Ujście Wisły Drużyna B. "zdobyła" w roku 2005 (patrz:
fotorelacja), jednak w
bardzo okrojonym składzie. Była to przejażdżka niemal nieoficjalna, bo
nieplanowana, dlatego w roku 2006 postanowiliśmy odwiedzić to miejsce
większą grupą.
Za punkt startowy obraliśmy, jak to zwykle bywa, Mikołajki Pomorskie. W owym
czasie tylko Kachna przebywała poza Mikołajami, stąd jej wycieczka
rozpoczęła się na dworcu PKP w Elblągu i stamtąd udała się z rowerem do
Malborka. Pozostali dojechali do krzyżackiego grodu rowerami.
Jako że Kachna nie zaliczyła rano śniadania, więc razem ze mną odbiła do jednego z malborskich sklepików osiedlowych. Reszta
pojechała przodem, a dwójka głodomorów po posiłku miała się udać w pościg ustaloną
wcześniej trasą. W praktyce okazało się to trochę trudniejsze, jako że
"ustalona wcześniej trasa" przebiegała trochę inaczej w przypadku ucieczki,
niźli w przypadku grupy pościgowej. Ostatecznie spotkaliśmy się na wale po
prawej stronie Wisły, przy moście w Kiezmarku.
Stamtąd, po krótkim leżakowaniu z widokiem na "Wisełkę" pojechaliśmy do
Drewnicy, gdzie stoi wiatrak
typu koźlak [podział
wiatraków wg budowy].
Kolejnym celem wyprawy była śluza
Gdańska Głowa.
Po wylądowaniu w Mikoszewie zaczęliśmy w panice szukać otwartego sklepu.
Była niedziela wieczorową porą, stąd nasze obawy, że zostaniemy na plaży o
suchym pysku. Na szczęście tak się nie stało i chwilę przed 1900 wtoczyliśmy
się na plażę. Nie pamiętam, kto podsunął pomysł, by nocować na plaży, ale
równie szybko jak się pojawił, tak zastąpiła go sugestia by przenocować na
bardziej stałym lądzie. Wróciliśmy więc do Mikoszewa i skryliśmy się na łące
nieopodal wioski, osłonięci od zachodu wiślanym wałem. Ujście miało
na nas zaczekać do poranka.
Wstaliśmy o wschodzie Słońca. Tradycyjnie chcieliśmy wyruszyć jak
najwcześniej. Dodatkowo chodziło nam o uniknięcie spotkania z gospodarzem
łąki lub kimkolwiek z sąsiedztwa, jako że wczoraj, z racji późnej pory, nie
szukaliśmy już właściciela tego skrawka ziemi, aby zapytać go, czy nie ma
nic przeciwko.
W Mikoszewie, nieopodal parkingu przy przeprawie promowej, zjechaliśmy w
nadmorski pas lasu. Leśna dróżka początkowo przejezdna nawet dla rowerów
crossowych po chwili zamienia się w stertę kamieni na pozór przypadkowo rozrzuconych
pośród krzaczorów, momentami ostrych, dlatego wielu z nas zeskoczyło
z siodełek i prowadziło swoje bryki. Tak wygląda umocnienie brzegu przekopu.
Dopiero pod koniec zamiast kamieni pojawiają się płyty.
Spędziliśmy przy ujściu dwie godziny. Być może z racji, że był poniedziałek,
nie napotkaliśmy wielu osób. Wystarczyło czasu i miejsca, żeby polenić się
na końcu cypla, poobserwować wszechobecne ptactwo i w końcu przeczesać plaże
w poszukiwaniu bursztynów.
Wróciliśmy do Mikoszewa na prom (prom jest płatny) i dostaliśmy się na wyspę
Sobieszewską. W zasadzie byliśmy w Gdańsku, jako że przekroczyliśmy granicę
administracyjną miasta. Kolejnym punktem wycieczki była śluza
Przegalina.
Minęliśmy most w Kiezmarku, tym razem z drugiej strony Wisły, i śmignęliśmy
przez Leszkowy i Długie Pole do Steblewa. Stamtąd Kamo zaciągnął nas przez
Tczewskie Łąki na obrzeża Tczewa, by pokazać nam (na odległość) swojego
byłego pracodawcę.
Wspólna część trasy zakończyła się w Kończewicach, nad Wisłą. Karola, Asia i
Kamo pojechali przez Mątowy i Białą Górę do Sztumu, zaś ja pilotowałem Kachnę do Malborka gdzie ta wsiadła w pociąg do Elbląga. Upewniając się, że
wsiadła bezpiecznie do przedziału, popedałowałem samotnie z Malborka do
Sztumu. Była to czysta przyjemność, gdyż w tym czasie odcinek krajówki #55
był remontowany, ruch był wahadłowy (ale rowerem można było jechać po
zamkniętym jeszcze, choć już gotowym, pasie), zaś asfalt nowiutki i szybki.
Dzięki temu, nieoczekiwanie, spotkałem grupę pod sztumskim osiedlowym
sklepem i do Mikołajek pojechaliśmy razem.