W ostatni dzień darmowych przewozów rowerów eSKaeMkami (tak – w wakacje
tamtego roku jeszcze jeździły do Iławy i Elbląga… ach) czyli 30 września,
udaliśmy się na Kaskadę Rzeki Raduni.
Z Kachną w Memblongu wsiedliśmy w pociąg jeszcze przed wschodem Słońca, a w
Malborku dołączył do nas Blase. Około 0700 byliśmy już w Pruszczu
Gdańskim, gdzie zaczęliśmy rowerową cześć trasy.
Elektrownie wodne na rzece Raduni wybudowano w latach 1910-1937. Mają łączną
moc 14 MW i działają do dnia dzisiejszego. Tworzą one jedyną w Polsce pełną
kaskadę stopni energetycznych. Kaskada wykorzystuje spad około 120 metrów.
Nie rozpisując się nadmiernie polecam artykuły na stronie
właściciela (zakładka "Obiekty") lub trochę obszerniejszy artykuł z
„Przeglądu ekologicznego” z sierpnia 2003.
Wiem jak bardzo studenci OŚ lubią schematy wysokościowe, więc zamieszczę tu
dwa, w tym jeden wymieniający turbiny poszczególnych elektrowni.
Pierwszą elektrownię, do jakiej dotarliśmy była elektrownia w Juszkowie. Po
wstępnych oględzinach okazało się, że wstęp na jej teren może być
utrudniony, jednakże Pan Operator dyskretnie dał nam do zrozumienia, że
brama jest otwarta i że on nic nie widział. Po cichaczu weszliśmy więc na
teren elektrowni i obejrzeliśmy turbinę ze stoczni Schichaua w Elbingu.
Każdy miał aparat, więc praktycznie sfotografowaliśmy tam wszystko.
Kolejna na trasie była elektrownia w Kuźnicach. Tu jednak mogliśmy jedynie
przeskoczyć przez płot, bo nikogo w środku nie było.
Po Kuźnicach – Prędzieszyn…
…i chyba najpiękniejsza budowla w Straszynie:
W Bielkowie dodatkową atrakcją jest wieża kompensacyjna. Ta cylindryczna
komora redukuje przyrost ciśnienia w rurociągu, na przykład w przypadku
nagłego wyłączenia elektrowni. Pojechaliśmy w jej kierunku po nasypie, w
którym ukryty jest olbrzymi rurociąg (schematycznie jest to przedstawione na
wspomnianym schemacie wysokościowym).
Bielkowskiej elektrowni zobaczyliśmy najmniej, jedynie zakradając się po
rurociągu i pstrykając kilka fotek z góry (teren rurociągu jest ogrodzony).
Więcej można zobaczyć dojeżdżając drogą, jednak my poprzestaliśmy na
widokach z rurociągu.
Następna w kolejności – elektrownia Łapino:
…oraz najwyżej położona – elektrownia Rutki, gdzie mieści się muzeum Kaskady
Raduni. Jest tam wiele kopii interesujących archiwalnych zdjęć i
oryginalnych planów oraz schematów wykreślanych przez inżynierów – twórców
Kaskady. Ponadto pracownik odpowiada na wszelkie pytania, chociaż gdy my go
odwiedziliśmy był już nieco podchmielony. No ale należy mu wybaczyć - pora
była już późna.
Dodatkową atrakcją w Rutkach są skoki na bungee z mostu kolejowego nad zbiornikiem utworzonym przez elektrownię oraz wspinaczka skałkowa na betonowych filarach mostu. Byliśmy świadkami skoku śmiałka, który rzucił się z mostu w niesamowitym stylu – nazwaliśmy go „Freestyle bungee jumping” :P (niestety na załączonym zdjęciu nie widać jego cyrkowych akrobacji).
Pozostało nam wracać z Rutek (okolice Żukowa) do Pruszcza na ostatnią
elektrownię (lub pierwszą jak kto woli) oraz na ostatni pociąg do domu. W
szaleńczym tempie zdołaliśmy zobaczyć i elektrownię, i nasz pociąg (SKM, do
którego ledwo się zmieściliśmy). W zasadzie w Pruszczu są teraz dwie
elektrownie, gdyż w 2005 roku dobudowano
nową:
Do pełni szczęścia pozostało nam zobaczyć jeszcze Kaskadę rzeki Słupi, ale
to już relacja z
sezonu 2007.