Gdzieś między trawami leżał sobie Tom... Leżał sobie samotnie, obserwując ciemniejące od chmur niebo. Czuł się zdecydowanie dziwnie. Dopiero co zaczęło się lato, dopiero co wyruszał na poszukiwania owiec, by wrócić do domu ciągle w pełni słońca, a już, patrząc w niebo, widzi głębokie podniebne jeziora deszczu, ponuro sunące po jesiennym niebie, czy pierwsze śniegi w wyższych partiach dalekich szczytów. Zresztą bliżej ziemi nie jest lepiej. Drzewa w połowie mieniące się jeszcze złotymi i czerwonymi liściami, w połowie już ogołocone przez wiatry, połacie żółtych traw kołyszące się na wietrze jak złote morze pełne fal.
Tom wstał. Pojedyncze krople deszczu zaczęły rozbijać się o jego czoło. Czuł na sobie ciężar obowiązków, które czekają go przed nadejściem zimy. Musi zrobić tyle rzeczy: uprzątać stodołę, skosić wreszcie trawę, ususzyć w ostatnich promieniach lata i schować na zimę, przygotować zapasy, przetworzyć owoce, naostrzyć wyszczerbioną siekierę... A przede wszystkim zająć się owcami.
Czuł zmęczenie. Sam nawet nie wiedział, co go tak męczyło. Do tego przez kilka ostatnich dni jest sam... Ktoś musiał iść załatwić kilka rzeczy we wsi, takich jak choćby zakup octu czy przeróżnych specyfików na przeziębienie.
A praca czekała... Tom nawet nie wiedział, od czego zacząć. Chodził bez celu po całym gospodarstwie, przechadzał się po łąkach, zaglądał we wszystkie dziury na całym wzgórzu... Ale poza tym nie robił nic bardziej konstruktywnego. Ostatnio nawet zdarzyło mu się zapomnieć na noc zagonić owce do owczarni.
Wszedł do domu, zajrzał do spiżarni... Poszukał wzrokiem po półkach drewnianego, rzeźbionego pudełka z jego ulubioną mieszanką suszonych owoców i ziół, otworzył wieczko, głęboko wciągnął powietrze przesycone zapachem leśnych owoców i ziół, po czym razem z pudełkiem wrócił do kuchni, mówiąc do siebie: "Trochę energii, a potem do pracy!"...

Etykiety: fantasy, owce, przemyślenia