Pilot Wosh - ostatnia kanapka...
Pilot Wosh - Po moście
Minęło już trochę czasu. Wosh właśnie wyszedł zadowolony z wieżowca firmy "Lot & Odlot". Stwierdził, że najwyższa pora coś zmienić, zrezygnował z posady w Federacji i zaczął szukać prywatnych przewoźników. Jak sie też spodziewał, nie było większego problemu ze znalezieniem firmy. "L&O" był nowym, ale dobrze prosperującym przedsiębiorstwem zajmującym się przewozami towarowymi o wyższej randze, w tym przewozami materiałów niebezpiecznych. Pierwotnie jednak zajmowali się transportem ekluzywno-rozrywkowym, jednak szybko się wzbogacili, i przejeli upadającą "Instytucję wysokiego towaru", niegdyś największą spółkę transportującą niebezpieczne materiały.
Zadowolony z kontraktu i oczywiście należności pilot rozpoczął wędrówkę do domu. Przyglądał się z zachwytem na umowę, gdzie najbardziej cieszyła go rubryka "Pakiet powitalny", gdzie napisane było, co dostaje wraz ze wstąpieniem do firmy:
Przystępując do pracy w "Lot & Odlot" pilot otrzymuje pakiet powitalny. Jest on zależny od umiejętności i doświadczenia pilota i ustalany indywidualnie z każdym nowym pracownikiem.
A trochę niżej:
Pilot Jeremy Henry Wosh w ramach pakietu powitalnego otrzymuje:
- rakietę EMI-5 model 2021.13b+
- voicefon 4 generacji SIENSON C890 zarejestrowany z rozmowami na koszt firmy
- 15 000 @ przelewem na konto w dniu podpisania umowy
- 200 000 @ przelewem na konto po pierwszym locie
Szczególnie ucieszyła go nowa rakieta. Jego "Sernik" był już mocno zużyty i wymagałby porządnego remontu i dostosowania do nowych standardów. EMI była nowoczesną, wygodną i bezpieczną rakietą - marzeniem większości pilotów.
Nagle kilka metrów przed nim wylądowała obszerna donica z wielką, zieloną paprocią. Spojrzał w górę. Stał przed budynkiem swojego dawnego pracodawcy, a z otwartego okna na ostatnim piętrze, czyli okna prezesa, dochodziły odgłosy dzikiego szału...
- A ten młotek pewnie się dowiedział, że już mam pracę... - pomyślał z uśmiechem.
Wosh po drodze wpadł do sklepu ze zdrowymi fast-foodami i kupił sobie bułkę z sałatą, pomidorem, bekonem i majonezem i poszedł w stronę domu.
Przechodząc przez most przypadkiem ścisnął mocniej bułkę, robiąc plamę majonezu na chodniku, na której się poślizgnął i przewrócił, wypadając pod barierką do wody...
- Ale młotek... - pomyślał człowiek idący drugą strona ulicy, śmiejąc się...
xD
Minęło już trochę czasu. Wosh właśnie wyszedł zadowolony z wieżowca firmy "Lot & Odlot". Stwierdził, że najwyższa pora coś zmienić, zrezygnował z posady w Federacji i zaczął szukać prywatnych przewoźników. Jak sie też spodziewał, nie było większego problemu ze znalezieniem firmy. "L&O" był nowym, ale dobrze prosperującym przedsiębiorstwem zajmującym się przewozami towarowymi o wyższej randze, w tym przewozami materiałów niebezpiecznych. Pierwotnie jednak zajmowali się transportem ekluzywno-rozrywkowym, jednak szybko się wzbogacili, i przejeli upadającą "Instytucję wysokiego towaru", niegdyś największą spółkę transportującą niebezpieczne materiały.
Zadowolony z kontraktu i oczywiście należności pilot rozpoczął wędrówkę do domu. Przyglądał się z zachwytem na umowę, gdzie najbardziej cieszyła go rubryka "Pakiet powitalny", gdzie napisane było, co dostaje wraz ze wstąpieniem do firmy:
Przystępując do pracy w "Lot & Odlot" pilot otrzymuje pakiet powitalny. Jest on zależny od umiejętności i doświadczenia pilota i ustalany indywidualnie z każdym nowym pracownikiem.
A trochę niżej:
Pilot Jeremy Henry Wosh w ramach pakietu powitalnego otrzymuje:
- rakietę EMI-5 model 2021.13b+
- voicefon 4 generacji SIENSON C890 zarejestrowany z rozmowami na koszt firmy
- 15 000 @ przelewem na konto w dniu podpisania umowy
- 200 000 @ przelewem na konto po pierwszym locie
Szczególnie ucieszyła go nowa rakieta. Jego "Sernik" był już mocno zużyty i wymagałby porządnego remontu i dostosowania do nowych standardów. EMI była nowoczesną, wygodną i bezpieczną rakietą - marzeniem większości pilotów.
Nagle kilka metrów przed nim wylądowała obszerna donica z wielką, zieloną paprocią. Spojrzał w górę. Stał przed budynkiem swojego dawnego pracodawcy, a z otwartego okna na ostatnim piętrze, czyli okna prezesa, dochodziły odgłosy dzikiego szału...
- A ten młotek pewnie się dowiedział, że już mam pracę... - pomyślał z uśmiechem.
Wosh po drodze wpadł do sklepu ze zdrowymi fast-foodami i kupił sobie bułkę z sałatą, pomidorem, bekonem i majonezem i poszedł w stronę domu.
Przechodząc przez most przypadkiem ścisnął mocniej bułkę, robiąc plamę majonezu na chodniku, na której się poślizgnął i przewrócił, wypadając pod barierką do wody...
- Ale młotek... - pomyślał człowiek idący drugą strona ulicy, śmiejąc się...
xD
Etykiety: Opowiadanie Science Fiction, Pilot Wosh


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna