Pilot Wosh - po rozmowie
- To by bylo na tyle. Mam nadzieję, że nas pan zrozumial, i wie pan juz, dlaczego jest jak jest. - spokojnym glosem i z usmiechem na twarzy powiedzial Dyrektor.
- Nie ma sprawy. Trzeba bylo odrazu tak powiedziec, nie bylo by wtedy zadnego problemu. - Odpowiedzial rownie przyjemnym glosem Wosh. - Do zobaczenia!
- Do widzienia, odezwiemy się jeszcze w sprawie lotów.
Wosh usmiechnąl się przy drzwiach, po czym zamknąl je z drugiej strony. Począl zmierzac ku drzwiom wyjsciowym, po drodze wyciągając z kieszeni mp3kę, i wciskając sobie sluchawki w uszy. Wlaczyl odtwarzanie losowe. W jego uszach zaczęlo rozbrzemiwać "...to pieklo, nie raj, tutaj sie konczy swiat...". Tak, mimo wszystko lubil Hey. Przestali grać wiele lat temu, a teraz swoich fanów mają tylko wsrod starszyzny, ale do Wosha trafiali mimo uplywu lat.
- ...To pieklo, nie raj... - zanucil sobie pilot. - ale i tak to lubię. Ciekawe, ile trzeba mi będzie czekać.
Wosh wyszedl w tym momencie z budynku. Cieply, wiosenny wiatr dmuchnąl w jego twarz i rozwial nieulozone wlosy. Pilot skierowal się do Parku miejskiego. Potrzebowal troche ciszy i spokoju, by jeszcze przemyslec kilka rzeczy. Zapomnial niestety, ze akurat dzisiaj w parku rozpoczęto obchody 10-lecia kosmogenetorologi, i prawie wszyscy mlodsi mieszkancy się tam zgromadzili...
- Banda bezmózgich idiotów. - pomyslal Wosh, patrzac, jak nastolatkowie uganiaja sie za latajacym modelem czasteczki DNA. W tym samym momencie przypomnial sobie, ze przeciez zapisal sie na kursy naukowe... I jutro zdawal egzaminy.
- W kadlub transgalaktyka, znowu o czyms zapomnialem...
Wosh odwrocil sie na pięcie, i, po chwili zastanowienia, zacząl biec, po drodze potracajac jakąs staruszke.
Po powrocie do domu usiadl przy ksiazkach, po chwili jednak wstal, podszedl do starodawnego już radioodtwarzacza, i puscił sobie "Luli lali" Hey'u. Wrócil do ksiazek, otworzyl pierwszą z nich i... polozyl glowę na stronach, nucąc sobie "Luli laj..." pod nosem... Zasnął.
- Nie ma sprawy. Trzeba bylo odrazu tak powiedziec, nie bylo by wtedy zadnego problemu. - Odpowiedzial rownie przyjemnym glosem Wosh. - Do zobaczenia!
- Do widzienia, odezwiemy się jeszcze w sprawie lotów.
Wosh usmiechnąl się przy drzwiach, po czym zamknąl je z drugiej strony. Począl zmierzac ku drzwiom wyjsciowym, po drodze wyciągając z kieszeni mp3kę, i wciskając sobie sluchawki w uszy. Wlaczyl odtwarzanie losowe. W jego uszach zaczęlo rozbrzemiwać "...to pieklo, nie raj, tutaj sie konczy swiat...". Tak, mimo wszystko lubil Hey. Przestali grać wiele lat temu, a teraz swoich fanów mają tylko wsrod starszyzny, ale do Wosha trafiali mimo uplywu lat.
- ...To pieklo, nie raj... - zanucil sobie pilot. - ale i tak to lubię. Ciekawe, ile trzeba mi będzie czekać.
Wosh wyszedl w tym momencie z budynku. Cieply, wiosenny wiatr dmuchnąl w jego twarz i rozwial nieulozone wlosy. Pilot skierowal się do Parku miejskiego. Potrzebowal troche ciszy i spokoju, by jeszcze przemyslec kilka rzeczy. Zapomnial niestety, ze akurat dzisiaj w parku rozpoczęto obchody 10-lecia kosmogenetorologi, i prawie wszyscy mlodsi mieszkancy się tam zgromadzili...
- Banda bezmózgich idiotów. - pomyslal Wosh, patrzac, jak nastolatkowie uganiaja sie za latajacym modelem czasteczki DNA. W tym samym momencie przypomnial sobie, ze przeciez zapisal sie na kursy naukowe... I jutro zdawal egzaminy.
- W kadlub transgalaktyka, znowu o czyms zapomnialem...
Wosh odwrocil sie na pięcie, i, po chwili zastanowienia, zacząl biec, po drodze potracajac jakąs staruszke.
Po powrocie do domu usiadl przy ksiazkach, po chwili jednak wstal, podszedl do starodawnego już radioodtwarzacza, i puscił sobie "Luli lali" Hey'u. Wrócil do ksiazek, otworzyl pierwszą z nich i... polozyl glowę na stronach, nucąc sobie "Luli laj..." pod nosem... Zasnął.
Etykiety: Opowiadanie Science Fiction, Pilot Wosh, przemyślenia


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna