Filozoficzne rozważania kubka po kawie...

środa, 30 kwietnia 2008

Spontanicznie :)

Zobacz zdjęcia z wycieczki :) Zupelnie spontanicznie - trasa Dom - Piotrkowska - Konstantynów - Widzew - Dom, oczywiscie na rowerze, zaliczona :)

Wyjazd o godzinie ok. 16:30.

Ulicą Zgierską - Zachodnią - Nowomiejską do placu wolnosci, dalej Pietryną do Pilsudzkiego, gdzie przystanek ok. 15 minutowy (pozdrowienia dla Sue ;)).

Dalej Mickiewicza - Krzemieniecka - Konstantynowska i do Kanzasu :D

I to byl najmniej przyjemny odcinek, brak pobocza i duży ruch. Do tego straszny wiatr. Dopiero za zjazdem na Retkinię zrobilo się luźniej.

O godzinie 17:30 przekroczylem granice administracyjne Konstantynowa, jadac juz po torach tramwajowych xD I tak do Centrum, poźniej Zgierską i o godzinie 17:50 przerwa (pozdrowienia dla Agnieszki ;)).

I tutaj maly posilek (Nestea i Pieguski Markizy) z Alberta.

Ok. Godziny 18:45 rozpoczecie powrotu do Lodzi. Przez Centrum Konstantynowa, Lodzką, poźniej w Koscielna i bocznymi drogrami na Retkinię.

Znowu zaczęlo kropic xD caly dzien co jakis czas pojawialy sie kropelki deszczu, a teraz myslalem, ze na prawde zacznie padac... Ale znowu sie wypogodzilo.

Pozniej Kusocinskiego - Armii Krajowej - Wyszynskiego i znowu kolo Kaliskiej :D Dalej prosto Mickiewicza/Pilsudzkiego na Widzew.

3 Rundki w okolicy Szpitalnej/Niciarnianej. Niestety zaczelo sie zciemniac, wiec pomysl przedluzenia trasy zostal odrzucony.

Dalej przez Park 3 maja (tak?) do Konstytucyjnej - Narutowicza. Rzut okiem na budynki Uniwersytetu Lodzkiego, jadac ulica Matejki i skret w Pomorską.

Godzina 20:20 już na Strykowskiej, i w 25 minut powrot Inflancka - Julianowska - Pojezierską.


Pogoda byla w sam raz. Nie bylo ani za zimno, ani za goraco (choc poza miastem odczuwalo sie lekki chlod - Jednak w samym T-shircie dalo sie wytrzymac :D). Czasami troche kropilo, ale (dzięki Bogu) nie rozpadalo sie. A czasami nawet przyjaźnie slonce zza chmur wygladalo.

Przy okazji po drodze zaliczylem chyba wiekszosć ważniejszych miejskich scieżek rowerowych... Wiekszosć z nich nie byla w najlepszym stanie.

Tak więc mogę oficjalnie stwierdzić - Sezon rowerowy '08 uznaję za ROZPOCZĘTY! :)

PS. II poscig nie udany - może do 3 razy sztuka? :D

Etykiety: ,

czwartek, 24 kwietnia 2008

Tyle rzeczy chciałby powiedzieć...

Tom przebudził się w środku nocy. Coś sobie uświadomił. Ale nie chciał budzić zmęczonej po ciężkim dniu piękności leżącej obok. Wziął więc pióro, stary kałamarz i pergamin. Miał je, bo czasami czuł potrzebę zapisania swoich myśli, by o nich nie zapomnieć.

Gdy skończył pisać, a zajęło mu to dość długo, gdyż raz, że rzadko pisuje, bo zajmuje się owcami, a wieczorami po pracy często brak mu sił na pisanie, a dwa, że starał się nie wydawać żadnych dźwięków podczas pisania, by jej nie zbudzić, zwinął pergamin w rulon i schował między kwiaty w wazonie tak, by było go widać, ale nie rzucał się za nadto w oczy.

Następnie podszedł do okna, lekko je uchylił, by wpuścić świeżego powietrza, i położył się spać, rozmyślając o swojej wybrance, o owcach, o chmurach... Powoli począł coraz głębiej zapadać się w wir myśli, jakże przyjemny i odprężający stan tuż przed zaśnięciem. Ostatnią świadomą myślą przed zupełnym zatopieniem się w miękkiej, barwnej rzece marzeń i wspomnień było:
"Życie jest piękne..."

Etykiety: , ,

środa, 9 kwietnia 2008

Wyśniony wieczór...

Było późne popołudnie. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a polana, na której pasły się owce Toma, zalana była złotym światłem.

Tom właśnie szykował się do zapędzania owiec do owczarni. Większość owiec była posłuszna, jednak niektóre były nieco zmieszane i biegały wokół stada, nie dając się złapać. Po kilku próbach zmęczony pasterz usiadł na schodkach do domu, wpatrując się w zachodzące słońce. Owce, wyraźnie zadowolone dłuższym pobytem na powietrzu, rozbiegły się radośnie po polanie. Tom czuł się nieco zagubiony. Doskonale sobie zdawał sprawę, że nie do końca panuje nad wszystkimi owcami. Ale mimo wszystko było mu przyjemnie. Słońce przyjemnie grzało w policzki, owce beczały wesoło.

I gdy tak sobie siedział, nagle usłyszał śpiew. Z początku cichy, odległy, z czasem zbliżający się. W końcu dostrzegł piękną złotowłosą kobietę, wyłaniającą się z lasu pod polaną. Jeszcze z drewnianej chatki na złotych stokach uśmiechną się do niej. Gdy go zobaczyła, odpowiedziała równie radosnym uśmiechem i przyspieszyła kroku. Tom wstał i począł iść ku niej, z jeszcze większym uśmiechem, w pewnym momencie nie wytrzymał i zaczął biec. Ona spojrzała na niego radośnie, odrzuciła na trawę koszyk z leśnymi owocami, i również zaczęła biec w jego stronę, wesoło machając rękoma.

I biegli tak radośnie, by w końcu wpaść sobie w ramiona na środku polany w świetle zachodzącego słońca.

[...]

Potem razem ponownie spróbowali zagonić owce do swej owczarni...

Etykiety: , ,


Blog Wafla...
© Wafull 2007-2009
Motyw - Dan Cederholm mod. by Wafull