Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

niedziela, 1 lutego 2009

Lęki...

Pasterza obudził straszliwy krzyk. Tom zerwał się, narzucił na siebie kożuch i wybiegł przed dom. Wrzask dochodził z doliny za urwiskiem. Był to okropny dźwięk, przynoszący na myśl najgorsze tortury, jakie można sobie wyobrazić. Krew zastygła w żyłach człowieka. Od wielu lat nic się tu nie działo. Czasy, gdy mordowano tutaj ludzi na ołtarzach straszliwych bogów minęły razem z nadejściem panowania Królów...

Nagle krzyk ustał. Tom dostrzegł, że cały świat chyba zamarł. Nie było słychać nic. Wiatru, zwierząt, wody... Zupełna cisza. Tom ostrożnie podszedł do krawędzi urwiska i rozejrzał się po świecie rozciągającym się od stóp skalnej ściany. Nic jednak nie dojrzał.

A pora była wczesna. Młode słońce ledwo wyjrzało zza wschodnich szczytów, oświetlając bladym światłem ośnieżoną polane.

Po pewnym czasie, gdy straszliwy dźwięk przestał już dzwonić w mu w uszach, pasterz skierował się z powrotem do swojego domu. Po drodze zastanawiał się, co może się jeszcze wydarzyć... Gdy spojrzał na owczarnię, dostrzegł czarną owieczkę kręcącą się przy drzwiach. Uświadomił sobie, że dokładnie rok temu owce, nie wiadomo skąd, pojawiły się na jego polanie, zupełnie odmieniając jego życie...

Etykiety: , ,

W drodze do...

I biegł przez pola pewien człowiek, imienia którego nikt nie znał. Człowiek ten od czasu pewnego pojawiał się tu i ówdzie, zaglądał w okoliczne dziury, a wieczorami przesiadywał w karczmie, zawsze prosząc o to samo. Nikt nie wie, skąd się wziął, gdzie mieszka, co tu robi. On sam mówi niewiele. Właściwie jedyne, co można było usłyszeć z jego ust, to zamówienie skierowane do karczmarza, głosem niezwykle niskim i ponurym. Ale i ludzie o nic go nie pytają, nawet sami o nim mało między sobą mówią. To również nie jest zbyt normalne, albowiem zawsze, gdy w niewielkiej miejscowości dzieje się coś, co wykracza poza normy zwykłej monotonii życia, ludzi o tym mówią. Tym razem jednak wieśniacy milczeli.

Niebo było szare od chmur, jednak miejscami pojawiały się w nim swoiste tunele, przez które szczątki słonecznego światła rzucały nadzieję na pojedyncze drzewa czy połacie kładącego się pod wiatrem zboża. Ów człowiek biegł ścieżką wcinającą się w wielkie obszary pól oblanych złotym morzem szalejących na wietrze kłosów. Wiatr był ogromny.

Najciekawsze było jednak to, że człowiek ten biegł drogą donikąd. Nie był to trakt, wzdłuż którego można by dotrzeć do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Droga ta ciągnęła się przez pola do samego urwiska na odległym o parę kilometrów wybrzeżu...

Człowiek ten nawet na chwilę nie przystawał, by odpocząć. Mimo swego niezwykłego spokoju, podobnego do spokoju drzew stojących w centrum miasteczka, zerwał się nagle, bez słowa, i wyleciał z karczmy prosto na pola...

Następnego dnia obudził sie o godzinie ósmej i czuł się innym człowiekiem...

Etykiety:


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull