Kim jestem

Wbrew temu, że wyeksponowałem w tytule tej strony dużymi literami słowo „Ja”, nie jestem egotykiem. Kiedyś moje ego miało dla mnie dużo większe znaczenie i wywierało na mnie znacznie większy wpływ, niż teraz. Myślę, że również egoizmu mam w sobie coraz mniej, a na pewno nie więcej niż przeciętny obywatel tego świata. Egocentrykiem też chyba nie jestem. Więc skąd to duże „Ja”? Myślę, że wyraża ono poczucie siebie, poczucie własnej odrębności. Każdy ma takie poczucie, nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Nie zjednoczyłem się jeszcze z Wszystkim Co Jest, nie roztopiłem w nirwanie i przebywam w świecie materii jako istota pod wieloma względami ograniczona. Świadom swych ograniczeń zdaję sobie sprawę z tego, że określają one obecne terytorium mojego jestestwa. Wiem, że granice te stale się poszerzają, zarówno wskutek moich przemyślanych działań, jak i zupełnie bezwiednie.

Moje nazwisko podane na tej stronie jest pseudonimem, tylko imię jest prawdziwe. Jestem emerytowanym pracownikiem naukowo-dydaktycznym Politechniki Wrocławskiej. Byłem tam zatrudniony od czasu ukończenia studiów w 1971 roku aż do października 1993 roku. Zajmowałem się również inną działalnością – w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zaprojektowałem i skonstruowałem, zupełnie prywatnie, serię różnych cartridge o nazwie Black Box, do popularnego w latach osiemdziesiątych XX wieku komputerka Commodore 64. Niektórzy przedstawiciele pokolenia 40-latków i 50-latków zapewne mogą to jeszcze pamiętać. Założyłem firmę ROM-BIT, aby produkować te cartridge. Zdobyły one dość dużą popularność. Nie uzyskałem jednak znaczących korzyści materialnych z tej działalności, bo niemal wszyscy zainteresowani producenci z branży elektronicznej, z jednym wyjątkiem, zaczęli ten mój wytwór techniczny i programistyczny podrabiać i sprzedawać. Miałem za to wielką satysfakcję, że wymyśliłem coś, co stało się użyteczne i cieszyło się dużą popularnością aż do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Mam również pewne powiązania z muzyką – kilkadziesiąt lat temu uczyłem się grać na fortepianie i ukończyłem 6 klas podstawowej szkoły muzycznej. Podobno, jak zapewniali mnie moi nauczyciele, miałem, przynajmniej wówczas, dobry słuch muzyczny. Lubię również bardzo majsterkować. Jednak moje zainteresowania zawsze wykraczały poza podstawowe sprawy życia codziennego i zahaczały o istotne zagadnienia egzystencjalne, filozofię, psychologię, a także parapsychologię i ezoterykę. Mimo, że przez większość czasu mojego dorosłego życia uważałem się za ateistę, w rzeczywistości zawsze drzemała we mnie jakaś ukryta duchowość, która w miarę upływu czasu zaczęła się stopniowo ujawniać. Obecnie wiem, że jestem nie tylko ciałem fizycznym i że wszyscy przetrwają swoją śmierć, która jest tylko przejściem do innej rzeczywistości. W poszukiwaniu swojej własnej drogi do prawdy odrzuciłem jednak całkowicie swoje związki z kościołem katolickim i niektóre głoszone przez ten kościół nauki. Obecnie jestem wolnym od myślowych uzależnień człowiekiem i zmierzam do poznania tego co jest, bez odwoływania się do różnych duchowych nauczycieli i religijnych pośredników.

Dlaczego słowa „i to, co moje” napisałem tak małą czcionką? Bo życie na tym świecie ostatecznie przekonało mnie, że tak naprawdę nic nie jest moje i wszystko w pewnym sensie zostało mi darowane. Poczucie własności jest tylko pewnym etapem rozwoju świadomości, która jest wówczas tak mocno zanurzona w świecie materii, że nie dostrzega tej wyższej prawdy. Nawet wytwory intelektualne nie są w pełni własnością ich autorów, bo powstały dzięki temu, co zostało im dane z góry. Kapitalizm, który tak bardzo wysławia własność prywatną, jest tylko krótką chwilą w historii i przyjdzie czas, że przeminie bezpowrotnie. To wcale nie oznacza, że opowiadam się po stronie komunizmu – doświadczyłem go w swojej młodości i wiem, że pod pewnymi względami jest on jeszcze gorszy.

Podobno w wysoko rozwiniętych cywilizacjach kosmicznych zaimki dzierżawcze w ogóle nie są używane. Te wysoko rozwinięte istoty niczego nie posiadają, tylko „doglądają”, „troszczą się”, „uprawiają”. Nie są właścicielami rzeczy ale ich „opiekunami”, „kustoszami”. Nikt tam nawet nie powie na przykład „moja partnerka”, ale „partnerka, z którą teraz jestem”. Podzielając pogląd o iluzji posiadania, zdaję sobie równocześnie sprawę, że żyję w świecie, który nie dojrzał jeszcze do tego, by całkowicie odrzucić zaimki dzierżawcze. Dlatego swój stosunek do tego co posiadam wyraziłem w ten sposób, że zwrot zawierający zaimek dzierżawczy napisałem bardzo małymi literami.

Poniżej przedstawiam moje wytwory, którymi chciałbym się podzielić z wszystkimi, którzy zechcieliby się z nimi zapoznać i którym, być może, mogłyby się do czegoś przydać. Wszystkie umieszczone tu prace można kopiować i rozpowszechniać w dowolny sposób.

Książki i inne materiały do pobrania
Aby dokonać wyboru kliknij lub dotknij właściwy obrazek po lewej stronie

Mój prywatny słownik

Mój prywatny słownik” to książka omawiająca dziewięćdziesiąt dwa ważne słowa. Część z nich ma dlatego duże znaczenie, że dotyka pojęć zasadniczych, na których opiera się cały Wszechświat i które są ważne w każdym czasie i na każdym poziomie rzeczywistości. Niektóre z tych słów są znaczące tylko tu i teraz, pod koniec drugiego i na początku trzeciego tysiąclecia, bo właśnie w tych czasach ujawniło się i nabrało wagi to, co oznaczają.

Praca ta oprócz encyklopedycznych definicji i bibliograficznej wiedzy zawiera również własne przemyślenia autora, które nadają jej indywidualne piętno. Poglądy w niej zawarte niekiedy jednak odbiegają od tego, co się powszechnie głosi na dany temat i co się uważa za słuszne; dlatego nie wszystkim będą odpowiadać. Jednak otwarte, pozbawione uprzedzeń podejście do zagadnień tam poruszanych może skłaniać do samodzielnych rozważań, co stanowi chyba najlepszy rezultat lektury.

Moja cukrzyca typu 2

W książce tej opisuję swoje zmagania z cukrzycą typu 2, która mnie dosięgła w 71 roku życia, kiedy się jej zupełnie nie spodziewałem. Po przeprowadzeniu rozeznania na temat tej choroby, na własną odpowiedzialność odrzuciłem tradycyjną terapię środkami doustnymi takimi jak metformina i podjąłem decyzję o zastosowaniu jej leczenia za pomocą głodówki okresowej.

W swojej pracy podałem podstawowe informacje o cukrzycy i o głodówce, omówiłem uzyskane rezultaty terapii i perspektywy na przyszłość. Opisałem dokładnie przebieg przykładowej, 16 dniowej głodówki. Wszystko zilustrowałem przestawionymi w postaci wykresów wynikami pomiarów glukozy, wagi, ciśnienia krwi i cholesterolu. Przedstawiłem wnioski końcowe.

Na końcu książki umieściłem propozycję diety wegetariańskiej w cukrzycy typu 2 oraz preferowaną przez siebie listę produktów żywnościowych. Podałem też sprawdzone przez siebie przepisy kulinarne. W „Dodatku” zamieściłem definicje indeksu i ładunku glikemicznego, podałem przykładowe tabele ich wartości oraz przedstawiłem podstawowe normy medyczne związane z cukrzycą.

Moje wiersze

Nigdy w przeszłości nie interesowałem się zbytnio poezją. Mój ścisły, analityczny umysł wręcz nie trawił niektórych przenośni i metafor. Bardziej zaangażowana twórczość poetycka była zawsze dla mnie czarną magią. Rymowanie przychodziło mi z wielką trudnością.

Teraz jest inaczej. Potrafię tworzyć nawet dość dokładne rymy, a mój muzyczny słuch ułatwia mi utrzymywanie właściwego rytmu. Nie wiem co takiego się stało, że nie mając humanistycznego wykształcenia, ani żadnej praktyki literackiej, zacząłem pisać wiersze. Pojawiła się jakaś wewnętrzna potrzeba abym to robił, której do końca nie rozumiem. Przedstawiam tu kilka swoich wierszy, chociaż nie wszystkie zdecydowałem się upublicznić.

Moja muzyka

Po przerwaniu nauki w szkole muzycznej nie miałem kontaktu z tą dziedziną sztuki przez prawie 30 lat. Dopiero pojawienie się komputerów osobistych zmieniło tę sytuację. Odpowiednie hardware (karty dźwiękowe) i software (programy do edycji muzyki) umożliwiły mi pisanie i aranżowanie kompozycji muzycznych na wielu instrumentach i odtwarzanie ich przez komputer. Mogłem więc komponować i odgrywać różne utwory przy niemal całkowitej utracie wprawy w grze na fortepianie, bo w wydawaniu dźwięków wyręczał mnie komputer; trzeba było tylko mu powiedzieć, jak ma to zrobić.

W 2015 roku kupiłem keyboard Yamaha PSR-S670 i postanowiłem sobie przypomnieć, jak się gra na klawiaturze. Szło mi to dość opornie, ponieważ prawie 60 lat nie używałem rąk do grania, ale jakoś w końcu udało się.

Przedstawiam tu niektóre moje kompozycje i inne utwory zaaranżowane przeze mnie i odegrane przez komputer, oraz wybrane wykonania „na żywo” na instrumencie Yamaha.

Moje zdjęcia

Przestrzeń dyskowa, jaką dostarczył mi na skrzynkę mailową i stronę www mój dostawca Internetu, jest raczej mała jak na dzisiejsze wymagania i standardy (200MB). Dlatego też mogę tu przedstawić tylko niewielką liczbę wybranych zdjęć, jakie wykonywałem między innymi aparatem Lumix FZ150.





Stronę zaprojektowano za pomocą Apache OpenOffice 4.1.5
Ostatnie zmiany i poprawki wprowadzono 21 kwietnia 2020