Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

piątek, 22 stycznia 2010

Poczuj Blues'a

Bóg wstał ze swojego wielkiego chmurzastego fotela. Rozejrzał się po zasypiającym właśnie świecie.

Przyglądał się, jak to jedni ludzie kradli, inni niszczyli sobie życie, zabijali się, bili, knuli i kłamali. Inni nieszczęśliwcy chcieli skoczyć z mostu, wieszać się. Byli też szczęśliwi ludzie leżący razem gdzieś pod brudną meliną.

Druga część świata słodko spała.

Bóg wział swoją gitarę, rozkręcił gałeczkę tone na full, dając piękny blask swemu brzmieniu i zarzucił melodię aniołom.

Gabriel podchwycił i poszedł za gary, A Michał zadzwonił po Św. Piotra. Gdy ten przyszedł, zmęczony siedzeniem przy bramie, do której i tak ostatnio mało kto puka, wziął gitarę basową. Za to Michał usiadł za organami.

Bóg zanucił coś pod nosem, i wydobył z siebie pięknie brzmiace C7. Zaczęli improwizować. Kilka dusz muzyków wzięło swoje gitary i przyszło się dołączyć.

A potem cały niebiański zespół powoli ukajał biegnący świat pod swymi nogami soundem prosto z nieba. Jazz, Blues, Funk i zupełny chillout - to, co Bóg lubi najbardziej. Gdy cały ten brudny, zły i opanowany przez szatana świat kołysze się w rytm tych spokojnych dźwięków.

Nawet szatan, w swojej czerwonej, undergroundowej kańciapie usłyszał boski koncert i zaczął mimowolnie sie bujać w niebiańskich rytmach... Może świat nie jest taki zły?


Etykiety: ,

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Zerwanie ze snu...

Tom otworzył oczy. Śniło mu się coś przyjemnego. Jednak jego marzenia rozpłynęły się w blasku porannego światła. Wstał, ubrał się i poszedł do owczarni.

Otworzył drzwi i zajrzał do środka. Owce już nie spały, spokojnie czekały na uzupełnienie siana w karmnikach i pojemnika na wodę. Pasterz podszedł do jednej z nich, do czarnej owcy, która dziwnie się na niego patrzyła swoimi wilgotnymi, głębokimi oczami.

- Ech... To głupie, że gadam do owcy. Ale brakuje mi tu czegoś. Marzy mi się osoba, z którą można bawić się i szaleć tak samo, z którą można zdobywać szczyty, dzielić się przygodą i cieszyć się spacerem po lesie. Ktoś, kto uśmiechem i ciepłą herbatą przywita mnie, gdy wrócę z samotnej wędrówki. Ktoś, dla kogo będę tak samo ważny, jak ten ktoś dla mnie. Po prostu szukam osoby, z którą mogę dzielić własne szczęście! Nie tylko opowieścią i bezwyrazowym uśmiechem, ale całym sercem i duszą. Nie musi nawet mieszkać ze mną na tym odludziu, nie muszę być dla niej jedyny i najważniejszy. Choć nie chcę mieszkać tu samotnie, to starczy mi osoba, która by tu wpadała raz na jakiś czas i pomagała mi się ogarnąć. Nie chcę niszczyć komuś życia na mojej samotni...

Tom patrzył chwilę w oczy owcy. Ta, wydawałoby się, chciała mu coś odpowiedzieć. Zerwał się nagle i wybiegł przed owczarnię. Nabrał w płuca zimnego, styczniowego powietrza, zacisnął zęby i pobiegł przez polanę, na jej drugi koniec, na jej skraj zakończony urwiskiem. W ostatniej chwili złapał się pnia rosnącej tam jabłoni, dzięki czemu wyhamował i nie zleciał na dół. Objął zmarznięte drzewko, mocno zacisnął objęcie i krzyknął:
- Gdzie jesteś!

A owca stała w drzwiach owczarni i patrzyła w jego kierunku, wciąż tym samym obojętnym wzrokiem, którym patrzyła od samego początku...

Etykiety: , , ,

wtorek, 5 stycznia 2010

Pod gałęzią

Minęło trochę czasu. Była już zima. Przez ostatnie pół roku właściwie nic się nie zmieniło. Dziury nie połatane, owce zagonione co prawda do owczarni, ale również nie przeliczone. Do tego srogi mróz i śniegi trzymają od jakiegoś czasu i Tomowi powoli kończyły się zapasy w spiżarni, a do miasta iść byłoby ciężko, gdyż idąc wśród śniegów łatwo jest wpaść w jakis zasypany dół, czy samemu zostać przysypanym przez niespodziewaną lawinę.

Był wczesny poranek. Pierwsze promienie słońca od tygodnia rozpryskiwały się na tysiące drobnych świetlnych punktów na śniegu. Toma obudził powiew chłodnego powietrza i jakiś hałas dochodzący z okolic kuchni. W pierwszej chwili odwrócił się tylko na drugi bok, myśląc, że to senne złudzenia. Po chwili jednak zerwał go na nogi wielki huk ze spiżarni. Tom chwycił za nóz leżący na stoliku przy łóżku i skoczył do kuchni. W tym samym momencie ze spiżarni wyleciał wielki niedźwiedź, powalając mężczyznę na ziemię. Gdy pasterz, po chwilowym zamroczeniu odzyskał władzę nad zmysłami, niedźwiedzia już nie było. Tom zajrzał przez rozwalone drzwi do spiżarni. W środku nie było śladu po zapasach suszonego mięsa, a rozbite słoiki walały się po wszystkich kątach. Z zapasów praktycznie nic nie zostało. W pierwszej chwili Tom zaczał się zastanawiać, co w ogóle sprawiło, ze ten nieźwiedź zbudził sie ze snu zimowego. Po chwili dopiero dotarło do niego, że w tej chwili właściwie nie ma co jeść.

Pasterz wyszedł tak jak stał, w samej koszuli nocnej i z nożem w ręku, przed dom. Osunął się zrezygnowany, oparty o framugę drzwi. Myśli zaczęły kłębić się znowu w jego głowie. Spojrzał w stronę owczarni. Blask słońca wzmacniany odbiciami od śniegu oślepiająco szeptał w głowie pasterza. Przez chwilę pomyślał nawet, że widok jest piękny. Jego oczy zwróciły się na trzymany w ręku nóż. Teraz znowu przez umysł człowieka przesunęły się ciemne obrazy i pomysł na zdobycie jedzenia. Tom próbował uciekać od tych myśli, ale te stawały się coraz silniejsze i niemal obezwładniły jego umysł. Pomysł zażynania własnych, wymarzonych owiec w tej chwili wydawał sie jedynym sposobem na przetrwanie zimy.

Dwa dni później, wczesnym wieczorem, Tom siedział przy stole w kuchni, mając przed sobą wbity między deski stołu nóż. Walczył ze sobą i swoim głodem. Od trzech dni praktycznie nic nie jadł. Nie chciał jednak zabijać własnych, ukochanych owiec. Po kolejnych dniach, kilku nieudanych próbach polowań i ciągle rosnącej pustce we wnętrzu Toma głód w końcu przeważył nad wolą pasterza. Następnego dnia, wczesnym rankiem Tom wziął swój nóż i cicho wyszedł z domu. Powoli zmierzał ku owczarni. Ciągle bił się z myślami, jednak pustka w brzuchu nie dawała za wygraną. Otworzył cicho drzwi od owczarni i wszedł do środka. Wszystkie owce zastał zbite ciasno centrum owczarni. Jeszcze spały. Jedne tylko oczy były otwarte, i skierowane w stronę pasterza. Tom patrzył w te oczy. Widział w nich niepokój. Owca nie wiedziała, czemu pasterz przychodzi tak wcześnie. Nie potrafiła pojąć, czemu trzyma w ręce nóż. Tom patrzył tak przez chwilę, po czym wybiegł z owczarni. Po drodze wpadł na drzewo, którego gałęzie pod wpływem silnego wstrząsu i wielu kilogramów zgromadzonego na sobie śniegu załamały się i z łoskotem uderzyły o ziemię, przywalając również sobą oszołomionego pasterza.

Tomowi zaszumiało w głowie. Obraz przed jego oczami rozmył się. Wśród dziwnego dźwięku zaczął słyszeć jakiś głos. Znajomy głos. Tak, znał ten głos doskonale. Ten sam głos nawiedzał go każdej nocy w snach, a i w ciągu dnia, w przypływach nagłej tęsknoty. Razem z głosem pojawił się również i upragniony obraz. Oto wśród zielonych traw, wśród kwiatów i słonecznego ciepła szła z koszykiem wyśniona przez Toma Jagódka, wesoło do niego pokrzykując. Tom próbował wstać i wybiec jej na powitanie, jednak nie mógł się ruszyć. Po chwili Jagódka rozpłynęła się we mgle razem z całym wiosennym krajobrazem. W tej samej szarej mgle Tom ujrzał wszystkie inne obrazy, które spotykał mieszkając tu, w górach. Były owce, tą jedną czarną, która przerodziła się kiedyś w straszny twór lęków pasterza. Był czarny jak noc kot, który zostawiał po sobie we mgle dziwną aurę. Były jakieś ślady obecności człowieka. Były krzyki, śpiew ptaków, wycie wilków, beczenie owiec i dźwięk wojskowych trąb. Na koniec wszystkie obrazy rozszarpał brązowy niedźwiedź, trzymający w łapie potłuczony słoik z resztą konfitury...

Tom nagle się ocknął. Leżał w śniegu, przywalony gałęzią drzewa, na które przed chwilą wpadł. W okolicy nie było nikogo. Owce tylko lekko przysunęły się do wyjścia z owczarni i rozgladały sie po zaśnieżonej łące. Pasterz spróbował się podnieść. Ze stosunkowo małym wysiłkiem odrzucił leżącą na nim gałąź. Gdy podniósł się wreszcie i otrzepał ze śniegu, ujrzał obok siebie, w pozostawionym po gałęzi wgłębieniu leżącego dużego zająca, którego widocznie również przygniotła gałąź. Zając lekko jeszcze drgał. Po chwili do świadomości Toma dotarła myśl, wspaniała tak, że aż podskoczył... W końcu może coś zjeść!

Etykiety: , , ,

czwartek, 31 grudnia 2009

2009/2010 i bum.

Tak, kończy się kolejny rok nędznego żywota na świecie i jak zwykle na końcu czegoś pora na podsumowania. W radiu podsumowania muzyczne, w telewizji podsumowania, ile zmarło w tym roku sławnych osób, a na blogach podsumowania marnych historii jeszcze bardziej marnych ludzi, którym się nudzi. I ja pójdę w ślad tych marnych.

No to tak: grałem w czterech zespołach, skomponowałem piętnaście (chyba) piosenek, napisałem dużo marnego literackiego chłamu, stworzyłem kilka stron internetowych, wygrałem kamerę, którą potem utopiłem w morzu śródziemnym i zwróciłem na gwarancję, byłem 400 pod poziomem oceanów i nad chmurami, widziałem najmniejsze miasto świata i jadłem pizzę o średnicy jednego metra. Poza tym byłem świadkiem lub uczestnikiem wielu wydarzeń czy zjawisk, o których nie chce mi się już pisać.

Ogólnie, o ile rok 2008 był dla mnie rokiem wielu sukcesów i jednej porażki, 2009 jest tak pogrzany, że nie potrafię go nawet tak ładnie nazwać. Oby tylko 2010 był lepszy.

Aaa, no i życzę wam wszystkiego najlepszego!

Etykiety: ,

niedziela, 15 listopada 2009

Znad książek

Bezkresne krainy
otwarte światy
tysiące fantastycznych stworzeń

nieogarnięta ilość pojęć
tajemna wiedza
wspaniałe słowa

niezapomniane przygody
ciekawe historie
barwne opowieści

to wszystko leży przede mną na biurku
a ja sił na czytanie nie mam
bo zasnąłem...

Etykiety: ,

wtorek, 11 sierpnia 2009

Anioły ~ Rozdział 2 - Anioły

~~ Rozdział 2 - Anioły ~~

Chłopiec poczuł się dziwnie. Coś było nie tak... Nic się nie stało.
- Booże, czemu nic się nie zmieniło?
- Jak to nie?
- Podjąłem decyzję, a dalej nic nie wiem!
- Synu, ależ ty niecierpliwy. A do tego te twoje klapki na oczach. Wiedzę dostajesz niestety w porcjach - tak jest wygodniej. A twoja decyzja była mi znana - inaczej nie było by tej rozmowy.
- Przecież gdyby... Acha! Już rozumiem. Gdyby moja odpowiedź brzmiała nie, to byśmy teraz nie rozmawiali...
- Gdybyś powiedział nie, to byś tego nie powiedział, ponieważ nie wiedziałbyś, na co się szykujesz. Jeżeli powiedziałeś tak - wiedziałeś już wszystko, co było potrzebne do podjęcia decyzji. Gdybyś miał powiedzieć nie, nie rozmawiałbym z tobą. Zwykły człowiek takiej rozmowy nie jest w stanie prowadzić, a anioły nie mają wolnej woli. Ty jesteś stałeś się człowiekiem i aniołem jednocześnie.
- Ale po co? Nie wystarczą Ci Twoje anioły?
- Jeszcze tego nie rozumiesz.
- A przecież powinienem!
- Jesteś ciągle człowiekiem. Masz wolną wolę. Jesteś też aniołem - anioły też mają wolną wolę, ale ograniczoną. Każdy anioł może wybrać między byciem aniołem a byciem wolnym - czyli stać się człowiekiem. Natomiast z ludźmi jest gorzej. Jednak czasami niektórzy ludzie mogą stać sie aniołami. Jednak nie są normalnymi aniołami. Mają wolną wolę, i cały czas są ludźmi na ziemi. Ich wolna wola jest zupełnie nieograniczona z wyjątkiem jednego - zostając aniołem pozbawiasz się możliwości zrezygnowania z bycia aniołem.
- Czyli nie mam już nieograniczonej wolnej woli?
- Niezupełnie.
- Co to znaczy?
- Powiedziałeś tak. To była twoja wola. Wolna wola człowieka. Jesteś aniołem. Powiedziałeś tak, nie mogłeś więc powiedzieć nie. Inaczej ta rozmowa nie istniałaby. Anioły nie mają wolnej woli. Ale jesteś człowiekiem. Możesz wybierać.
- Czekaj, czekaj. Chwila. Aaa! Już rozumiem. To dlatego znałem już swoją odpowiedź!
- No nareszcie, synu, to zauważyłeś. A resztę zrozumiesz później. Pora, żebyś się dowiedział czegoś o swojej pracy. Jesteś aniołem.
- Co się teraz zmieni w moim życiu?
- Wszystko i niewiele.
- Znowu to samo...
- Po pierwsze - zostałeś pozbawiony snów. Nigdy już nic ci się nie przyśni, bo zamiast śnić będziesz roznosił sny innym ludziom. Jednocześnie wszystkie sny, w których się pojawisz, będą twoimi snami. Jako człowiek nie dostrzeżesz wielkiej różnicy. Po prostu nigdy już nie wstaniesz pokrzepiony spełnionym we śnie swoim marzeniem. Wiem - ludzie potrzebują marzeń, więc żebyś nie załamał się nerwowo, jako człowiek będziesz wiedział, że jesteś aniołem. Poza tym inni też marzą.
- Moment. Nie rozumiem? Nigdy już nie będę marzył?
- Spokojnie. Marzyć możesz. Ale tylko na jawie. Ale inni też marzą, nie bój się.
- Nie rozumiem.
- Zrozumiesz w swoim czasie. Druga rzecz - jako anioł będziesz wiedział wszystko o swoim anielskim życiu oraz o ludzkim. Będziesz też dowiadywał się o ludziach, których znasz jako człowiek. Jako człowiek musisz wytrzymać tylko brak swoich marzeń w snach. Jako anioł niestety musisz zmierzyć się z wnętrzem twoich znajomych, rodziny, przyjaciół. Żebyś jednak normalnie funkcjonował na ziemi, ta wiedza nie będzie ci znana jako człowiekowi. Nie wytrzymałbyś tego.
- Dlaczego?
- Dowiesz się wkrótce. Twoja praca zacznie się następnej nocy. Dzisiaj ostatni raz będziesz mógł snić swoimi snami. Ale już jesteś aniołem - obowiązują cię dwie zasady. Jako anioł masz surowy zakaz ujawniania swojego ziemskiego ja ludziom w snach. Jako człowiek nikomu nie wolno ci powiedzieć, że jesteś aniołem. Chociaż i tak nikt ci nie uwierzy, ale nie możesz dopuścić, by ktoś zrozumiał pewne fakty.
- Co to znaczy? Czy ludzie, którym dostarczam sny, będą również mnie widzieli?
- Tak. W snach. Będziesz elementem ich snów - czasami tylko jako niewidzialny dla nich dostawca, ale czasami jako postać, którą spotkają na swojej sennej drodze.
- A czemu nikt nie może wiedzieć, że jestem aniołem?
- Bo wtedy rozpozna w tobie ciebie we śnie.
- A co w tym złego?
- Dowiesz się w swoim czasie. A teraz dosyć pytań i odpowiedzi. Twój ostatni sen powinien ci wystarczyć na długo. Nie prędko znów będziesz mógł dotknąć tych wszystkich marzeń, które nie spełnią się za życia, a tylko pozostają senną fantazją.
W tym momencie świadomość chłopaka zatopiła się w olśniewającej bieli, po czym spłynęła do krainy najskrytszych marzeń. Reszta nocy upłynęła mu na szczęśliwym spełnianiu wszystkiego tego, co kryło mu sie gdzieś w sercu, umyśle, na duszy... No, może prawie wszystkiego...

Etykiety: ,

czwartek, 30 lipca 2009

Anioły ~ Rozdział 1 - Rozmowa

~~ Rozdział 1 - Rozmowa ~~

Pewnej nocy stało się coś dziwnego. Chłopak właśnie zasypiał, jego świadomość powoli zatapiała się w otchłani marzeń, spięte przez cały dzień myśli spokojnie uchodziły, rozpływając się w nicości. Jednak ta podróż nie przebiegała jak zwykle, gdy to powoli umysł osuwa się w stan odprężenia, stopniowo się wyłączając. Mimo odpływających myśli świadomość ciągle działała normalnie, jak w ciągu dnia. Tylko jakby powolutku opuszczając zamknięte obszary ciała, zamiast osuwać się w krainę snu, brnęła przez nieprzeniknioną czarną mgłę, pod górę, w stronę dziwnej jasności. W końcu stanęła na jej szczycie, a pod sobą miała cały ciemny, nieprzenikniony i tajemniczy świat. W pewnej chwili ta świadomość została zrestartowana, jakby ktoś na chwilę ją wyłączył i uruchomił ponownie. Dookoła niej było niezwykle jasno, mglisto, ale przyjemnie. Nie było gorąco, ale nie było też zimno. Wszystko było niesamowicie jasne, ale nic nie raziło. Z tej mgły powoli wyłaniał się obraz wielkiego drzewa, wokół którego latają anioły, zrywają z niego sny w postaci myślowych owoców, a nad drzewem czuwała niesamowicie wielka, silna i łagodna jednocześnie ręka samego Boga. Anioły zrywały sny i odlatywały w stronę śpiących na dole umysłów, spokojnie przekazywały sny umysłom, tuliły śpiące postacie, po czym, gdy umysły zupełnie się rozpływały w snach, wracały do drzewa, brały kolejne sny i wracały do świata, przekazując sny kolejnym śpiącym.

Nagle jednak cały obraz zbladł, potem sczerniał aż w końcu zostało tylko samo drzewo z Boską siłą. Po chwili i drzewo zniknęło. W czarnej nicości pozostała tylko siła.

- Synu, czy na pewno chcesz zostać aniołem? By twoja świadomość, zamiast odpoczywać w krainie snów, marzeń i lęków, sama je roznosiła zmęczonym umysłom odpoczywających ludzi? - rozlegający się zewsząd głos trafiał do świadomości Chłopca jak muzyka, która nie wydobywa się gdzieś z głośników czy innego źródła, tylko gra nam w samym środku głowy, roznosząc dźwięki po całym umyśle.
- Tak.
- A czy na pewno chcesz się przekonać, jak wygląda praca takiego anioła? Obrazek, który przed chwilą ujrzałeś, był tylko twoim złudzeniem - marzeniem zasłaniającym prawdę, ochroną przed niebezpieczeństwem i ostatnią szansą na zmianę zdania. Jednak, jeżeli zrobisz następny krok, nie będziesz mógł zrezygnować - posada anioła jest bardzo odpowiedzialna. To zobowiązuje. Musisz poznać umysł każdego śpiącego, zobaczyć go takim, jaki jest na prawdę, w środku. Najczęściej zupełnie on nie przypomina tego, czym jest z zewnątrz na ziemi. Przed aniołami dusza nie ma żadnych tajemnic - jest zupełnie naga, razem ze swoimi grzechami, ukrytymi wadami, grasującymi w niej demonami. Nie ułatwia bynajmniej to pracy. Zadaniem aniołów nie jest wyłącznie wybór odpowiedniego snu - to jest tylko dodatek, w gruncie rzeczy i tak mało istotny, albowiem każdy sen z drzewa marzeń jest przyjemny dla duszy człowieka. Jednak sen ten musi przebić się przez grube warstwy wewnętrznych murów umysłu, pokonać trudną drogę przez zapory i barykady spętanej podświadomości, i nieraz stoczyć niejedną walkę z demonami nękającymi umysł śpiącego. I to nie jest takie łatwe, jak ci się wydaje, mój drogi chłopcze.
- A czy mogę sobie wybierać ludzi, którym dostarczam sny?
- I tak, i nie. Doskonale rozumiem twoje pytanie, ale nie powinno to wpływać na twoją decyzję. I tak gdy się obudzisz rano, nie będziesz pamiętał swojej pracy, a jedynie sny wszystkich ludzi, którym je dostarczyłeś. Zarówno te z drzewa, od ciebie, jak i te, z którymi zetkniesz się w umysłach tych ludzi - wytworzone przez nie same, ich marzenia, lęki, przez demony na nich siedzące. Podobnie, jak z normalnego snu, oczywiście szybko będziesz mógł wszystko zapomnieć, jednak jest też pewna wyraźna różnica. Nawet z najgorszego koszmaru nie będziesz mógł się obudzić.
- A czy mam jakiś wpływ na te sny? Czy w nich jestem, czy mogę na nie wpływać, czy tylko dostarczam sen śpiącemu, przebijam przez osłony i wracam?
- To nie takie proste. Ale tego nie mogę ci już powiedzieć, chłopcze.
- Dlaczego?
- I tak wiesz już rzeczy, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia.
- Przecież w każdej chwili możesz mnie wrócić do snu, i sprawić, bym zapomniał wszystko?
- Mogę i nie mogę.
- Jesteś przecież Bogiem! Ty wszystko możesz.
- Zgadza się. Ale stwarzając człowieka dałem mu wolną wolę.
- To znaczy?
- Możesz wszystko zapomnieć, jeśli sam będziesz tego chciał. Jednak wtedy ta rozmowa nie istniałaby. Mógłbyś wszystkiego się dowiedzieć, ale wtedy ta rozmowa zakończyłaby twoje normalne życie - twój umysł przestałby odpoczywać razem z ciałem, a dusza razem z umysłem. - Czemu więc ta rozmowa trwa, a ja ciągle jestem sobą i niewiele wiem.
- Bo nie podjąłeś decyzji.
- Przecież od początku mówiłem, że chcę zostać aniołem!
- Lecz nie możesz wyrazić zgody na coś, czego nie znasz ani trochę.
- Więc nie będę mógł odpowiedzieć, póki nie dowiem się wszystkiego.
- Gdy dowiesz się wszystkiego, twoje zdanie nie będzie miało znaczenia.
- Co?
- Zanim dowiesz się wszystkiego, będziesz musiał podjąć decyzję.
- Ale...
- ...nie możesz podjąć decyzji, póki niczego się nie dowiesz. Dlatego albo jednocześnie powiesz i tak i dowiesz się o wszystkim, albo nie i ta rozmowa przestanie istnieć.
- Nic nie rozumiem.
- Wszystko stanie się w jednej chwili. Gdy powiesz tak, będziesz wiedział, gdy będziesz wiedział, powiesz tak. Gdy stanie się to jednocześnie, będziesz wiedział mówiąc tak i będziesz mówił tak, wiedząc. Natomiast twoje nie rozpłynie się. Ta rozmowa nigdy nie istniała. I nie zaistnieje, jeśli nie powiesz tak.
- Boooże, teraz już zupełnie nic nie rozumiem.
- Syynu, zastanów się dobrze swoją odpowiedzią. Pomyśl, bo odpowiedź już znasz, tylko jej nie widzisz.
- Chcesz powiedzieć, że już ją podjąłem?
- Nie. Ale ją podejmiesz za chwilę.
- A ty oczywiście wiesz, co odpowiem. Gdzie tu wolna wola?
- To, że ja wiem, co powiesz, to normalna rzecz. W końcu jestem Bogiem. To, że ty podejmiesz jakąś decyzję, to równie normalna rzecz. Jesteś człowiekiem, masz wolną wolę i sam wybierasz.
- Mogę powiedzieć tak, mogę powiedzieć nie, Ty wiesz, co ja powiem, ja też to wiem, ale jeszcze nie widzę?
- Trochę tak jakby. Zastanów się. Od tego zależy wiele rzeczy, o których nawet byś nie pomyślał.
- Co?
- Każda decyzja niesie za sobą skutki. Zastanów się nad odpowiedzią, którą już znasz.
- Nie będę mógł jej zmienić, ani kiedyś wrócić do zwyczajności?
- Tego nie wiesz.
- Ale ty wiesz!
- Ja wiem wszystko. Jestem Bogiem. Ty jesteś człowiekiem. Masz wolną wolę i sam wybierasz.
- Ale podobno już podjąłem decyzję?
- Gdybyś nie podjął, ta rozmowa by nie istniała. Proste.
- Nic już nie rozumiem.
- Rozumiesz, tylko jeszcze nie widzisz.
- Mam tego dość! Zgadzam się!

Etykiety: ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull