Pilot Wosh - Bez owijania...
Rok 2022, Budynek zarządu Europejskiej Federacji Kosmicznej, Berlin, Unia Środkowa.
Na zegarze atomowym, wiszącym na przeciwległej ścianie, wybiła godzina 20:00. Pilot Wosh siedział przed biurem prezesa Federacji i czekał na rozmowę. Był zły, ponieważ od kilku miesięcy nie dostał żadnego zlecenia, mimo iż inne firmy dawno by już znalazły dla niego pracę.
Wosh był stosunkowo młodym pilotem, jednak mimo to bardzo doświadczonym. Skończył szkołę lotniczą 4 lata temu, i już przelatał prawie 15 tysięcy godzin. Nieraz wychodził w mistrzowski niemal sposób z wielu trudnych sytuacji. A mimo to oni zajęli się sobą, jakby o nim zapomnieli.
- Może pan wejść, panie Wosh. - Odezwał się głos sekretarki, która wyjrzała zza drzwi.
Pilot wstał i spokojnym krokiem wszedł do środka. Bez słowa minął młodą sekretarkę i przez otwarte drzwi wszedł do gabinetu prezesa, zamykając je za sobą.
- Co was do mnie sprowadza, towarzyszu Wosh? - zapytał prezes, z nieudolnie udawaną życzliwością.
- Nie będę owijał w bawełnę - jestem na was wściekły. Od prawie pół roku nie dostałem żadnego zlecenia. Moja rakieta leży w hangarze z oderwanym skrzydłem, a wy tylko myślicie o sobie. Czuję się wam niepotrzebny, jakbyście zapomnieli, ile zrobiłem dla firmy. A do tego żadnego odzewu z waszej strony, jedna tylko obietnica, że coś postaracie się zrobić.
- To nie tak...
- Cicho! - przerwał pilot - nie przerywajcie mi, prezesie. W tej chwili jestem skłonny odejść z firmy i przestać się tym interesować. Na razie się jednak jeszcze wstrzymam. Ale to wy musicie zrobić pierwszy krok, ja się już sam angażować i wysilać nie będę. A teraz żegnam, i mam nadzieję, że zrozumiał pan, o co mi chodzi...
W tym momencie Wosh obrócił się na pięcie, energicznie otworzył drzwi, i wyszedł, rzucając tylko niechciane "Do widzenia" sekretarce. Przed wyjściem z gabinetu sekretarki, już przez otwarte drzwi, zapytał jeszcze tylko, czy mają kontakt do niego. Upewniając się, że tak, trzasnął drzwiami, i opuścił budynek.
W drodze do domu myślał jednak cały czas o Federacji. Mimo wszystko lubił tą firmę, lubił ludzi w niej pracującej, i ciężko by mu było z niej odchodzić... Ale jak miał tam pracować, jeżeli nie dawano mu żadnych zleceń? W końcu stwierdził, że nie ma się co przejmować, teraz i tak może tylko czekać, i mieć nadzieję, że oni coś zrobią. A jako że czekać bezczynnie nie był wstanie, wybrał się do swojego starego przyjaciela. Może on mu pomoże poprawić humor...
Na zegarze atomowym, wiszącym na przeciwległej ścianie, wybiła godzina 20:00. Pilot Wosh siedział przed biurem prezesa Federacji i czekał na rozmowę. Był zły, ponieważ od kilku miesięcy nie dostał żadnego zlecenia, mimo iż inne firmy dawno by już znalazły dla niego pracę.
Wosh był stosunkowo młodym pilotem, jednak mimo to bardzo doświadczonym. Skończył szkołę lotniczą 4 lata temu, i już przelatał prawie 15 tysięcy godzin. Nieraz wychodził w mistrzowski niemal sposób z wielu trudnych sytuacji. A mimo to oni zajęli się sobą, jakby o nim zapomnieli.
- Może pan wejść, panie Wosh. - Odezwał się głos sekretarki, która wyjrzała zza drzwi.
Pilot wstał i spokojnym krokiem wszedł do środka. Bez słowa minął młodą sekretarkę i przez otwarte drzwi wszedł do gabinetu prezesa, zamykając je za sobą.
- Co was do mnie sprowadza, towarzyszu Wosh? - zapytał prezes, z nieudolnie udawaną życzliwością.
- Nie będę owijał w bawełnę - jestem na was wściekły. Od prawie pół roku nie dostałem żadnego zlecenia. Moja rakieta leży w hangarze z oderwanym skrzydłem, a wy tylko myślicie o sobie. Czuję się wam niepotrzebny, jakbyście zapomnieli, ile zrobiłem dla firmy. A do tego żadnego odzewu z waszej strony, jedna tylko obietnica, że coś postaracie się zrobić.
- To nie tak...
- Cicho! - przerwał pilot - nie przerywajcie mi, prezesie. W tej chwili jestem skłonny odejść z firmy i przestać się tym interesować. Na razie się jednak jeszcze wstrzymam. Ale to wy musicie zrobić pierwszy krok, ja się już sam angażować i wysilać nie będę. A teraz żegnam, i mam nadzieję, że zrozumiał pan, o co mi chodzi...
W tym momencie Wosh obrócił się na pięcie, energicznie otworzył drzwi, i wyszedł, rzucając tylko niechciane "Do widzenia" sekretarce. Przed wyjściem z gabinetu sekretarki, już przez otwarte drzwi, zapytał jeszcze tylko, czy mają kontakt do niego. Upewniając się, że tak, trzasnął drzwiami, i opuścił budynek.
W drodze do domu myślał jednak cały czas o Federacji. Mimo wszystko lubił tą firmę, lubił ludzi w niej pracującej, i ciężko by mu było z niej odchodzić... Ale jak miał tam pracować, jeżeli nie dawano mu żadnych zleceń? W końcu stwierdził, że nie ma się co przejmować, teraz i tak może tylko czekać, i mieć nadzieję, że oni coś zrobią. A jako że czekać bezczynnie nie był wstanie, wybrał się do swojego starego przyjaciela. Może on mu pomoże poprawić humor...
Etykiety: Opowiadanie Science Fiction, Pilot Wosh, przemyślenia


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna