Nadzieja...
Tom siedział na skraju polany i rozglądał się dookoła. Było stosunkowo chłodno, na niebie kłębiły się ciemne chmury. Coś wisiało w powietrzu - było duszno, szaro i nieprzyjemnie. Jak zawsze przed letnią ulewą, z tą różnicą, że pasterzem czasem wstrząsały drgawki z zimna. Tylko Tom sam nawet nie wiedział, czy jest tak zimno, czy po prostu jest on chory, czy może co innego jeszcze ma na to wpływ.
Jego myśli również kłębiły się, czarne i nieprzyjemne. Jednak w przeciwieństwie do letniej burzy, jego przygnębienie nie zlewa się potokami z nieba, oczyszczając brudy i odświeżając świat. Tom nie potrafi dojść do siebie już chyba od zimy. Coś jest nie tak. Czasami nawet zapomina o swoich owcach - w tej chwili nie wie, czy są wszystkie. Ogrodzenie w kilku miejscach jest dziurawe, a on nie ma siły żeby je naprawić. Czyżby zaczynał odczuwać starość w kościach? Ale przecież znowu, gdy czasem ma lepszy humor, po głowie chodzą mu chęci do powrotu na szlaki, na wojny i do ludzi - tam na dół. Chce znowu chodzić od wioski do wioski, w poszukiwaniu przygód, albo po prostu towarzystwa. Ostatni raz widział człowieka kilka dni po dziwnych odgłosach z doliny. Przyszedł do niego wtedy posłaniec księcia pobliskiej gminy, pytał się o niego i Złotą Jagódkę, opowiadał trochę o sytuacji w kraju i przekazał parę plotek ze wsi.
Od tego czasu w zasadzie Tom nie widział żadnego człowieka. Zupełnie nikogo. Nawet nie chodził do wsi na targ, gdyż to, co miał w spiżarni i wokół domu w zupełności mu wystarczało.
A teraz siedział samotny na skraju polany i rozglądał się dookoła. Pogoda była zła, czuć było, że burza wisi nad górską polaną. Tomowi w pewnej chwili zaczęła pojawiać się między myślami jedna postać, powoli, coraz częściej, zaczęła tupać, krzyczeć, w końcu stała na środku jego umysłu i darła się w niebogłosy, próbując dobić się do pokrywy w podłożu... Nagle zniknęła, a w umyśle pozostało tylko parę słów... "Gdzie jesteś, Złota Jagódko? Co się z tobą dzieje, czemu Cię nie ma już tak długo?"
Jego myśli również kłębiły się, czarne i nieprzyjemne. Jednak w przeciwieństwie do letniej burzy, jego przygnębienie nie zlewa się potokami z nieba, oczyszczając brudy i odświeżając świat. Tom nie potrafi dojść do siebie już chyba od zimy. Coś jest nie tak. Czasami nawet zapomina o swoich owcach - w tej chwili nie wie, czy są wszystkie. Ogrodzenie w kilku miejscach jest dziurawe, a on nie ma siły żeby je naprawić. Czyżby zaczynał odczuwać starość w kościach? Ale przecież znowu, gdy czasem ma lepszy humor, po głowie chodzą mu chęci do powrotu na szlaki, na wojny i do ludzi - tam na dół. Chce znowu chodzić od wioski do wioski, w poszukiwaniu przygód, albo po prostu towarzystwa. Ostatni raz widział człowieka kilka dni po dziwnych odgłosach z doliny. Przyszedł do niego wtedy posłaniec księcia pobliskiej gminy, pytał się o niego i Złotą Jagódkę, opowiadał trochę o sytuacji w kraju i przekazał parę plotek ze wsi.
Od tego czasu w zasadzie Tom nie widział żadnego człowieka. Zupełnie nikogo. Nawet nie chodził do wsi na targ, gdyż to, co miał w spiżarni i wokół domu w zupełności mu wystarczało.
A teraz siedział samotny na skraju polany i rozglądał się dookoła. Pogoda była zła, czuć było, że burza wisi nad górską polaną. Tomowi w pewnej chwili zaczęła pojawiać się między myślami jedna postać, powoli, coraz częściej, zaczęła tupać, krzyczeć, w końcu stała na środku jego umysłu i darła się w niebogłosy, próbując dobić się do pokrywy w podłożu... Nagle zniknęła, a w umyśle pozostało tylko parę słów... "Gdzie jesteś, Złota Jagódko? Co się z tobą dzieje, czemu Cię nie ma już tak długo?"
Etykiety: fantasy, owce, przemyślenia

