Wojtek się obudził. Leżał w swoim łóżku, przez lekko odsłonięte zasłony wpadał strumień ciepłego światła. W radiu było słychać piosenkę "To tu". Spostrzegł, że na biurku stojącym niedaleko łóżka leży cegła.
"Skąd tutaj cegła?"
Ostrożnie wstał, i podejrzliwie podszedł do biurka. Spojrzał na czerwony blok przyciskający stos książek. Zwrócił swój wzrok na okno, jednak nie dostrzegł żadnego wybicia, nic... Okno było zamknięte, jednak za szybą, na chodniku przed domem, Wojtek zauważył biegnącą dziewczynę. W jednej chwili wyleciał przed dom i zaczął ją gonić, jednak po chwili zmęczył się strasznie i stanął, by odpocząć. Dziewczyna ciągle biegła przed siebie, oddalając się od chłopaka. Ten, zebrawszy siły, ponownie począł biec za nią. Nagle jednak pojawił się przed nim żółty znak z czarnym napisem "End of the Road"...
Huk głuchego uderzenia, hałas zgniatanej blachy i pisk opon. Wojtek rozejrzał się dookoła. Części rozbitego motocyklu walały się w promieniu kilku metrów. On sam siedział na środku, jeszcze z rękoma na połamanej kierownicy. Bolała go głowa, nogi miał pokaleczone, a w ramionach uczucie braku sił, jednak czuł jednocześnie, że powinien wstać i iść.
Tak więc powoli podniósł się ze szczątek motocyklu i stanął. Spojrzał najpierw w prawo, później w lewo. Po obu stronach ściana po horyzont. Teraz wracać się po jakiś buldożer lub chociaż drabinę było nie sposobnością. Dlatego Wojtek stwierdził, że najlepiej będzie iść równolegle z murem, aż znajdzie się coś ciekawego. Był zbyt daleko, by teraz wrócić na nogach.
Poszedł więc w prawo...
Spostrzegł te same kredowe wierszyki, co poprzednio. Tym razem zauważył jeszcze kilka symboli: coś co wyglądało jak lizak, kilka gwiazdek czy płatków śniegu, znak zapytania, uśmiechniętą twarz, coś przypominającego medal, skrzydła, trzy wykrzykniki... "Co to u licha wszystko oznacza?!"
Nagle zobaczył dziurę w murze, jakieś 20 metrów dalej. Podbiegł tam i przeszedł na drugą stronę... i.... Krajobraz w ogóle się nie zmienił. Dalej droga, pustynia i góry. Przy samej drodze widniał podobny znak "End of the Road". Jedyną różnicą był niewielki domek, a przy nim stary pick-up.
Wojtek podszedł bliżej. Dom wyglądał na opuszczony. Zawołał raz... cisza. Zawołał drugi raz... Nic, zero odpowiedzi. Zapukał ostrożnie w drzwi... Cisza. Niestety nie mógł ich otworzyć, widocznie były czymś zawalone. Zajrzał przez szybę do środka... Jedno wielkie pobojowisko.
Podszedł do samochodu. W środku były kluczyki. Wsiadł. Przy trzeciej próbie odpaliło...
Wrzucił bieg i pojechał drogą... Dalej.
Etykiety: Opowiadanie, przemyślenia