Poranek...
Słońce leniwie wyłaniało się znad wschodnich wzgórz. Pierwsze promienie zaczęły ogrzewać chłodne po bezchmurnej nocy powietrze. Zimny wiatr zrzucał z drzew resztki liści.
Tom wstał. Dzisiaj nikt go nie budził zapachem porannej herbaty. Dzisiaj nikt nie stał obok budząc go miłymi słowami. Dzisiaj był sam... I nawet mu się to podobało. Lubił niezależność. I było mu dobrze samemu... Przynajmniej raz na jakiś czas.
Założył na siebie kożuch i wyszedł na polanę. Wypuścił owce z szopy i usiadł na kamieniu koło domu. Było mu przyjemnie. Miał dużo pracy, ale i dużo już zrobił. Nikt mu nie przeszkadzał... Było mu przyjemnie...
Owce rozbiegły się po polu. Wesoło podskakując szukały nielicznych już kępek wciąż zielonej, soczystej trawy. Poranne słońce opiewało całość miękkim, niemal pomarańczowym światłem.
Było mu przyjemnie...
Tom wstał, przeszedł kilka kroków, po czym padł na plecy w kępę miękkiej trawy, pogrążając się w marzeniach...
Tom wstał. Dzisiaj nikt go nie budził zapachem porannej herbaty. Dzisiaj nikt nie stał obok budząc go miłymi słowami. Dzisiaj był sam... I nawet mu się to podobało. Lubił niezależność. I było mu dobrze samemu... Przynajmniej raz na jakiś czas.
Założył na siebie kożuch i wyszedł na polanę. Wypuścił owce z szopy i usiadł na kamieniu koło domu. Było mu przyjemnie. Miał dużo pracy, ale i dużo już zrobił. Nikt mu nie przeszkadzał... Było mu przyjemnie...
Owce rozbiegły się po polu. Wesoło podskakując szukały nielicznych już kępek wciąż zielonej, soczystej trawy. Poranne słońce opiewało całość miękkim, niemal pomarańczowym światłem.
Było mu przyjemnie...
Tom wstał, przeszedł kilka kroków, po czym padł na plecy w kępę miękkiej trawy, pogrążając się w marzeniach...
Etykiety: fantasy, owce, przemyślenia

