wewnętrznych murów umysłu, pokonać trudną drogę przez zapory i barykady spętanej podświadomości, i nieraz stoczyć niejedną walkę z demonami nękającymi umysł śpiącego. I to nie jest takie łatwe, jak ci się wydaje, mój drogi chłopcze.
- A czy mogę sobie wybierać ludzi, którym dostarczam sny?
- I tak, i nie. Doskonale rozumiem twoje pytanie, ale nie powinno to wpływać na twoją decyzję. I tak gdy się obudzisz rano, nie będziesz pamiętał swojej pracy, a jedynie sny wszystkich ludzi, którym je dostarczyłeś. Zarówno te z drzewa, od ciebie, jak i te, z którymi zetkniesz się w umysłach tych ludzi - wytworzone przez nie same, ich marzenia, lęki, przez demony na nich siedzące. Podobnie, jak z normalnego snu, oczywiście szybko będziesz mógł wszystko zapomnieć, jednak jest też pewna wyraźna różnica. Nawet z najgorszego koszmaru nie będziesz mógł się obudzić.
- A czy mam jakiś wpływ na te sny? Czy w nich jestem, czy mogę na nie wpływać, czy tylko dostarczam sen śpiącemu, przebijam przez osłony i wracam?
- To nie takie proste. Ale tego nie mogę ci już powiedzieć, chłopcze.
- Dlaczego?
- I tak wiesz już rzeczy, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia.
- Przecież w każdej chwili możesz mnie wrócić do snu, i sprawić, bym zapomniał wszystko?
- Mogę i nie mogę.
- Jesteś przecież Bogiem! Ty wszystko możesz.
- Zgadza się. Ale stwarzając człowieka dałem mu wolną wolę.
- To znaczy?
- Możesz wszystko zapomnieć, jeśli sam będziesz tego chciał. Jednak wtedy ta rozmowa nie istniałaby. Mógłbyś wszystkiego się dowiedzieć, ale wtedy ta rozmowa zakończyłaby twoje normalne życie - twój umysł przestałby odpoczywać razem z ciałem, a dusza razem z umysłem. - Czemu więc ta rozmowa trwa, a ja ciągle jestem sobą i niewiele wiem.
- Bo nie podjąłeś decyzji.
- Przecież od początku mówiłem, że chcę zostać aniołem!
- Lecz nie możesz wyrazić zgody na coś, czego nie znasz ani trochę.
- Więc nie będę mógł odpowiedzieć, póki nie dowiem się wszystkiego.
- Gdy dowiesz się wszystkiego, twoje zdanie nie będzie miało znaczenia.
- Co?
- Zanim dowiesz się wszystkiego, będziesz musiał podjąć decyzję.
- Ale...
- ...nie możesz podjąć decyzji, póki niczego się nie dowiesz. Dlatego albo jednocześnie powiesz i tak i dowiesz się o wszystkim, albo nie i ta rozmowa przestanie istnieć.
- Nic nie rozumiem.
- Wszystko stanie się w jednej chwili. Gdy powiesz tak, będziesz wiedział, gdy będziesz wiedział, powiesz tak. Gdy stanie się to jednocześnie, będziesz wiedział mówiąc tak i będziesz mówił tak, wiedząc. Natomiast twoje nie rozpłynie się. Ta rozmowa nigdy nie istniała. I nie zaistnieje, jeśli nie powiesz tak.
- Boooże, teraz już zupełnie nic nie rozumiem.
- Syynu, zastanów się dobrze swoją odpowiedzią. Pomyśl, bo odpowiedź już znasz, tylko jej nie widzisz.
- Chcesz powiedzieć, że już ją podjąłem?
- Nie. Ale ją podejmiesz za chwilę.
- A ty oczywiście wiesz, co odpowiem. Gdzie tu wolna wola?
- To, że ja wiem, co powiesz, to normalna rzecz. W końcu jestem Bogiem. To, że ty podejmiesz jakąś decyzję, to równie normalna rzecz. Jesteś człowiekiem, masz wolną wolę i sam wybierasz.
- Mogę powiedzieć tak, mogę powiedzieć nie, Ty wiesz, co ja powiem, ja też to wiem, ale jeszcze nie widzę?
- Trochę tak jakby. Zastanów się. Od tego zależy wiele rzeczy, o których nawet byś nie pomyślał.
- Co?
- Każda decyzja niesie za sobą skutki. Zastanów się nad odpowiedzią, którą już znasz.
- Nie będę mógł jej zmienić, ani kiedyś wrócić do zwyczajności?
- Tego nie wiesz.
- Ale ty wiesz!
- Ja wiem wszystko. Jestem Bogiem. Ty jesteś człowiekiem. Masz wolną wolę i sam wybierasz.
- Ale podobno już podjąłem decyzję?
- Gdybyś nie podjął, ta rozmowa by nie istniała. Proste.
- Nic już nie rozumiem.
- Rozumiesz, tylko jeszcze nie widzisz.
- Mam tego dość! Zgadzam się!

Etykiety: ,

niedziela, 26 lipca 2009

Anioły ~ Prolog

~~ Prolog ~~

Ciemność. Jakiś jednostajny, warczący dźwięk w tle. Umysł chłopaka błąkał się po tym nie istniejącym pustkowiu bez wyraźnego celu. Nad tym umysłem zbierało się coraz więcej dziwnych, niewyraźnych myśli o nieistnieniu.
Wydawało mu się, że stoi na granicy świata, a właściwie już poza nim. Że nic poza jego myślami już nie istnieje, że jak otworzy oczy, to nie zobaczy nic wiecęj , niż widzi teraz. Jednak gdzieś daleko dojrzał coś białego. To coś się zbliżało. W końcu przed jego obliczem ukazał się jaśniejący, biały anioł, który jednak po chwili zniknął. Znowu nie było niczego. Tylko ten turkot stawał się coraz głośniejszy i bardziej namolny, zaczął po chwili trochę przyspieszać i zwalniać niereguralnie. W końcu został zastąpiony nagłym, narastającym piskiem.

W umysł uderzyło światło, gwizd i... przycisk "Alarm" zamocowany do poręczy w autobusie na wysokości czoła. Chłopak natychmiast wrócił do świata. Rozejrzał się po autobusie pełnym ludzi. Wracałwłasnie zmęczony do domu, i wysiadał na nastepnym przystanku. Gdy już zupełnie otrzeźwiał, zaczął się zastanawiać, jakoś tak mimowolnie, nad tym, co robią anioły. Autobus dojeżdzał już do następnego przystanku. Gdy chłopak wysiadał, w zamyśleniu przypadkiem potrącił jakąś starszą kobietę, która odwdzięczyła się strasznym wrzaskiem. Ten jednak, po krótkiej próbie przeproszenia, gdy zauważył, że to nie ma sensu, zignorował ją i ruszył swoją drogą.

Po drodze ciągle rozmyślał o tych aniołach. Przypomniała mu się taka piosenka, która opowiadała, że anioły roznoszą sny po ludziach. Pomyślał, że mogłby sam być takim aniołem i roznosić ludziom sny. Więcej - chciałby być takim aniołem. Kołysać zadręczone umysły zmęczonych ludzi, uspokajać, rozładowywać powstające przez całe dnie napięcia i koić rozstrzęsione nerwy ludzi... wielu ludzi, ale jednej osoby szczególnie. Od tego momentu ta myśl nie dawała mu spokoju. Być takim aniołem, roznosić w nocy sny i chociaż przez chwilę tulić ten jeden umysł. Ta ogromna chęć przeszkadzała w codziennym życiu, rozkojarzała w potrzebujących skupienia chwilach, całymi nocami spędzała sen z powiek i wymiotła wszystkie inne marzenia na dalszy plan. Chłopiec starał się jednak jakoś opanować i nie odrealniać, choć każdego wieczora modlił się, by chociaż na chwilę we śnie stać się takim aniołem.

Etykiety: ,

piątek, 26 grudnia 2008

Poświąteczny powrót do rzeczywistości...

~Święta na Marsie cz.4~

Zadzwonił budzik. Michał otworzył jedno oko... Zamknął... Otworzył drugie... Budzik ciągle hałasował. Szybki ruch ręką i... cisza... Nagle jednak znowu otworzył oczy. Jego czarny kot wskoczył mu na brzuch. Najwidoczniej już się wyspał. Pora wstać...

Było już po południu, gdy Michał wreszcie wziął się za sprzątanie. Kilka talerzy do zmywania, jedna szklanka i miska kota. Gdy krzątał się po salonie, Kot usiadł na włączniku, zapalając lampki na choince, przeciągnął się leniwie, usiadł i spokojnie obserwował swojego właściciela. Michał dopił resztę wina z kielicha stojącego na stole, po czym powędrował z naczyniami do kuchni.

Gdy skończył, zmęczony, skierował się do swojej sypialni. Po drodze przypadkiem nadepnął Kota, który ugryzł go w odwecie w palec i uciekł...
- Więc na jakiś czas znowu sam... Mam już dość tej piekielnej planety!
Wszedł do sypialni, usiadł na łóżku i wziął do ręki gitarę... Po chwili jednak odłożył ją, podszedł do niewielkiej komody i zaznaczył coś na kalendarzu...
- To już 3 święta od wypadku... I jeszcze 2 lata ziemskie, żeby móc liczyć na kogokolwiek... Piekielna planeta!
Michał rzucił kalendarz na komodę, i rzucił sie na łóżko...
- Ile jeszcze mam tak wytrzymać?
Po chwili szamotania się z samym sobą, usiadł spokojnie na rogu i wziął gitarę... Nagle się ocknął:
- O! Są jeszcze ciasteczka!

________________________________

Święta święta...
i po świętach...
brudny talerz, choinka...
światełka i papier po prezentach...

Ostatni uśmiech, lampka wina...
Czarny kot ugryzł w nogę...
uciekł...
znów sam z gitarą...
zostały jeszcze ciastka..

Etykiety: , ,

środa, 24 grudnia 2008

Święta

~Święta na Marsie cz.3~

Pierwsza gwiazdka wyskoczyła na ciemnym, marsjańskim niebie. Michał usiadł do stołu. Najpierw tradycja. Opłatek. Uśmiech na twarzy. A teraz można coś zjeść. Nareszcie, po tylu godzinach walki z piekarnikiem można spróbować swoich małych dzieł sztuki. Z telewizora słychać kolędy, miękko sączące dźwięki tradycyjnych melodii. I ten niemożliwy do opisania spokój...

________________________________

spokój, miękkie światło
opłatek, uśmiech
spokój, świecące kolędy
potrawy, uśmiech
spokój, spokój





Z okazji świąt, chciałbym wszystkim życzyć po prostu bycia... Bycia człowiekiem, bycia myślącym, bycia szczęśliwym... I to zarówno teraz, w czasie świąt, w nowym roku, jak i każdego dnia!

Etykiety: , , ,

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Gorączkowe przygotowania przed świętem...

~Święta na Marsie cz.2~

Odkurzone, posprzątane... A nie, jeszcze przedpokój trzeba wysprzątać. Michał biegał po całym mieszkaniu, przygotowując się do świąt. Ciągle towarzyszył mu gadający telewizor i kot, który czasami wchodził pod nogi. Michał właśnie wyjął z piekarnika keks. Teraz trzeba przygotować karpia... W tym momencie Do kuchni wszedł kot, ciągnąc karpia za ogon.
- He, Kotek, widzę że chcesz mi pomóc?

W telewizji mocno umalowana starsza pani podpowiadała, jak zrobić pysznego, małokalorycznego piernika. Michał, nieco zmęczony, padł na fotel, i zaczął powoli otwierać pudełka z ozdobami choinkowymi.

Choinka już prawie ubrana, światełka się świecą. Zadowolony Michał wieszał ostatnią bombkę. Kot niespokojnie kręcił mu się między nogami, trącając go nosem. Chłopak odtrącił kota, nagle jednak upuścił bombkę, czując dziwny zapach...
- Cholera! Karp!
Michał pobiegł do kuchni i otworzył piekarnik... Na szczęście jeszcze nie było za późno. Ryba tylko trochę się przypaliła. Teraz jeszcze ciasteczka, może zostaną na trochę dłużej po świętach? Powoli zaczyna się robić ciemno, a Michał musi jeszcze kilka rzeczy zrobić...

________________________________

Latam tu, latam tam... Trzeba jeszcze tyle zrobić,
to złożone, spakowane, ubrane, posprzątane...
jeszcze odkurzyć, jeszcze dopiec, jeszcze jedno ciasto...
smacznego, powie pani, przez niebieskie szkiełko...

Obłąkany spokój... Przypalona ryba...

światełka już się świecą, karp już w wannie nie pływa,
jeszcze trochę trzeba dopiec... ciasteczka w piekarniku...
tyle trzeba zrobić, a tak mało czasu...

Gwiazdka już się zbliża...

Etykiety: , ,

sobota, 20 grudnia 2008

Świąteczny szał zakupów...

~Święta na Marsie cz.1~

Powoli zbliżały się święta. Boże narodzenie zawsze wszystkich ożywia. Michał też musi się przygotować. Trzeba kupić tyle rzeczy. Poszedł na zakupy. Na marsie trochę wiało, ale czapa śnieżna mieniąca się w południowym słońcu dawała piękny zimowy krajobraz za oknem.

Trzeba kupić dużo świątecznych produktów... I prezenty. Z tym zawsze jest problem. Co kupić, żeby być oryginalnym? Michał nie lubił banałów. Ile można kupować świeczki, mydła i patelnie dla mamy. No dobra, mydło dla babci.

Zadowolony wrócił do domu późnym popołudniem. Już było ciemno. Pogłaskał swojego czarnego kota na przywitanie i odstawił w kuchni torby z zakupami...

________________________________

Już niedługo święta, już niedługo...
Czerwień dookoła, zieleń dookoła, światełka...
Trzeba kupić to, trzeba kupić tamto...
Prezent tu, manufaktura, prezent dla babci, mydło...

Karp w wannie, nóż w trumnie, Mikołaj się śmieje...
do mnie z telewizora, machają dzieci...
Wszyscy gdzieś biegną, śpieszą...

Już niedługo święta, już niedługo...
Czerwień dookoła, zieleń dookoła, światełka...
Trzeba kupić to, trzeba kupić tamto...
Prezent tu, manufaktura, prezent dla babci, mydło...

Czy wszystko kupione, jeszcze trzeba wrócić...
po masło, margarynę, strzelający świecznik...
zapalił się przed sklepem...

Już niedługo święta, już niedługo święta...

Etykiety: , ,

wtorek, 2 grudnia 2008

Na szczycie... kurhanu...

Rafał szedł spokojnie ledwo widoczną ścieżką wśród niskich, bladozielonych traw. Dookoła w nieładzie rozrzucone były białe głazy i kamienie. Do szczytu zostało mu jeszcze raz tyle, ile przeszedł już od podnóża wzniesienia. Nie było ono bardzo strome, jednak marsz pod górę sprawiał trochę trudu, szczególnie w obecności silnego, południowego słońca i ostrego, suchego wiatru. Na samym szczycie stał jakiś monument przypominający anioła z rozpostartymi skrzydłami. Jednak dopiero teraz zaczął dostrzegać, że posąg ten jest prędzej demonem, niż aniołem. Jego skrzydła u dołu są spiczaście zakończone, a w miejscu głowy znajdowało się coś przypominającego literę V, może głowę kozła albo jakiegoś innego stworzenia.

Gdy znalazł już się na szczycie, przyjrzał się dokładnie monumentowi. Był to lekko zgarbiony potwór z szeroko rozpostartymi skrzydłami podobnymi do tych u nietoperza i głową kozła wyrażającą jakieś dziwne szaleństwo. W jednej ręce trzymał zardzewiały miecz, w drugiej zmasakrowaną głowę kobiety... W przeciwieństwie do reszty rzeźby te dwa przedmioty nie były wykonane z kamienia...

Wędrowiec wzdrygnął na ten widok. Po chwili przypomniał sobie, że przecież z daleka postać była jasna, prawie biała, a teraz stoi przed praktycznie czarnym demonem. Gdy odszedł odrobinę od rzeźby, zauważył, że przy pewnej odległości silne światło sprawia, że monument zdaje się zmieniać kolor. Ponownie podszedł bliżej. Szukał jeszcze jakiś innych znaków i osobliwości figury. Na piersiach demona dostrzegł wykuty symbol runy "L" w piśmie futhark. Natomiast na kamieniu pod stopami demona widniał napis:

Etykiety: , ,

czwartek, 11 września 2008

[...]

Otworzył oczy... Gorące słońce świeciło mu prosto w twarz. Przymknął oczy od nagłej światłości i powoli je otwierał, przystosowując je do wszechobecnego blasku. Po chwili z nieprzeniknionej bieli wyłonił mu się krajobraz - brzeg jeziora, plamy odbitego światła na spokojnej tafli, ziemia pod nogami, kilka drzew rosnących nieopodal i mały domek... na środku jeziora?

Po dłuższej obserwacji dostrzegł, że to nie domek, tylko pozostałość po starej stodole, i wcale nie dryfuje na wodzie, tylko stoi nad samym przegiem jeziora, na niewielkim cyplu wchodzącym w głąb zbiornika.

Rozejrzał się dookoła... Za nim znajdowała się niewielka polanka z dużym, nienaturalnie płaskim kamieniem na środku. Za nią w pewnej odległości znajdowała się ściana lasu, skąd z wolna dochodziły szumy starych iglaków poruszanych siłami wiatrów.

Jednak to wszystko było jakieś puste... Po chwili dostrzegł, że właściwie nic, no może poza kołyszącymi się sosnami, nie sprawia wrażenia żywego. Żadnych ludzi, zwierząt, ujadania psów czy nawoływań sie wróbli, żadnych odgłosów odległych ptaków... Nawet insektów nie było widać.

Nagle dopadło go uczucie, a właściwie cała masa różnych uczuć - osamotnienie, zagubienie, niewiedza, niemoc... Poczuł się straszliwie bezradny, i nawet nie wiedział, co się właściwie dzieje...

***

Szedł... Szedł przed siebie brzegiem jeziora, mając nadzieję, że znajdzie cokolwiek... Po prostu - wstał i zaczął iść z nadzieją, że nie zagrodzi mu drogi żadna rzeczka. Za cel postawił sobie dojść do opuszczonej stodoły, jednak miał nadzieję, że po drodze znajdzie coś bardziej interesującego. Ciągle nie opuszczało go uczucie samotności i zagubienia...

[...]

Etykiety:

niedziela, 1 czerwca 2008

End of The Road... Za ścianą

Wojtek się obudził. Leżał w swoim łóżku, przez lekko odsłonięte zasłony wpadał strumień ciepłego światła. W radiu było słychać piosenkę "To tu". Spostrzegł, że na biurku stojącym niedaleko łóżka leży cegła.
"Skąd tutaj cegła?"

Ostrożnie wstał, i podejrzliwie podszedł do biurka. Spojrzał na czerwony blok przyciskający stos książek. Zwrócił swój wzrok na okno, jednak nie dostrzegł żadnego wybicia, nic... Okno było zamknięte, jednak za szybą, na chodniku przed domem, Wojtek zauważył biegnącą dziewczynę. W jednej chwili wyleciał przed dom i zaczął ją gonić, jednak po chwili zmęczył się strasznie i stanął, by odpocząć. Dziewczyna ciągle biegła przed siebie, oddalając się od chłopaka. Ten, zebrawszy siły, ponownie począł biec za nią. Nagle jednak pojawił się przed nim żółty znak z czarnym napisem "End of the Road"...

Huk głuchego uderzenia, hałas zgniatanej blachy i pisk opon. Wojtek rozejrzał się dookoła. Części rozbitego motocyklu walały się w promieniu kilku metrów. On sam siedział na środku, jeszcze z rękoma na połamanej kierownicy. Bolała go głowa, nogi miał pokaleczone, a w ramionach uczucie braku sił, jednak czuł jednocześnie, że powinien wstać i iść.

Tak więc powoli podniósł się ze szczątek motocyklu i stanął. Spojrzał najpierw w prawo, później w lewo. Po obu stronach ściana po horyzont. Teraz wracać się po jakiś buldożer lub chociaż drabinę było nie sposobnością. Dlatego Wojtek stwierdził, że najlepiej będzie iść równolegle z murem, aż znajdzie się coś ciekawego. Był zbyt daleko, by teraz wrócić na nogach.

Poszedł więc w prawo...

Spostrzegł te same kredowe wierszyki, co poprzednio. Tym razem zauważył jeszcze kilka symboli: coś co wyglądało jak lizak, kilka gwiazdek czy płatków śniegu, znak zapytania, uśmiechniętą twarz, coś przypominającego medal, skrzydła, trzy wykrzykniki... "Co to u licha wszystko oznacza?!"

Nagle zobaczył dziurę w murze, jakieś 20 metrów dalej. Podbiegł tam i przeszedł na drugą stronę... i.... Krajobraz w ogóle się nie zmienił. Dalej droga, pustynia i góry. Przy samej drodze widniał podobny znak "End of the Road". Jedyną różnicą był niewielki domek, a przy nim stary pick-up.

Wojtek podszedł bliżej. Dom wyglądał na opuszczony. Zawołał raz... cisza. Zawołał drugi raz... Nic, zero odpowiedzi. Zapukał ostrożnie w drzwi... Cisza. Niestety nie mógł ich otworzyć, widocznie były czymś zawalone. Zajrzał przez szybę do środka... Jedno wielkie pobojowisko.

Podszedł do samochodu. W środku były kluczyki. Wsiadł. Przy trzeciej próbie odpaliło...

Wrzucił bieg i pojechał drogą... Dalej.

Etykiety: ,

środa, 21 maja 2008

End of the Road...

...i dojechał. Zsiadł ze swojego motocykla i podszedł do ściany, na której wisiała zardzewiała tabliczka:

"END OF THE ROAD"

Miejsce niezwykle dziwne. Pustynia, w oddali na horyzoncie góry, i przez sam środek droga... zwykła, asfaltowa droga, z białą, przerywaną linią uparcie przecinającą rozgrzany asfalt... I nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, jak się skończyła - mur. Ciągnący się za horyzont, z obu stron. Mur, zwykły, zbudowany z czerwonej cegły mur, wysoki tak bardzo, że nie było możliwości przeskoczenia, ani nawet zajrzenia za niego.

Wojtek podszedł do muru, przyjrzał się tabliczce nań wiszącej... Wisiała na gwoździu, nieco przechylona, i lekko unosiła się przy mocniejszych porywach suchego, pustynnego wiatru. Spojrzał pod nogi - przy samej ścianie droga była dużo bardziej popękana... Czyli nic wielkiego. Zaczął szukać wzrokiem czegoś szczególnego - nic. Zwykły, ceglany mur po horyzont... tak, zwykły... bardzo zwykły, szczególnie, że ktoś musiał sobie zadać sporo trudu, żeby wybudować na środku pustyni ścianę z cegieł z zupełnie innej części świata... Tylko po co?

Mur nie wyglądał na zbyt stary, choć lata silnego słońca i piasku pozostawiły na nim ślady swego istnienia... Ale cegły były równe, gładko ułożone, i nawet nieszczególnie popękane...

Uwagę Wojtka przykuły nagle białe litery na ścianie, jakieś 3 metry dalej. Podszedł bliżej i zaczął czytać:

Myśli, nawet te najważniejsze - mogą ulecieć...
Uczucia, nawet te największe - mogą się rozwiać...
Przyjaciele, nawet Ci najbliżsi - mogą o tobie zapomnieć...
Nawet ty, jeżeli w ogóle istniejesz - możesz być tylko urojeniem...


- O co tu chodzi? - powiedział sam do siebie chłopak, szukając jakiegoś ukrytego znaczenia słów... Spojrzał dalej i zobaczył kolejny kredowy zapis:

Nawet jeśli świat zostanie pokonany,
Nawet jeśli człowiek siebie przeskoczy,
Przepaść za tą ścianą zostanie poza marzeniami,
ze strachu za murem ukryta...


W tym momencie Wojtek przypomniał sobie, że gdzieś słyszał legendę o tym miejscu... Tylko nie mógł sobie przypomnieć, jak to szło...

Rozejrzał się dookoła, jakby się dopiero obudził. Nie, widok ten sam - pustynia, droga, jego lśniący, choć zakurzony motocykl, góry w oddali i brak jakiegokolwiek życia... Spróbował znaleźć jeszcze jakieś napisy. Dalej w tą stronę jednak mur był zupełnie czysty, nie licząc piaskowych "plamek", w miejscach, gdzie jakimś cudem piach z pustyni osiadł na pionowej ścianie... Chłopak odwrócił się w drugą stronę, i powoli zaczął wracać w stronę drogi, obserwując bacznie ścianę. Po drugiej stronie drogi, na ścianie dostrzegł napis, ale inny niż poprzednie dwa, napisany jakby... smołą... Dziwne, że wcześniej go nie dostrzegł. Podszedł bliżej i przeczytał:

Dokąd zmierzasz, człowieku?
Czy życie Ci nie miłe,
że uciekasz na pustynię?
Po coś tu przyjechał, czyś drogę zgubił?
Czy specjalnie pojechałeś tą na mapie nieistniejącą
bez drogowskazu?


Nagle chłopaka poruszyło... "Co ja tu właściwie robię?" - zadał sobie w duszy. Nie potrafił sobie właściwie przypomnieć, po co tu w ogóle przyjechał...

Tutaj śmierć tylko czeka,
tych co umiaru nie znają...
i zawód tych, co się obudzą wcześniej...


Nagle, jakby w nagłym napadzie strachu, Wojtek rzucił się na swój motocykl, i rozpoczął ucieczkę w stronę, z której przyjechał...

Etykiety: ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull