- Witam ponownie w domu, podróżniku! - rzekła niemal anielskim głosem do idącego Toma - wejdź, akurat przygotowuje kolacje.
Tom właśnie wracał po wielu dniach tułaczki po lasach. Udało mu się zebrać niemal wszystkie z zaginionych owiec, które teraz poganiał przed sobą. Był niezwykle wyczerpany, ale na jego twarzy mimo widocznego zmęczenia rysowało się rownież niewypowiedziane szczęście. Był szczęśliwy, że znalazł większość owiec, był szczęśliwy, że za chwile będzie mógł wreszcie odpocząć, był także szczęśliwy, ze wreszcie po tylu latach przeżył jakąś przygodę, choć z jej całej najbardziej cieszył się z tego, ze już po wszystkim. Ale przede wszystkim był szczęśliwy, ponieważ nie wracał do pustego domu. Radował się niezmiernie, ze ktoś na niego czekał.
Tom zaprowadził Owce do reszty. Wśród biegającego po lace stada dostrzegł te dwie owce, których nie udało mu się znaleźć... "A wiec same wróciły" - pomyślał, uśmiechając się do siebie. Puścił owce, po czym zawrócił do domku z zielonymi progami.
Gdy minął próg chatki, do jego nozdrzy napłynął wspaniały zapach, przypominający połączenie ziół, cynamonu i czegoś niezwykle słodkiego, czego nazwy nie mógł sobie przypomnieć, choć czul, ze kiedyś już spotkał się z tym zapachem. Gdy zajrzał do kuchni, dostrzegł dzban ze świeżo zaparzona herbata, miskę z warzywami na gorąco oraz spory bochen jeszcze ciepłego chleba. Ona siedziała przy oknie. Tom spojrzał na nią, skapana w blasku zachodzącego słońca, i zobaczył w niej anioła, świetlisty dar z niebios. Ona uśmiechnęła się przyjaźnie...
- Jedz, póki cieple. - Oznajmiła tym samym aksamitnym głosem, którym powitała go u progu domu. - Bałam się strasznie, ze nie wrócisz. Długo Cię nie było. Ktoś na szczęście opiekował się owcami pod twoja nieobecność, zanim ja się tutaj zjawiłam. Nie wiem, kto, wyszedł chwile przed moim przybyciem, jakby wiedział, ze zaraz przyjdę.
- Chwała jemu za to, bo nie wiem, czy owce przeżyłyby do czasu, gdy Cię poznałem. - odpowiedział lekko załamującym się ze zmęczenia głosem. - I co ja bym bez Ciebie zrobił...
- Oj, jedz już i nie gadaj tyle, bo Ci wszystko ostygnie. Potem odpocznij i nabierz sił, a innym razem opowiesz mi, co właściwie się działo...
Etykiety: fantasy, owce, przemyślenia