Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

piątek, 26 września 2008

Rusza Waflozofia...

Niedawno ruszył mój blog "Waflozofia", na którym będą pojawiać się chore wymysły mojego umysłu xD. A dziś pojawił się pierwszy - Teoria opisująca podstawy budowy świata. Zapraszam do zaglądania tam od czasu do czasu i czytania, oraz komentowania - może nada to moim rozważaniom filozoficznym nowego wymiaru xD

a oto link:
www.waflozofia.blogspot.com

Etykiety:

środa, 24 września 2008

Pilot Wosh - ostatnia kanapka...

Pilot Wosh - Po moście


Minęło już trochę czasu. Wosh właśnie wyszedł zadowolony z wieżowca firmy "Lot & Odlot". Stwierdził, że najwyższa pora coś zmienić, zrezygnował z posady w Federacji i zaczął szukać prywatnych przewoźników. Jak sie też spodziewał, nie było większego problemu ze znalezieniem firmy. "L&O" był nowym, ale dobrze prosperującym przedsiębiorstwem zajmującym się przewozami towarowymi o wyższej randze, w tym przewozami materiałów niebezpiecznych. Pierwotnie jednak zajmowali się transportem ekluzywno-rozrywkowym, jednak szybko się wzbogacili, i przejeli upadającą "Instytucję wysokiego towaru", niegdyś największą spółkę transportującą niebezpieczne materiały.

Zadowolony z kontraktu i oczywiście należności pilot rozpoczął wędrówkę do domu. Przyglądał się z zachwytem na umowę, gdzie najbardziej cieszyła go rubryka "Pakiet powitalny", gdzie napisane było, co dostaje wraz ze wstąpieniem do firmy:


Przystępując do pracy w "Lot & Odlot" pilot otrzymuje pakiet powitalny. Jest on zależny od umiejętności i doświadczenia pilota i ustalany indywidualnie z każdym nowym pracownikiem.


A trochę niżej:

Pilot Jeremy Henry Wosh w ramach pakietu powitalnego otrzymuje:
- rakietę EMI-5 model 2021.13b+
- voicefon 4 generacji SIENSON C890 zarejestrowany z rozmowami na koszt firmy
- 15 000 @ przelewem na konto w dniu podpisania umowy
- 200 000 @ przelewem na konto po pierwszym locie


Szczególnie ucieszyła go nowa rakieta. Jego "Sernik" był już mocno zużyty i wymagałby porządnego remontu i dostosowania do nowych standardów. EMI była nowoczesną, wygodną i bezpieczną rakietą - marzeniem większości pilotów.

Nagle kilka metrów przed nim wylądowała obszerna donica z wielką, zieloną paprocią. Spojrzał w górę. Stał przed budynkiem swojego dawnego pracodawcy, a z otwartego okna na ostatnim piętrze, czyli okna prezesa, dochodziły odgłosy dzikiego szału...

- A ten młotek pewnie się dowiedział, że już mam pracę... - pomyślał z uśmiechem.

Wosh po drodze wpadł do sklepu ze zdrowymi fast-foodami i kupił sobie bułkę z sałatą, pomidorem, bekonem i majonezem i poszedł w stronę domu.

Przechodząc przez most przypadkiem ścisnął mocniej bułkę, robiąc plamę majonezu na chodniku, na której się poślizgnął i przewrócił, wypadając pod barierką do wody...

- Ale młotek... - pomyślał człowiek idący drugą strona ulicy, śmiejąc się...

xD

Etykiety: ,

czwartek, 11 września 2008

[...]

Otworzył oczy... Gorące słońce świeciło mu prosto w twarz. Przymknął oczy od nagłej światłości i powoli je otwierał, przystosowując je do wszechobecnego blasku. Po chwili z nieprzeniknionej bieli wyłonił mu się krajobraz - brzeg jeziora, plamy odbitego światła na spokojnej tafli, ziemia pod nogami, kilka drzew rosnących nieopodal i mały domek... na środku jeziora?

Po dłuższej obserwacji dostrzegł, że to nie domek, tylko pozostałość po starej stodole, i wcale nie dryfuje na wodzie, tylko stoi nad samym przegiem jeziora, na niewielkim cyplu wchodzącym w głąb zbiornika.

Rozejrzał się dookoła... Za nim znajdowała się niewielka polanka z dużym, nienaturalnie płaskim kamieniem na środku. Za nią w pewnej odległości znajdowała się ściana lasu, skąd z wolna dochodziły szumy starych iglaków poruszanych siłami wiatrów.

Jednak to wszystko było jakieś puste... Po chwili dostrzegł, że właściwie nic, no może poza kołyszącymi się sosnami, nie sprawia wrażenia żywego. Żadnych ludzi, zwierząt, ujadania psów czy nawoływań sie wróbli, żadnych odgłosów odległych ptaków... Nawet insektów nie było widać.

Nagle dopadło go uczucie, a właściwie cała masa różnych uczuć - osamotnienie, zagubienie, niewiedza, niemoc... Poczuł się straszliwie bezradny, i nawet nie wiedział, co się właściwie dzieje...

***

Szedł... Szedł przed siebie brzegiem jeziora, mając nadzieję, że znajdzie cokolwiek... Po prostu - wstał i zaczął iść z nadzieją, że nie zagrodzi mu drogi żadna rzeczka. Za cel postawił sobie dojść do opuszczonej stodoły, jednak miał nadzieję, że po drodze znajdzie coś bardziej interesującego. Ciągle nie opuszczało go uczucie samotności i zagubienia...

[...]

Etykiety:

poniedziałek, 1 września 2008

Powrót Toma

- Witam ponownie w domu, podróżniku! - rzekła niemal anielskim głosem do idącego Toma - wejdź, akurat przygotowuje kolacje.

Tom właśnie wracał po wielu dniach tułaczki po lasach. Udało mu się zebrać niemal wszystkie z zaginionych owiec, które teraz poganiał przed sobą. Był niezwykle wyczerpany, ale na jego twarzy mimo widocznego zmęczenia rysowało się rownież niewypowiedziane szczęście. Był szczęśliwy, że znalazł większość owiec, był szczęśliwy, że za chwile będzie mógł wreszcie odpocząć, był także szczęśliwy, ze wreszcie po tylu latach przeżył jakąś przygodę, choć z jej całej najbardziej cieszył się z tego, ze już po wszystkim. Ale przede wszystkim był szczęśliwy, ponieważ nie wracał do pustego domu. Radował się niezmiernie, ze ktoś na niego czekał.

Tom zaprowadził Owce do reszty. Wśród biegającego po lace stada dostrzegł te dwie owce, których nie udało mu się znaleźć... "A wiec same wróciły" - pomyślał, uśmiechając się do siebie. Puścił owce, po czym zawrócił do domku z zielonymi progami.

Gdy minął próg chatki, do jego nozdrzy napłynął wspaniały zapach, przypominający połączenie ziół, cynamonu i czegoś niezwykle słodkiego, czego nazwy nie mógł sobie przypomnieć, choć czul, ze kiedyś już spotkał się z tym zapachem. Gdy zajrzał do kuchni, dostrzegł dzban ze świeżo zaparzona herbata, miskę z warzywami na gorąco oraz spory bochen jeszcze ciepłego chleba. Ona siedziała przy oknie. Tom spojrzał na nią, skapana w blasku zachodzącego słońca, i zobaczył w niej anioła, świetlisty dar z niebios. Ona uśmiechnęła się przyjaźnie...

- Jedz, póki cieple. - Oznajmiła tym samym aksamitnym głosem, którym powitała go u progu domu. - Bałam się strasznie, ze nie wrócisz. Długo Cię nie było. Ktoś na szczęście opiekował się owcami pod twoja nieobecność, zanim ja się tutaj zjawiłam. Nie wiem, kto, wyszedł chwile przed moim przybyciem, jakby wiedział, ze zaraz przyjdę.
- Chwała jemu za to, bo nie wiem, czy owce przeżyłyby do czasu, gdy Cię poznałem. - odpowiedział lekko załamującym się ze zmęczenia głosem. - I co ja bym bez Ciebie zrobił...
- Oj, jedz już i nie gadaj tyle, bo Ci wszystko ostygnie. Potem odpocznij i nabierz sił, a innym razem opowiesz mi, co właściwie się działo...

Etykiety: , ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull